Rozdział 1 Klątwa – część 6

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Alex Roe – Night of the Hunt

Orion pędził przed siebie. Rozbite wargi wściekle paliły pod strumieniem chłodnego powietrza. Po raz kolejny w myślach dziękował wszystkim Bohaterom, że zdecydował się na lekki pancerz. Tylko dzięki temu był wystarczająco szybki przy unikaniu ciosów Czarnego Rycerza. Obejrzał się, żeby zobaczyć gdzie był Czarny i żachnął się. Był blisko, bliżej niż się spodziewał. Na szczęście było już niedaleko. Orion nie miał wsparcia liczebnych oddziałów wojskowych, jak król Artur Trzeci, dlatego jedyne, co mógł zrobić, to dobrze przygotować miejsce pod walkę z upiorem, co przez ostatni miesiąc też czynił.

Mężczyzna wbiegł na dużą leśną polanę i szybko obrócił się wyjmując długi miecz. Czarny wbiegł tuż za nim z wysuniętą do przodu tarczą i z rozpędu zaatakował mocnym cięciem z góry. Orion odskoczył i subtelnie trącił miecz przeciwnika, żeby sprawdzić siłę uderzenia. Młody rycerz był wreszcie pewien. Czarny był wyraźnie słabszy i wolniejszy niż poprzednio. Istniała nawet szansa, że będzie w stanie sparować jego cios. To oczywiście wcale nie oznaczało, że zjawa była słaba. Była najtrudniejszym przeciwnikiem, którego Orion spotkał w życiu. Technika walki mieczem Czarnego Rycerza była nieco gorsza od jego własnej, ale braki nadrabiał koszmarną siłą i szybkością oraz dominującym stylem walki. Każdy udany atak zamieniał się w niekończącą się serię ciosów. Dodatkowo na oku trzeba było też mieć tarczę, którą Czarny potrafił równie płynnie atakować, o czym Orion przekonał się przed chwilą na własnych zębach. Jednak najbardziej przerażająca w Czarnym Rycerzu była jego nieludzkość. Poruszał się dziwnie sztywno, ale w trakcie ataku jego ruchy nagle zamieniały się na iście zwierzęce i trudne do przewidzenia, dodatkowo upiorne wrażenie robiła zgniła poświata bijąca prosto ze szczeliny, gdzie powinny być oczy. Młodzieniec patrząc na przeciwnika odniósł wrażenie, że zamiast człowieka walczy z trupem i wzdrygnął się.

Wojownicy zataczali płynne półkola, przy czym Orion powoli cofał się w kierunku wielkiego dębu. Czasami wymieniali kilka ciosów, ale młody rycerz bardzo pilnował, żeby walka nie skończyła się w zwarciu. Mężczyzna niespodziewanie zatrzymał się, co wykorzystała zjawa, próbując zajść go półkolem od prawej strony. W tym momencie ziemia pod nią się zapadła. Czarny wpadł do wilczego dołu. Orion odetchnął z ulgą i ruszył w stronę pułapki. Nagle ciszę rozdarł wściekły upiorny wrzask. Młodzieniec zatrzymał się i uniósł miecz, a z wilczego dołu powoli wyczołgał się Czarny Rycerz wyjąc wściekle. Jego noga była przebita złamanym zaostrzonym palem. Orionowi na czole wystąpił chłodny pot. Z całych sił starał się nie dać porwać panice. Upiór ruszył w stronę młodego rycerza parskając wściekle. Na szczęście dla Oriona, był on teraz sporo wolniejszy, z drugiej strony wydawał się zupełnie nie przejmować się poważną raną na nodze, z której sączyła się ciemna maź. Istota w czarnym pancerzu stąpała teraz dokładnie po wcześniejszych śladach Oriona bacznie obserwując jego ruchy. Orion poczuł strach i nagły przypływ sił, a całe jego ciało aż rwało się do ucieczki. Mężczyzna przełknął ciężko ślinę, wydał bojowy okrzyk i natarł na Czarnego Rycerza mocnym cięciem od góry. Upiorny przyjął cios na tarczę, ale szybko opadł na jedno kolano. Orion szalenie rąbał tarczę, wkładając w każde uderzenie całą swoją krzepę, aż wreszcie ręka jego przeciwnika bezsilnie opadła na ziemię. Młodzieniec zamachnął się i mocno uderzył w szyję wroga z cały sił. Cięciu zabrakło precyzji, ostrze utkwiło na całej szerokości w karku Czarnego Rycerza, który zaskrzeczał i uderzył Oriona cięciem od dołu. Ten puścił swój miecz i ledwo zdążył uskoczyć. W następnej chwili upiór kuśtykając, z wbitym mieczem w środek szyi, ruszył na Oriona machając wściekle na oślep czarnym ostrzem. Młodzieniec unikał ciosów jak najlepiej mógł, ale jednak coraz częściej sięgała go wielka czarna klinga, coraz więcej uchodziło krwi z ran które zdążył nanieść mu upiór. Orion ostatnim wysiłkiem mocno odskoczył do tyłu. W tym samym momencie Czarny Rycerz ruszył na niego szarżą i nagle wpadł do wilczego dołu, dokładnie w miejscu, które przeskoczył Orion. Mężczyzna tym razem nie tracił ani minuty, tylko szybko podbiegł do dołu. Tuż przy jego nodze ziemię chwyciła opancerzona ręka, a niedługo później pokazał się czarny hełm . Orion chwycił za wystający z szyi miecz i mocno szarpnął uwalniając broń, po czym błyskawicznie uklęknął przed dołem i mocnymi cięciem odrąbał Czarnemu głowę. Podobnie jak poprzednio zjawa rozpłynęła się w powietrzu.

Mężczyzna stał na kolanach i przez chwilę mocnymi haustami nabierał powietrze usiłując złapać oddech i uspokoić nerwy. Wreszcie stanął i pokuśtykał w stronę dęba prawie wpadając w kolejny wilczy dół, o którym w przypływie emocji zupełnie zapomniał. Tam wyjął z dużej dziupli pakunek, który szybko rozerwał. W środku znajdował się spirytus, igła, nici oraz bandaże. Orion dokonał szybkich oględzin, miał sporo ciętych ran, ale na szczęście niezbyt głębokich. W większości przypadków starczył sam alkohol i bandaże. Niestety kilka innych musiał pozszywać klnąc przy tym szpetnie.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o