Rozdział 1 Klątwa – część 1

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

The Gunslingers – Last Man Standing

Dookoła szalał tłum. Młody mężczyzna w lekkim, ciemnym pancerzu rozejrzał się patrząc na ryczących ludzi na trybunach. Udało mu się. Jest w finale, a jego imię zostanie zapamiętane na długie lata. Odetchnął kilka razy usiłując uspokoić wrzące emocje, a następnie spojrzał ukradkiem na swojego przeciwnika. Był to słynny Lancelot. Podobnie jak on sam, miał założony hełm osłaniający całą twarz z wyjątkiem ust i oczu oraz dodatkowo w lśniący metalowy pancerz, który z tyłu miał wygrawerowaną ogromną wronę z rozłożonymi skrzydłami. Wizualnie pancerz sprawiał wrażenie bardzo ciężkiego, ale w rzeczywistości był całkiem wygodny, lekki i nie ograniczał ruchów. Był też bardzo drogi, jak każdy inny pancerz wykonany z Khenijskiej stali.

Z trybun doniósł się mocny głos mówcy.

– Powitajmy w finale Lancelota herbu Wrony oraz Oriona herbu Niedźwiedzia! Rycerze! Złóżcie hołd królowi Arturowi Trzeciemu!

Tłum skandował imiona młodych wojowników, a oni sami odwrócili się twarzą do trybuny na której siedział król i przykładając prawą pięść do klatki piersiowej uklękli z pochyloną głową. Ponownie podniósł się głos.

– Rycerze, powstańcie i przygotujcie się!

Mężczyźni wstali, oddalili się lekko od siebie i wyjęli miecze.

– Walczcie! – zagrzmiało, a wojownicy natychmiast rzucili się do boju. Był to pojedynek, który później był wspominany przez wiele kolejnych dekad jako jeden z najbardziej spektakularnych w historii. Nie bez powodu. Każdy z rycerzy był świetnym szermierzem, dlatego bili się technicznie i widowiskowo. Każdy cios był zbijany lub parowany co przeradzało się w natychmiastową kontrę. Wymiana ciosów zdawała się być niekończąca, aż wreszcie szala zwycięstwa zaczęła się przechylać w stronę Oriona, który walczył jak sam demon, bezbłędnie i bez oznak zmęczenia. Lancelotowi z kolei przedłużająca się walka coraz bardziej zaczynała dawać się we znaki. Mężczyźni skrzyżowane miecze.

– Orion, chłopie… Niby wiem, że miał być ładny spektakl, ale zbyt długo takiego tempa nie wytrzymam.. – wysapał Lanc oddychając ciężko.

– Już kończymy. –  uśmiechnął się przeciwnik w ciemnej zbroi. Szybko rozdzielili się, po czym po krótkiej wymianie ciosów Orion popełnił błąd. Wszedł za mocno w kontrę i stracił równowagę, co natychmiast wykorzystał Lanc zwalając go z nóg i przystawiając mu ostrze do gardła. Tłum oszalał i zaczął skandować imię zwycięzcy, który jednak ku zdziwieniu wszystkich zabrał miecz i podał przeciwnikowi rękę pomagając mu wstać, a następnie lekko skłonił mu się z szacunkiem. Tłum ryknął radośnie i zaczął skandować na zmianę imiona dwóch wojowników. Orion uśmiechnął się pod nosem i również się skłonił.

– Zwycięzcą wielkiego turnieju rycerskiego w Wintonian zostaje rycerz Lancelot herbu Wrony! Chwała zwycięzcy! – doniósł się głośny i wyrazisty głos mówcy.

Tłum skandował szaleńczo imię czempiona. Orion uśmiechnął się pod nosem patrząc na grymas na twarzy przyjaciela. Lanc nie cierpiał, kiedy nazywano go jego pełnym imieniem. Kiedy wreszcie widownia nieco się uspokoiła, mówca przemówił ponownie.

– Jednak nie zapominajmy o wszystkich zwyciężonych, którzy zapewnili nam wspaniałe widowisko, a zwłaszcza o naszym dzielnym rycerzu Orionie. Chwała zwyciężonym!

