Rozdział 1 Klątwa – część 4

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Miracle of sound – Forever Flame

– Powstań, rycerzu Orionie! – zagrzmiał Artur, wyrywając mężczyznę z myśli. – Jeśli ktoś dzisiaj ma klękać, to na pewno nie mój wybawca.

– Słowa te są bardzo łaskawe, mój Królu. Nie jestem godzien aż takiej pochwały – odparł głośno młody rycerz, wstając z kolan.

– Jesteś, bardziej, niż ci się wydaje. Widzisz, należą się tobie pewne wyjaśnienia. Zacznijmy od tego, że zbrojny, którego skróciłeś o głowę, człowiekiem nie był.

Król urwał i popatrzył się dziwnie na Oriona. Młody rycerz nie był zaskoczony. Pamiętał dokładnie dziwną śmierć przybysza, mimo to poczuł na plecach lekki chłód. Stara Moira szepnęła do radnego siedzącego po swojej prawicy i uśmiechnęła się niepokojąco. Artur spojrzał kątem oka na szlachciców, którzy natychmiast ucichli.

– Ta istota ma pochodzenie niewątpliwie magiczne. Z tego, co udało mi się ustalić, jest ona dziełem potężnej klątwy, z której ty, Orionie, chwilowo mnie uwolniłeś.

Król skończył mówić i wbił wzrok w młodego rycerza. Orion poczuł przypływ dumy. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że zabicie mary było czystym przypadkiem. Jednak uważał, że ten przypadek był istnym darem losu, który całkowicie odmieni jego życie i na swoje nieszczęście wcale się tutaj nie mylił. Mężczyzna skłonił się królowi, nie kryjąc samozadowolenia. W tym momencie odezwał się sir Patrick, uśmiechając się nieprzyjemnie:

– Arturze, mój bracie, nie godzi się kończyć historii w momencie, w którym dopiero się zaczyna. Nie możemy przecież zostawić naszego śmiałka na lodzie. Jesteśmy mu to winni, ty i ja.

Radni patrzyli zmęczonym wzrokiem na królewskiego generała, przeczuwając nadchodzący konflikt. Gustavus pokusił się nawet o dyskretne przewrócenie oczami, ale natychmiast tego pożałował, gdyż nie umknęło to uwadze Patricka.

Zagubiony rycerz spoglądał zagubiony to na króla, to na jego brata. Generał obrócił się do młodzieńca, zdejmując wreszcie ciężkie jak skała spojrzenie ze starego szlachcica herbu Kolczasta Róża, a ten odetchnął z ulgą i otarł jedwabną chusteczką pot z nalanej twarzy.

– Widzisz, młody Orionie, jestem ci dozgonnie wdzięczny za uratowanie mojej córki, wdzięczny na tyle, że nawet zacząłem rozważać jej potencjalne zaślubiny – powiedział nieśpiesznie Patrick.

Orionowi ciężko szło ukrywanie radosnych emocji. “Wreszcie los ponownie uśmiechnął się do rodu Niedźwiedzia”, myślał z ekscytacją.

– Niestety, nawet nie śmiem ci tego proponować, nie komuś w twojej sytuacji. Jesteś przeklęty, rycerzu Orionie.

Młodzieniec gapił się osłupiały na Patricka, nie rozumiejąc co się właśnie stało, wreszcie odezwał się:

– Wasza Miłość… czym zasłużyłem na przekleństwo Waszej Miłości?

Sir Patrick roześmiał się.

– Źle mnie zrozumiałeś, rycerzu. Nie ja cię przekląłem, lecz ty sam. Kiedy zabiłeś Czarną marę…

– Dość! – warknął król, waląc pięścią w tron i patrząc twardo na swojego brata. – Miałeś mu wytłumaczyć jego sytuację, a zamiast tego chełpisz się jego nieszczęściem! – dodał groźnie.

Generał zbladł i uniósł obronnie ręce.

– Królu, źle mnie zrozumiałeś…– próbował się tłumaczyć, ale Artur szybko urwał mu gestem.

– Powiedziałem dość, pogadamy sobie później. W cztery oczy – zakończył złowieszczo monarcha.

Radni natychmiast wdali się w cichą dyskusję. Tym razem król pozwolił samoistnie rozproszyć się szmerowi głosów. Kiedy to się stało zaczął opowiadać:

– Trzy lata temu, kiedy wracałem z wyprawy wojennej, zobaczyłem na polanie w pewnym lesie Czarnego Rycerza, który stał z zakrwawionym mieczem nad zwłokami mężczyzny. Szybko wydałem komendę otoczenia polany, a sam pojechałem do zabójcy w czarnej zbroi i kazałem mu rzucić miecz oraz wyjawić herb i imię. Rycerz nie odezwał się ani słowem, a właściwie zupełnie mnie zignorował. Niedługo myśląc, wydałem rozkaz zastrzelenia go.

Król zamilkł i zamknął oczy.

