Rozdział 1 Klątwa – część 7

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Arcana – Inceptus

Po całym zabiegu Orion siedział jeszcze chwilę pod dębem rozmyślając. Od jego pierwszej walki z upiorem zdążyło upłynąć już około pół roku. W tym czasie z uporem maniaka starał się dowiedzieć jak najwięcej na temat klątwy. W pierwszej kolejności szukał archiwalnych ksiąg magicznych, w których mógłby znaleźć więcej informacji na temat Czarnego Rycerza oraz samej klątwy. Od czasów upadku powstania Moriany, kończącego epokę magiczną, aż do czasów panowania Henryka Drugiego Krnąbrnego, magia była surowo zakazana w całym królestwie Brytonii. Król Henryk, który przejawiał bardzo niezdrowe zainteresowanie sztuką magiczną odwołał ten zakaz zaledwie trzydzieści lat temu. Od tego czasu na terenach Brytonii pojawiły się tylko dwie magiczne uczelnie, jedna w Wintonian, a  druga w Meredith. Ich głównym zadaniem było zbieranie nielicznych zapisków magicznych, którym udało się przetrwać. Orion odbył długą podróż do Magicznego Uniwersytetu w Meredith, zaś jego brat w tym samym czasie skrupulatnie sprawdzał Wintoniańską Uczelnie Spraw Magicznych. Krok okazał się być zupełnie nietrafiony, gdyż żaden z braci nie znalazł nic przydatnego. Orionowi nie pozostało po tym wszystkim nic innego, jak udać się do małego miasta, w okolicy którego król stoczył swój pierwszy pojedynek z upiornym rycerzem. Nazwę miasta monarcha wyjawił tuż przed wyjazdem z Wintonian, a nazywało się ono Wilhelm.

Wilhelm zostało założone około dwustu siedemdziesięciu lat temu. Jego historia była mocno związana z legendą Wilków, czyli starego nieistniejącego już zakonu, którego korzenie sięgały ponad trzysta lat wstecz do czasów epoki magicznej. Zadaniem zakonu było rozwiązywanie problemów nadprzyrodzonych dla tego świata, najczęściej mieczem. Sporą część legendy stanowiły opisy fantastycznych osiągnięć członków zakonu, w które wchodziły między innymi zabójstwa smoków, wilkołaków, wampirów, piekielnych ogarów i innych przedstawicieli ras Pradawnych, jednak ich najsłynniejszym dokonaniem było pokonanie potężnej wiedźmy Moriany Straszliwej, która siała spustoszenie przez całą Brytonię. W wielkiej wojnie z Morianą zginęła większość Wilków, łącznie z ich mistrzem Casimirem o przydomku Kruk. Wojnę przetrwało tylko siedmiu. Każdy z nich ruszył w swoja stronę i założył miasto, a legendarny zakon przestał istnieć.

Willhem był mały w porównaniu z innymi miastami założonymi przez pozostałych sześciu Wilków, co wynikało z jego niekorzystnego położenia. Był on mocno wysunięty na północ, dlatego rzadko kiedy zapuszczali się tam handlarze, zaś chłodny klimat uniemożliwiał dobrą uprawę ziemi na terenach przyległych. Przez pierwsze sto lat swojego istnienia nie doczekał się nawet murów. Dopiero pierwszy najazd barbarzyńców z północy, nazywany przez kroników ‘Chłodną Zagadką’ wymusił fortyfikowanie północy kraju, na panującym w tamtych czasach królu Arturze Drugim Rozsądnym.

Na samym środku rynku miasta znajdował się ogromny pomnik ku czci Wilhelma Wielkiego – założyciela Wilhelm i słynnego pogromcy wilkołaków. Statua przedstawiała klęczącego rycerza w pełnej zbroi trzymającego ręce na wielkim dwuręcznym mieczu. Została wzniesiona na rozkaz Króla Artura Rozsądnego. Było to powiązane z nową religią, zwaną Kultem Bohaterów, której twórcą był sam król. Religia zakładała oddawanie czci legendarnym przodkom, dzięki którym Brytonia stała się lepszym państwem, a wznoszone przez monarchę pomniki zaczęły pełnić funkcję świątyń. Kult szybko przyjął się w całej Brytonii ostatecznie wypierając upadającą już religię zwaną Kultem Terra.