Ostatnie zdanie zostało pochwycone przez szalejący tłum. Skandowania  zaczęły ucichać dopiero, kiedy powoli zaczął podnosić się ze swojego miejsca król Artur Trzeci. Był to mężczyzna potężnej budowy, od którego biła siła i władczość. Ubrany był w zdobione, jedwabne szaty, które mimo wszystko w jakiś sposób wyglądały jak strój żołnierza. Kiedy przemówił, panowała już zupełna cisza.

– Zaprawdę wasza walka poruszyła moje serce i chciałbym wyrazić wam swoje uznanie. Zapraszam was na ucztę, która odbędzie się dzisiaj wieczorem!

Tłum ponownie wybuchł głośnymi wiwatami, a rycerze uklęknęli przed królem oddając mu hołd. Następnie podnieśli się, raz jeszcze skłonili tłumowi, zaś Lance uniósł do góry miecz, czym zasłużył na kolejne wiwaty i owację na stojąco. Wreszcie finaliści skłonili się po raz ostatni i niespiesznie zeszli z areny. Szli ramię w ramię powoli zmierzając do stajni turniejowej.

– W sprawie twoich pieniędzy.. –  powiedział po chwili Lanc, ale Orion natychmiast mu przerwał głośnym syknięciem. W ostatniej chwili. Nagle przed nimi wyrósł wysoki mężczyzna w kruczo-czarnych ubraniach z długimi, czarnymi włosami spiętymi w kucyk.

– Witam, Lordzie Hohenheim. –  rzekł rycerz herbu Niedźwiedzia i skłonił się lekko.

– Witaj, młody Orionie. – skinął głową mężczyzna. – Kto by pomyślał, że dzisiaj to ty przegrasz z moim synem, chyba należą ci się podziękowania od Lancelota za wszystkie tęgie lania, które od ciebie dostał.

Hohenheim roześmiał się po czym spojrzał z aprobatą na syna.

– Dobra robota Lancelot. Chodź synu, mamy wiele do obgadania.

Lanc skrzywił się, ale skinął głową, po czym odwrócił się do przyjaciela.

– Nie idź na ucztę, Orionie, ostatnio chodzą niepokojące plotki..

– Które powinny zostać plotkami, nie godzi się zachowywać jak baba na targowisku mężczyźnie z rodu Wrony. –  natychmiast przerwał mu mężczyzna w czerni.

– Ależ ojcze, ta sprawa jest szczególnie..

– Lancelot! Nadużywasz mojej cierpliwości i przynosisz mi wstyd! – ponownie urwał Hohenheim z iskrami w oczach, po czym obrócił się i poszedł do przodu.  Lanc zamilkł i ruszył powoli za ojcem, ale po chwili obrócił się i spojrzał znacząco na przyjaciela, po czym przyspieszył kroku doganiając Hohenheima. Orion doskonale rozumiał, co oznaczało to spojrzenie. Lanc próbował go ostrzec. Niestety musiał zignorować dobrą radę przyjaciela. Królewska uczta – to było zbyt ważne. To była szansa dla całego jego rodu. To był kamień milowy w jego karierze.

Młodzieniec herbu Niedźwiedzia wystroił się w wyjściowe ubrania i ruszył do pałacu o porze wieczorowej. Uprzedzono go, żeby zabrał ze sobą miecz, co budziło pewne wątpliwości, ale zrobił to nie zadając zbyt wiele pytań. Na miejscu w pierwszej kolejności rozejrzał się za swoim przyjacielem Lancelotem. Po krótkich, lecz niestety bezowocnych poszukiwaniach wzruszył ramionami i udał się do stołu. Chwilę później dowiedział się, że Lanc nie mógł stawić się na ucztę ze względu na poważną kontuzję, której nabawił się w trakcie finałowego pojedynku. Zaniepokoiło go to, gdyż wiedział, że rzekoma kontuzja jest czystym wymysłem. Nagle ponownie przypomniał sobie ostrzeżenie przyjaciela, lecz i tym razem postanowił go zignorować.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o