Rozdział 1 Klątwa – część 8

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

LastEDEN – Wild Killer

Kiedy młody rycerz wyszedł z lasu został natychmiast otoczony przez grupę zbrojnych. Stało się to tak szybko, że nawet nie zdążył dobyć broni i teraz już nie miał zamiaru próbować.

– Co to ma oznaczać? – zapytał ostrożnie.

– O to samo chciałam zapytać ciebie, mości Orionie. – rozległ się damski głos. Należał do najwyższego z żołnierzy, ubranego w ciężką, lśniącą zbroje. Mówca zdjął hełm, spod którego ukazały się długie, jasne włosy, upięte opaską. Wojowniczka była młoda i trochę wyższa od Oriona, co było dla niego zaskoczeniem. Rzadko kiedy spotykał mężczyzn dorównujących mu wzrostem, natomiast nigdy wcześniej nie spotkał tak wysokiej kobiety. Dziewczyna miała przyjemną, symetryczną twarz i wściekle zielone oczy, którymi zdawała się przeszywać go na wylot. Zieleń bijąca z oczu dziewczyny była na tyle intensywna, że w pierwszym odruchu chciało się odwrócić wzrok. Pod lewą pachą trzymała hełm, prawa ręka zaś leżała na rękojeści miecza. Orion nie widział nigdy wcześniej wojownika-kobiety, ale musiał przyznać, że wyglądała bardzo naturalnie w zbroi.

– Bo już trzeci miesiąc nękasz mnie w moim domu. A przecież dostałeś tak dużo wskazówek, że do spotkania nie dojdzie. Najwidoczniej nie rozumiesz subtelnej odmowy i trzeba ci to powiedzieć wprost. – skończyła, a żołnierze gruchnęli śmiechem.

– Rozumiem, że cała ta farsa jest właśnie próbą przekazania twojego “Nie”, panno Elein? – odparł twardo Orion, kładąc dłoń na rękojeści miecza. Żołnierze natychmiast przestali się śmiać i unieśli broń. Niewzruszona została jedynie wojowniczka.

– Absolutnie, interesuje mnie człowiek, który około godziny temu cię ścigał. Powiedz gdzie on jest i nasze drogi się rozejdą.

– Czy jeśli udzielę ci odpowiedzi, to udzielisz mi swojego czasu? – odpowiedział pytaniem, a dziewczyna uśmiechnęła się paskudnie.

– Źle mnie zrozumiałeś, mości Orionie, nie zabrałam tutaj ludzi, żeby negocjować. Nie będzie żadnej rozmowy z tobą ponad tą, którą aktualnie prowadzimy.

Nagle spojrzała uważniej na zbroję młodego rycerza.

– Ty krwawisz! – powiedziała zaniepokojona.

– Zastałaś mnie w drodze do medyka, ale możesz mi dalej grozić. Może nawet zdążę się wykrwawić zanim wcielisz swoje groźby w życie. – odparł złośliwie Orion. Panna Wilhelm spojrzała na niego wściekle, po czym odwróciła się do jednego ze swoich żołnierzy.

– Olaf, zabierz go do wujka Percivala, reszta za mną.

Niski, krępy mężczyzna z ciemną brodą wystającą spod hełmu podszedł i spróbował chwycić młodzieńca pod rękę, ten jednak wykręcił się i spojrzał na niego nieprzyjemnie .

– Dzięki, nogi mam w porządku i dam radę iść sam, ty może po prostu prowadź.

Wojownik spojrzał na Elein, która skinęła przyzwalająco głową zupełnie słusznie zakładając, że Orion nie ucieknie. Rozwój wydarzeń istotnie bardzo odpowiadał młodemu rycerzowi. Obejrzy go medyk Wilhelmów, a dodatkowo, mimo wcześniejszych zapewnień panny Wilhelm, miał pewność, że kolejna rozmowa jednak się odbędzie i to w znacznie bardziej komfortowych warunkach. W czasie, kiedy Orion podążał za Olafem, Elein i pozostali zbrojni wskoczyli na konie i pogalopowali w kierunku, z którego nadszedł młody rycerz.

Dwóch mężczyzn szło w milczeniu i wkrótce dotarli do posiadłości rodu Wilhelm. Drzwi otworzył jak zwykle lokaj Laris, który tym razem tylko szybko spojrzał na Olafa, a potem na zakrwawione szaty Oriona i powiedział: “Proszę za mną” , po czym odwrócił się i zaprowadził mężczyzn prosto do schodów. Ruszyli w dół, a w głowie młodego rycerza pojawiła się niepokojąca myśl, że być może jest prowadzony do lochów. Niespokojnie trzymał rękę blisko broni i zerkał podejrzliwie na dwóch mężczyzn. Dość szybko jednak poczuł zapach środków medycznych. Przez dolne piętro prowadził długi korytarz usiany drzwiami. Znajdowały się tam wojskowe baraki, zbrojownia, pokój dla służby oraz gabinet medyczny. Schody prowadziły dalej w dół, dlatego Orion odetchnął z ulgą, gdy, zamiast ruszyć niżej, poszli wzdłuż korytarza prosto w kierunku medycznych zapachów.

Medyk Percival był starszym mężczyzną z krótkimi siwymi włosami i równie krótko przystrzyżoną siwą bródką. Na nosie miał okrągłe okulary, a ubrany był w lekko brudny biały fartuch i duże rękawice. Zastali go nad dziwną miksturą zielonego koloru, którą wolno mieszał w kulistym szklanym naczyniu. Po krótkiej rozmowie z Olafem medyk szybko obejrzał Oriona, a po wstępnych oględzinach sprawnie zdjął stare bandaże i starannie raz jeszcze opatrzył wszelkie zadrapania i cięcia po czym zabandażował je raz jeszcze, znacznie lepszej jakości bandażem. Następnie przyjrzał się uważnie zszytym ranom i pokiwał głową z uznaniem. Nałożył na szycia jedynie tę samą dziwną maść, którą opatrzył też wcześniej wszelkie inne rany. Kiedy skończył, Orion ukłonił się mu z szacunkiem.

– Dziękuję. Czy mogę się jakoś odwdzięczyć?

– Daj sobie spokój, nie zrobiłem tego przecież dla ciebie. Jeśli chcesz komuś się odwdzięczyć to panience Elein. – odparł zwięźle medyk Percival machając ręką. Następnie poprawił okulary na nosie i spojrzał na Oriona.

– Pozszywałeś się całkiem profesjonalnie, jakiś lekarz albo medyk w rodzinie? – dodał z uznaniem.

– Dziadek weteran. – zaprzeczył jego pacjent.

– No tak. Jak mogłem zapomnieć.. – wymamrotał Percival marszcząc czoło, wracając do kulistego naczynia z dziwnym płynem.

– Maść powinna przyspieszyć gojenie, ale będziesz musiał codziennie przychodzić na zmianę bandaży, za jakieś dwa tygodnie spróbujemy też zdjąć szwy. – wznowił medyk mieszając miksturę. W międzyczasie Olaf przyniósł Orionowi świeże ubranie, a po zakończeniu oględzin medycznych, zaprowadził go do wojskowych baraków. Młody rycerz przebrał się, a następnie zajął się naprawianiem swojego pancerza, który ucierpiał w wyniku starcia z upiorem.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o