Mieszkańcy miasta z dumą pielęgnowali statuę, lecz niestety ząb czasu odcisnął na niej swoje piętno krusząc w niektórych miejsca kamień oraz barwiąc całość odcieniem szarości. Orion, w wolnych od śledztwa chwilach, lubił przesiadywać na ławeczce na rynku i patrzeć na klęczący posąg. Powodem nie była jego przesadna religijność, tylko sentyment i poczucie estetyki. Za młodu słyszał wiele powieści dotyczących czynów dokonanych przez legendarnego pogromcę wilkołaków, dlatego cieszyła go możliwość zobaczenia podobizny Wilhelma Wielkiego na żywo. Ostatecznie musiał raz jeszcze bardzo dokładnie zapoznać się z legendą o Wilhelmie, aczkolwiek w tym przypadku nie było to spowodowane zwykłą ciekawością. Jego śledztwo wykazało, że zabity przez upiora rycerz z opowieści króla, był dalekim potomkiem Wilhelma. Człowiek ten zwał się Edward, był czterdziestotrzyletnim mężczyzną i całkiem niezłym wojownikiem, który zasłynął na kilku lokalnych turniejach rycerskich. Brał nawet udział w kampanii wojennej króla Artura przeciwko Ren, aczkolwiek jego imię przeminęło tam bez echa. Niestety Orion nie dowiedział się zbyt wiele ani o nim samym, ani o jego potencjalnym powiązaniu z Czarnym Rycerzem. Zapoznał się natomiast dokładnie z archiwalnymi zapiskami dotyczącymi zakonu Wilków, szczególną uwagę zwracając na postać Wilhelma Wielkiego. Młody rycerz, jak i każdy inny Brytończyk, oczywiście znał pobieżnie historię legendarnego zakonu, ale nigdy wcześniej nie prześledził jej tak dokładnie.

Orion wysłał Romualdowi list w którym opisał swoje odkrycia oraz uprzedził go, że zamierza pozostać w Wilhelm przez jakiś czas. W czasie śledztwa zbadał dokładnie okolicę usiłując znaleźć najlepsze miejsce pod ewentualną walkę z Czarnym Rycerzem. Kiedy mu się to udało, starannie je przygotował szykując się na niemal każdą możliwość. Orion uśmiechnął się krzywo kończąc wiązać bandaż. Nie dość starannie. Nie docenił żywotności przeciwnika. W jego założeniach pierwszy lepszy wilczy dół powinien był załatwić sprawę i prawie kosztowało to jego życie.

Młodzieniec podniósł się i ruszył w kierunku miasteczka. Miał zamiar spotkać się dzisiaj z panną Elein Wilhelm, córką świętej pamięci Edwarda. Już od dawna starał się o spotkanie, ale za każdym razem był grzecznie zbywany. Zadbał o to stary lokaj o imieniu Laris. Za pierwszym razem poinformował Oriona, o nieobecność Elein w Wilhelm. Zgodnie z jego słowami, miała wrócić najszybciej za dwa miesiące, co zupełnie zablokowało śledztwo młodego rycerza. Mąż herbu Niedźwiedzia wracał raz na jakiś czas do posiadłości Wilhelmów, gdzie znowu i znowu spotykał się z odmową. Usiłował w tym czasie szukać wskazówek po całym miasteczku, gdzie zdążył zamienić słowo prawie z każdym z mieszkańców, ale niestety dowiedział się niezwykle mało.

Po upływie dwóch miesięcy ten sam lokaj oznajmił mu, że Elein wróciła, ale stan zdrowia nie pozwala jej na spotykanie się z nieznajomymi ludźmi. Młody rycerz z braku innych poszlak koniecznie potrzebował pomocy Wilhelmów, dlatego starał się wymusić spotkanie powołując się na swój tytuł szlachecki. Lokaj Laris pozostał jednak absolutnie niewzruszony, podobnie jak dwoje ogromnych strażników za jego plecami. Orion zacisnął zęby i ponownie odstąpił. Przez kilka następnych dni łamał sobie głowę usiłując znaleźć sposób na Wilhelmów, ale nie przyszedł mu do głowy żaden rozsądny pomysł.

Cierpliwość męża herbu Niedźwiedzia osiągnęła swój limit pewnego jesiennego poranku, kiedy to przysięgnął sobie, że spotka się z panną Elein, nawet jeśli miałby po drodze zaszlachtować flegmatycznego Larisa i jego obstawę. Właśnie w takim postanowieniu zastał go Czarny Rycerz. Teraz, kiedy Orion powoli sunął w stronę miasteczka, wiedział, że musi zrezygnować z butnego planu. Pozostawało mu jedynie liczyć na to, że panna Elein wreszcie ulegnie. Wizyta w posiadłości Wilhelm niestety musiała zostać przełożona w czasie. Najpierw musiał się udać do miejscowego znachora. Chciał poprawić opatrunki i poddać ocenie swój stan.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o