Prolog

Ciemnymi uliczkami miasta jak na złamanie karku pędził niewysoki żebrak. Jego przydługie, brudne włosy opadały mu na twarz, zasłaniając okropne pooparzeniowe blizny. Ubrany był w stare i dziurawe łachmany, których jedyną zaletą było ich względne ciepło. Gdy nędznik szybko skręcił w zaułek, podmuch wiatru odsłonił jego młodą, pozbawioną zarostu twarz, zastygłą w wyrazie przerażenia.

Rozdział 8 Mały Szermierz – część 1

Osowiale wstał z łóżka i zaczął swój poranny rytuał. Najpierw starannie rozgrzał plecy, potem barki, ręce oraz prawą nogę. Dalej czekało go trudniejsze zadanie. Powoli usiadł i zaczął rękami zginać lewą nogę, postękując z bólu. Kiedy już skończył, odetchnął chwilę z ulgą i wytarł z czoła pot. Najgorsze było już za nim, została tylko jeszcze stopa. Pluł sobie w brodę, że ostatnio zaniedbał tego porannego rytuału. W konsekwencji już po miesiącu lewa noga znacznie gorzej współpracowała, słabo się uginała i kiepsko przenosiła obciążenie. Miał nadzieję, że uda mu się to szybko odwrócić.

Rozdział 7 Mój dom, moja twierdza – część 6

Nie wiedział do końca, dokąd miał iść, więc chwilę błąkał się po zamku okrężnym korytarzem. W końcu znalazł służącą, którą poprosił o wskazanie pokoju swojej matki. Kobieta zaprowadziła go na miejsce, a on podziękował jej skinieniem. Tuż przed drzwiami zawahał się. Długo stał z ręką na klamce, ale w końcu zacisnął zęby i wszedł do środka.

Rozdział 7 Mój dom, moja twierdza – część 2

Wieczorem natknęli się na gospodę o nazwie “Pod Jelenim Porożem”. Znajdowała się na leśnej polanie. Od głównego szlaku prowadziła do niej wąska ścieżka, którą łatwo było w ciemnościach przeoczyć, o czym przekonała się cała drużyna. Początkowo z rozpędu minęli zjazd do gospody, ale zatrzymał ich głośny gwar od strony lasu.