– Był to błąd. Błąd, który kosztował życie wielu dobrych ludzi – podjął wreszcie, skupiając się na zaniepokojonym młodzieńcu. – Kiedy Czarny skończył już rąbać, wyglądał trochę jak jeż z tymi wszystkimi strzałami wbitymi w jego ciało. Oczywiście każdy, kto strzałę wypuścił, nie żył. Oddział szybko zrozumiał, że atakowanie Czarnego nie jest najlepszym pomysłem. Przestali reagować na moje rozkazy, tylko trzymali dystans jak przed samą Morianą Straszliwą. Wtedy ja w szale chwyciłem za miecz.

Król zamilkł na chwilę. Na jego twarzy rysowała się nostalgia.

– To był najlepszy pojedynek mojego życia, byłem lepszy o włos. Nie potrafię opisać uczucia satysfakcji, kiedy udało mi się wreszcie zatopić klingę w jego sercu, a przecież jego pancerz przepuścił miecz tylko dlatego, że już był uszkodzony po walce z moimi rycerzami.

Król urwał swoją wypowiedź. Na czoło Oriona wystąpił chłodny pot. Wreszcie zdał sobie sprawę z rozmiarów kotła, do którego wpadł po uszy.

– Od tej pory walczyłem z tym jeszcze dwukrotnie, zawsze ze wsparciem moich ludzi. Za każdym razem jest coraz trudniej, bo to coś staje się lepsze. Nigdy jednak do tej pory nie zdarzyło się, żeby to się pojawiło w moim zamku. Niestety, nie jest to też koniec złych wieści, rycerzu Orionie. Zabijając to, przejąłeś klątwę. Moją klątwę. Nie wiem, czy zdjąłeś ją ze mnie na zawsze, czy w momencie, kiedy ten stwór cię dopadnie, klątwa nie wróci z powrotem na moje barki.

Artur Wojownik zrobił efektowną pauzą i spojrzał znacząco na swojego brata, który zacisnął usta w wąską kreskę, powstrzymując się od komentarza.

– Jedno jest pewne – wznowił ze współczuciem – twoje życie jest w niebezpieczeństwie, a ja nie mogę pozwolić ci zostać w Wintonian – zakończył bezradnie.

Mąż z rodu Niedźwiedzia stał sztywno jak słup soli. Rozejrzał się z niedowierzaniem po obecnych, ale poważne miny radnych szybko rozwiały jego naiwne przekonanie, że słowa Artura Wojownika są chorym żartem. Nagle poczuł, jak załamuje się cały jego świat. Jeszcze chwilę temu jego przyszłość rysowała się w barwach złota, a teraz oczekiwało go wygnanie. Zachwiał się na nogach i z trudem zachował równowagę.

– Ale nie mogę zostawić twojego czynu bez nagrody! – dodał nagle król. – Nie jesteś już dłużej szlachcicem bez ziemi. Nadaję ci Ziemie Marchijskie, co uprawnia mnie oraz każdego mojego poddanego do tytułowania ciebie lordem Orionem herbu Niedźwiedź.

Stara Moira słysząc te słowa, pokiwała tylko smutno głową i spuściła wzrok. Pozostali znacznie lepiej zachowali twarz. Artur spojrzał mściwie na swojego brata.

– Dodatkowo twoją narzeczoną zostanie księżniczka Helena.

– Wyrażam sprzeciw! – wykrzyknął Sir Patrick, czerwieniąc się ze złości.

– No to mamy problem. Najwyraźniej ktoś tu zapomniał, kto w tym królestwie jest królem. – odparł beznamiętnie król.

– Ale Arturze! – próbował wtrącić generał.

– Cisza! – zagrzmiał monarcha z wściekłym wyrazem twarzy. – Nie masz w tej sprawie prawa głosu i niechże to będzie nauczka za twoje poprzednie wybryki. Uprzedzam cię, ani słowa więcej, bo skończy się to dla ciebie bardzo źle!

W sali natychmiast zapanowało poruszenie. Radni gorączkowo omawiali implikacje królewskiej decyzji. Ślub księżniczki Heleny był wydarzeniem wagi państwowej, ponieważ jak na razie była jedynym potomkiem królewskim. Sir Patrick, ciągle z rumieńcami na twarzy, ale wyraźnie przestraszony, wbił mordercze spojrzenie w Oriona, jednak nie odezwał się więcej ani słowem. Kiedy zamieszanie wreszcie ucichło, król przemówił ponownie:

– Ale jest pewien haczyk – powiedział, uśmiechając się cierpko. – Nie pozwolę na zaślubiny do momentu, aż nie uda ci się uporać z klątwą, lordzie Orionie.

Sir Patrick wyraźnie pojaśniał na twarzy. Uśmiechnął się z satysfakcją i pokiwał głową w uznaniu do umiejętności dyplomatycznych brata. Członkowie rady zaś zareagowali przeróżnie. Niektórzy patrzyli z politowaniem na młodego rycerza, inni uśmiechali się szyderczo, ale znalazło się też i kilku, którzy spoglądali na młodzieńca ze współczuciem. Jedyną osobą, która wydawała się nie pojmować zagrywki monarchy, był Emmanuel herbu Puklerz. Obserwował zebranych z wyjątkowo niezdarnym wyrazem twarzy, usiłując zorientować się, co mu umknęło. Orion zaś tylko uśmiechnął się krzywo.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o