Rozdział 1 Klątwa – część 3

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Edgar Rothermich – Searching the Past

Następny tydzień dla mieszkańców pałacu był przepełniony pracą. Po oszacowaniu strat w wielmożach i gwardii królewskiej, odprawiono mniej lub bardziej widowiskowe pogrzeby. Dokładnie sprawdzono cały zamek, lecz niestety nie udało się ustalić, którędy mógł przeniknąć intruz. Królewska sala bankietowa została starannie uprzątnięta i wreszcie zamiast zapachu krwi i śmierci było czuć tam głównie alchemiczne detergenty.

Monarcha siedział na tronie w oczekiwaniu. Oprócz niego była tam obecna rada królewska łącznie z generałem Patrickiem. Członkowie rady obserwowali kłótnie królewskiego rodzeństwa zachowując taktowne milczenie. Wcinanie się w słowną szermierkę dwóch braci było wielce nierozsądne, gdyż konsekwencje takiego działania były właściwie nie do oszacowania.

– Powiadam ci bracie, że kolejna wojna z Irią jest błędnym krokiem. – tłumaczył sir Patrick. –  Sojusz Państw Wschodnich zwany też Unią Przedwieczną nie jest tworem tylko na pokaz. Zgodnie z informacjami zebranymi przez naszych szpiegów, wszystkie cztery państwa zdążyły już utworzyć wspólne jednostki militarne i całą infrastrukturę wojenną. Najzwyczajniej na świecie przegapiliśmy moment.

– Przesadzasz. – nie zgodził się król. – Moment jest odpowiedni. Udało nam się odeprzeć kolejny najazd barbarzyńców z północy, no i znowu rozwiązała się sprawa mojej klątwy. Patrick, wojsko rdzewieje! Ja rdzewieję w tym cholernym pałacu, na tym cholernym tronie!

– I w tym właśnie jest problem. – pokiwał głową sir Patrick. – Jesteś znudzony bezczynnością i rzutuje to na lekkomyślność. Sprawa barbarzyńców wcale nie jest rozwiązana. Czy naprawdę muszę ci przypominać, że nadal nie wiemy, skąd oni się wzięli na lodowatych terenach Antarkty? To nie jest pierwszy raz w historii, kiedy coś takiego się zdarzyło..

– Tak, wiem, Chłodna Zagadka Artura Drugiego Rozsądnego, znam historię.. – przerwał król rozdrażnionym tonem.

– Nie przeszkadza ci to, że nadal nie jest rozwiązana? Nie przeszkadza ci, że pomimo wszystkich ekspedycji nadal nie wiemy jakim cudem pojawili się tam barbarzyńcy?

– Zupełnie. – potwierdził król po czym spojrzał ze złością na brata. – Nie uważam, że barbarzyńcy są w stanie nam zagrozić, nawet jeśli zaczniemy wojnę z całą cholerną Unią Przedwieczną!

– A co z Imperium Desercji? Zapomniałeś, co potrafią ich oddziały wilkołaków? – drążył wściekle Patrick cały czerwony na twarzy.

– Nie zapomniałem, ale ty najwyraźniej zapomniałeś z kim rozmawiasz! – odparł jadowicie król. Patrick odchrząknął i zamknął na chwilę oczy. W myślach policzył do dziesięciu.

– Wybacz mi, królu, formę mojej wypowiedzi, bo za jej treść przepraszać nie będę. – odparł skłaniając głowę.

– Wybaczam, ale w dalszym ciągu uważam, że przesadzasz. Imperium Desercji wciąż boryka się z najazdami barbarzyńców, my zaś sobie już z tym poradziliśmy. – odparł już spokojniej Artur.

– Ale jak długo im to jeszcze zajmie? Doniesienia szpiegów sugerują wyraźnie, że Desercja wkrótce opanuje sytuację. Dodatkowo wróćmy jeszcze do tematu klątwy. Przecież wiesz, że ona wróci, a stanie się to, jak tylko młody rycerzyk sczeźnie pod ciężką klingą Czarnego Rycerza.

Król nie zdążył odpowiedzieć bo w tej chwili wszedł do sali strażnik i uklęknął przykładając pięść do piersi.

– Wasza Wysokość, rycerz Orion herbu Niedźwiedzia oczekuje na audiencję. – powiedział głośno.

– Każ mu wejść! – odparł król, po czym obrócił się do brata. – Będziemy musieli dokończyć naszą rozmowę innym razem.

Każdy z radnych westchnął z ulgą słysząc słowa Artura. Jedyną niezadowoloną osobą pozostał sir Patrick, który skrzywił się, ale nic nie odpowiedział.

Po krótkiej chwili do sali wszedł młody krzepki rycerz, który żwawo oddał cześć królowi. Ukradkiem rozejrzał się po zebranych. Poza elitarną strażą królewską obecnych było jedenaście osób. Na dużym, szkarłatnym tronie z pozłacanymi ornamentami siedział Artur Wojownik. Po jego prawicy stał jego generał, a zarazem i młodszy brat, który przypominał go zarówno rysami twarzy jak i krzepką posturą. Siedzisko monarchy znajdowało się na nieznacznym podwyższeniu, zaś poniżej  z każdej jego strony stały znacznie skromniejsze fotele, na których siedzieli członkowie rady królewskiej, zwanej także Radą Dziewięciu. Orion rozpoznał jedynie kilku z nich. Pierwszym był Gustavus, szlachcic z bardzo starego i potężnego rodu Róży. Był to siwy mężczyzna o długiej brodzie i zaniedbanej sylwetce. Jeśli nie myliła młodzieńca pamięć, doradzał w sprawach finansowych.

Kolejnym był Emmanuel herbu Puklerza, mężczyzna po czterdziestce o krótkich mysich włosach i dziwnych wąsach. Jego głównym zadaniem było doradzanie w sprawach militarnych, dlatego też był absolutnie bezużyteczny. Bracia królewscy w taktykach wojennych byli tak bardzo do przodu, że nie był w stanie zaoferować im żadnej cennej uwagi. Emmanuel został członkiem rady stosunkowo niedawno. Jego miejsce zajmował wcześniej Graham herbu Wrony, lecz niestety zeszłej wiosny zmarł ze starości. Dla Oriona po dziś dzień pozostawało zagadką, dlaczego pozycję doradcy, zamiast lorda Hohenheima, dostał nieudolny Emmanuel.

Ostatnią rozpoznaną przez młodego rycerza osobą była Moira herbu Lawendy. Stara kobieta z białymi jak mleko włosami spoglądała z zaciekawieniem na klęczącego przed królem mężczyznę. Mrużyła oczy, a spora brodawka na prawej powiece praktycznie zasłaniała jej źrenicę. Moira była najstarszym członkiem rady, jak również jedyną kobietą w sali tronowej. Staruszka potrafiła udzielać się w tematach gospodarczych, finansowych, a nawet polityki zagranicznej, dlatego była jednym z najbardziej wartościowych doradców.

Reszty z obecnych młody rycerz nie rozpoznawał z imienia, lecz wiedział, że większość, podobnie jak Emanuel, Moira i  Gustavus, pochodziła z Winotnian.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o