Rozdział 1 Klątwa – część 2

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

The Vision Bleak – Who May Oppose Me?

Uczta u króla jak zwykle zachwycała obfitością. Stoły wyginały się pod ciężarem potraw i trunków z najróżniejszych zakątków Brytonii. Sala bankietowa była w stanie pomieścić prawie pięćset osób, jednakże dzisiaj, mimo wszystkich przygotowań, ilość ludzi na królewskim przyjęciu przekraczała ledwie dwusetkę. Grajkowie usiłowali grać żywą muzykę, ale często się mylili, a po pomieszczeniu niosły się niepokojące dźwięki sfałszowanych nut. Królewski błazen siedział w milczeniu i pił wino kielich za kielichem. Nie był w swoim zajęciu jedyny. Większość gości czyniła podobnie, a wyjątkiem nie był nawet sam król.

Artur Trzeci, zwany też Królem Wojownikiem, był władcą niedoścignionym w rzemiośle wojny.  Od początku epoki Świeckiej, to właśnie jego sukcesy militarne były najbardziej wybitne. Nie był może pierwszym królem, który wygrał wojnę z imperium Desercji, ale zyskał na tym najwięcej. Ogromny podbity kawałek północnych ziem Desercji został włączony do administracji królestwa jako hrabstwo Sol. Na tym nie skończyły się sukcesy militarne Artura Wojownika. Monarcha jako jedyny wygrał wojnę na dwa fronty z Irią i Ren. Nawet wybitna władczyni Aria Chrobra nie mogła poszczycić się takim osiągnięciem. W wojnie przeciwko siłom Desercji i Irii, Aria musiała pójść na kompromis, w konsekwencji którego część ziem Brytonii dostało się pod władanie Desercji. Dopiero ten ruch pozwolił na wygranie wojny z Irią.

Artur Wojownik był znany ze zwyczaju dawania przed bitwą swoim wrogom prawa do pojedynku, w którym zawsze stawiał swoje życie na szali.  Król nie wymagał, żeby jego przeciwnikiem była osoba szlachetnie urodzona. Mógł to być każdy wybrany żołnierz, na przykład świetny szermierz podstawiony specjalnie na taką okazję. Mimo tak dobrych warunków szybko zaprzestano pojedynków z Arturem Wojownikiem, ponieważ zawsze z łatwością wygrywał, a każda wygrana zasilała jego potężną armię o kolejne oddziały żołnierzy zachwyconych jego siłą. Z tego powodu król dysponował teraz wojskiem zdolnym zjednoczyć  pod jego rządami cały świat. Zresztą nie chodziło tylko o wojsko. Po latach podbojów, Brytonia była największym imperium na całym świecie i rozciągała się wzdłuż, od lodowatych wybrzeży Antarkty, aż do pustynnych ziem imperium Desercji oraz wszerz, od niespokojnych wybrzeży Oceanu Burzliwego, aż do cichych brzegów Oceanu Przedwiecznego. Mimo to najpotężniejszy człowiek tego świata siedział wyraźnie zaniepokojony i powoli upijał się coraz bardziej. Król nie zwracał najmniejszej uwagi ani na zachowanie gości, ani na beznadziejne wykonanie muzyków, ani na zaniedbującego swoje obowiązki błazna.

Nie każdy z obecnych czuł atmosferę przygnębienia. Jednym z takich był Orion, młody rycerz królewski oraz finalista turnieju w Wintonian.  Był to mężczyzna bardzo wysokiego wzrostu i krzepkiej postury, co mocno go wyróżniało na tle obecnych na przyjęciu wielmożnych. Miał oczy koloru stali, krótki gęsty zarost i równie krótkie czarne włosy. Żwawo zagadywał młodą księżniczkę Helenę, która znacznie subtelniej, ale odwzajemniała zainteresowanie młodzieńca.

Księżniczka była córką przyrodniego brata króla, tudzież słynnego generała armii Brytońskiej, sir Patricka Łotrzyka. Przydomek swój zawdzięczał ogromnej przebiegłości i bezwzględności, która cechowała go na polu walki i o ile Artura Wojownika bano się i szanowano, tak Patricka głównie się bano. Sam generał nie zaszczycił dzisiaj swoją obecnością bankietu, tylko wysłał w zastępstwie młodą Helenę.

Orion był w trakcie dolewania kolejnego kielicha młodej i rozchichotanej księżniczce w momencie, kiedy drzwi sali otworzyły się z hukiem, a do środka wszedł rycerz. Był on ubrany w czarny jak smoła pancerz ze skomplikowanymi, mrocznymi zdobieniami, do którego był przyczepiony poszarpany ciemny płaszcz. Twarz miał zasłoniętą czarnym hełmem, ale przez szczelinę na oczy przebijała się zgniła poświata. W lewej ręce trzymał dużą, prostokątną, czarną tarczę, a w prawej ogromny, dwuręczny, czarny miecz. Przybysz rozejrzał się i wbił wzrok w króla, który powoli podnosił się zza stołu. Artur Wojownik wyglądał na rozwścieczonego. Otworzył szeroko usta chcąc stanowczo i dobitnie wyrazić swój gniew, aczkolwiek spojrzawszy uważniej na przybysza zbladł i usiadł bezradnie za stołem, momentalnie trzeźwiejąc. Mroczny rycerz wciąż patrząc na króla ruszył szybko w jego stronę.

Trzech gwardzistów z halabardami stojących blisko wejścia, wreszcie doszło do siebie i rzuciło się na upiornego przybysza próbując odciąć drogę do króla, jednakże kilka sekund później dwie głowy spadły na podłogę, zaś trzeci zbrojny został przepołowiony. Wybuchła panika, goście rzucili się z krzykiem jak najdalej od czarnego przybysza. Część gwardzistów pod przywództwem osobistego ochroniarza króla, sir Connora z Lorenian, szybko ustawiła się przed monarchą, a reszta rzuciła się w stronę Czarnego Rycerza.  W mgnieniu oka rozpętało się piekło, wszędzie latały kawałki stołów, krzeseł i połamanych halabard. Czarny Rycerz ruszał się szybko i pewnie jak sama śmierć. Każdy jego cios oznaczał połamane kości lub obcięte kończyny, sam natomiast szybko i pewnie odbijał grad uderzeń albo tarczą, albo po prostu przyjmując je na wzmocnione elementy pancerza. W popłochu ktoś popchnął księżniczkę Helenę prosto pod nogi rozszalałego przybysza. Orion, nie zastanawiając się ani chwili dłużej, ruszył w stronę czarnej śmierci dobywając miecz. Zdążył w ostatniej chwili. Zbił ciężkie ostrze Czarnego Rycerza tuż nad głową księżniczki, odruchowo uderzył szybkim cięciem w szyję przybysza i ku swojemu zaskoczeniu gładko ściął mu głowę. W tej samej chwili ciało intruza zostało przebite w sześciu miejscach halabardami, a następnie zaczęło znikać.

Orion gapił się osłupiały, jak Czarny i całe jego uzbrojenie rozpływa się w nicość, tak jakby nigdy nie istniał. Potrząsnął gwałtownie głową i rozejrzał się szukając fizycznych śladów obecności mary, którą przed chwilą przecież pokonał. Dookoła walały się poprzewracane stoły, połamane krzesła i halabardy. Podłoga była brudna od jadła i napoju wymieszanych z krwią i wnętrznościami strażników oraz zwykłych nieszczęśników, którzy przypadkiem trafili w wir walki. W tym czasie król patrzył na młodego rycerza z mieszanką ulgi i goryczy.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o