Rozdział 1 Klątwa – część 9

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Paweł Błaszczak, Adam Skorupa – The Order

Elein wróciła dopiero wieczorem i nie tracąc czasu wezwała Oriona. Przed wejściem do gabinetu panny Wilhelm dwóch strażników rozbroiło barczystego młodzieńca, po czym skinęli mu głową na znak, że może wejść.

Dziewczyna siedziała za stołem z założoną nogą na nogę. Ubrana była w gustowne, męskie szaty szlacheckie, w których, ku zaskoczeniu młodego rycerza z rodu Niedźwiedzia, wyglądała bardzo zgrabnie. Po drugiej stronie stołu na starym, drewnianym krześle spoczywał chudy mężczyzna o pospolitej twarzy w ciemnej, ocieplanej tunice. Orion przypomniał sobie, że często widywał go w karczmie, w której wynajmował pokój. Elein skinęła chudemu głową, a ten szybko i bezszelestnie wyszedł z pokoju, nie patrząc ani razu na młodego rycerza. Dziewczyna wskazała ręką na krzesło, a Orion posłusznie usiadł. Od razu przeszła do sedna:

– Gdzie jest Czarny Rycerz?

– W danej chwili? Nie mam pojęcia.

– W takim razie co ciebie z nim łączy? – Panna Wilhelm zmarszczyła brwi.

– Mamy tyle wspólnego, co kot z myszą. Jedno poluje na drugie i mała wskazówka: niestety, to nie ja jestem kotem. Odpowiedziałem na dwa twoje pytania. Czy mogę zrewanżować się przynajmniej jednym?

– Możesz – odpowiedziała ku zaskoczeniu młodego mężczyzny.

– Cóż się zmieniło od naszego ostatniego spotkania? Dlaczego teraz chcesz mnie wysłuchać? – zdziwił się, zakładając ręce. Elein wygodnie rozsiadła się w fotelu.

– Sporo. Na początek wreszcie wiem, że nie jesteś kolejnym rycerzyną, który próbuje smalić do mnie cholewki. Pojawiają się tu co chwila jak grzyby po deszczu. Każdy wygląda podobnie. Młody, wysoki, w ładnym, zadbanym pancerzu. Wypisz, wymaluj, twój rysopis.

Orion skrzywił się, ale nie przerywał.

– Zazwyczaj każę Larisowi, żeby ich zbywał, ale jeśli są uparci – tu spojrzała znacząco na rycerza – jeśli są dostatecznie uparci, to moi ludzie wszczynają śledztwo. Jeżeli śledztwo wykazuje, że namolny typ raczej nie zrezygnuje, odstawiam szopkę z chłopakami. Wiesz, machamy mieczami i głośno pokrzykujemy, aż szlachetka ze strachu narobi w spodnie.

– A potem?

– Nie ma potem, bo czmychają, gdzie pieprz rośnie. Wszyscy, poza jednym wyjątkiem – westchnęła, spoglądając na swojego gościa znacząco. Ten rozwiódł teatralnie ręce na boki w udawanym zakłopotaniu.

– To teraz ja ci zadam pytanie – oznajmiła Elein. – Kim jest Czarny Rycerz i dlaczego cię ściga?

– Cóż za oszukaństwo, toż to dwa pytania – powiedział z pokazowym oburzeniem. – W zasadzie tak czy inaczej mogę odpowiedzieć tylko na jedno.

Mężczyzna urwał, po czym zamyślił się na chwilę. Panna Wilhelm patrzyła niecierpliwie, ale nie ponaglała.

– Wytłumaczenie powodu, dla którego mnie ściga, nie jest proste. Powiedzmy, że przeszkodziłem mu zabić jego poprzednią ofiarę i teraz wyładowuje swoją frustrację na mnie.

– Żadna to odpowiedź – odparła Elein, marszcząc brwi.

– Niech będzie, dorzucę coś więcej ze swojej strony. Czarny Rycerz na pewno jeszcze po mnie wróci.

Dziewczyna pokiwała głową do swoich myśli.

– Znaleźliśmy twoje miejsce walki. Były tam dwa wilcze doły z połamanymi kołami. Z iloma ludźmi ty tam walczyłeś?

“Z jednym i nie z człowiekiem”, pomyślał Orion, wzdrygając się na samo wspomnienie swojego pojedynku z upiorem.

– Walczyłem tylko z Czarnym Rycerzem – odpowiedział lakonicznie. Elein zmrużyła oczy i już chciała coś powiedzieć, ale mężczyzna nie dał jej dojść do głosu.

– Może zmieńmy nieco formę tej rozmowy. Opowiedz mi po prostu wszystko, co wiesz na temat Czarnego Rycerza oraz o jego powiązaniu z twoim ojcem, a ja ze swojej strony postaram się odwdzięczyć tym samym.

Panna Wilhelm zastanowiła się chwilę i skinęła głową. Wyjęła z małej szafki pod stołem butelkę zielonego trunku i dwie szklanki, następnie zgrabnie nalała obydwie do pełna. Postawiła jedną przed młodym mężczyzną, a drugą ujęła w dłoni i natychmiast upiła spory łyk.

– Bimber, wujek Percival pędzi w wolnej chwili – powiedziała, widząc pytające spojrzenie gościa. Orion powąchał napój. Poczuł mocno ziołowy aromat podobny do tego, który unosił się wcześniej w pomieszczeniu medycznym Wilhelmów. Upił łyk. Trunek był mocny, ale mu smakował.

– O Czarnym ojciec wspomniał tylko raz, w zasadzie tuż przed śmiercią – podjęła opowieść Elein, sącząc mocny napój. – Pamiętam to bardzo dobrze. Ojciec był wtedy po raz pierwszy w życiu kompletnie pijany. Bredził coś o klątwie i o tym, że nie ma już dla niego nadziei. Zaniepokoiło mnie to, dlatego postanowiłam wrócić do tematu rano. Ojciec przyznał się, że wdał się w zatarg z pewnym wielmożą, który nasłał na niego zabójcę. Powiedział mi, że musi na jakiś czas wyjechać. – Dziewczyna odstawiła szklankę i złożyła ręce. – Próbowałam wybić mu to z głowy. Jak zapewne zdążyłeś zauważyć, mamy całkiem dobrą ochronę. Zresztą, nie bawiąc się w fałszywą skromność, ja też całkiem nieźle macham mieczem. Ojciec jednak szybko uciął dalszą dyskusję, ignorując wszelkie rozsądne argumenty. Potajemnie wyjechał z domu, ale zdążył oddalić się o zaledwie kilka mil, zanim dopadł go Czarny Rycerz i zaszlachtował jak psa.

Dziewczyna urwała i zacisnęła mocno dłonie.

– Podejrzewam, że nie było to jedyne starcie – podjęła wreszcie. – Ojciec od dłuższego czasu zachowywał się dziwnie, rzadko bywał w domu, a jak już wracał, to lądował na koi u wujka Percivala i powiadam ci, że było co łatać. Oczywiście martwiłam się takim stanem rzeczy, ale on w kółko zwalał wszystko na turnieje rycerskie, w których rzekomo brał udział. Niestety, z konkretów to tyle – skończyła Elein i napełniła sobie szklankę bimbrem. Orion zabębnił palcami o fotel, intensywnie myśląc.

– Wspominałaś, że ojciec zachowywał się dziwnie. Jak długo to trwało?

– Pół roku – odpowiedziała po chwili namysłu.

– Ile razy w tym czasie wracał mocno poraniony? – zapytał, odstawiając pustą szklankę na stół.

– Trzy razy i za każdym razem było coraz gorzej – odparła bez wahania.

Rycerz ponownie zamyślił się. Wyglądało na to, że na nieszczęsnego Edwarda klątwa działała znacznie mocniej niż na niego, zaś najsłabiej na króla. W końcu Artur, jeśli można było wierzyć jego słowom, w ciągu trzech lat musiał walczyć jedynie cztery razy. Orion w ciągu pół roku walczył dwukrotnie, a nieszczęsny Edward w tym samym czasie musiał zmierzyć się z upiorem aż trzy razy. Młodzieniec pokiwał głową z uznaniem. W duchu stwierdził, że ojciec Elein musiał być naprawdę świetnym wojownikiem.

– Czy odstępy między takimi powrotami były w miarę równe? – zapytał, przyglądając się dziewczynie z żywym zainteresowaniem. Elein spojrzała na niego zaskoczona.

– Nie zawsze, aczkolwiek zwykle dzielił je przedział czasowy około trzech miesięcy – odparła po chwili zastanowienia.

– Ostatnie pytanie, czy wiesz, gdzie twój ojciec został zaatakowany pierwszy raz?

– Wydaje mi się, że mogło to być w Genevieve, miał tam miejsce kolejny z turniejów rycerskich ku pamięci Wilków. Ojciec strasznie się nakręcił, bo przez pewien okres turniej z niewiadomych przyczyn miał przerwę. Jednak wrócił do domu podejrzanie szybko i mocno poharatany.

– W Genevieve? – zdziwił się mężczyzna, ponieważ nigdy nie słyszał o turniejach w tych okolicach.

– Faktycznie nie najlepiej to zabrzmiało – parsknęła Elein. – Genevieve podobnie jak WIlhelm jest miastem założonym przez byłego Wilka, a w zasadzie w tym przypadku przez Wilczycę.

– Jest to dość znane miasto – uśmiechnął się wymuszenie młodzieniec czując, że został potraktowany jak idiota. – Po prostu nie wiedziałem, że organizują tam turnieje rycerskie.

– Ach tak… – speszyła się dziewczyna, patrząc nagle na swoje ręce. Orion milczał. Już planował przyszłą podróż. Miał zamiar wyjechać, gdy tylko doktor Percival zdejmie szwy. W międzyczasie miał zamiar opisać wszystko, czego się ostatnio dowiedział Romualdowi.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o