Rozdział 1 Klątwa – część 10

– Powiedziałam wszystko, co wiem i chciałbym teraz usłyszeć twoją historię. – rzekła Elein wyrywając mężczyznę z zamyślenia. Orion skinął głową i zaczął skrótowo relacjonować swoje przygody. Słowem nie wspomniał ani  o klątwie, ani o nadprzyrodzonej sile i witalności upiora, ponieważ był przekonany, że nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy w historię o nieśmiertelnym rycerzu. W zasadzie przedstawił swojego nemezis jako świetnego szermierza z kilkoma sztuczkami magicznymi w arsenale. Nie wspomniał też o roli Artura Wojownika w całej historii. Był to rozkaz królewski, którego złamanie powodowało bardzo przykre implikację. Dyskusję o owych implikacjach poprowadził zamaskowany wywiadowca o skrzypiącym głosie i  bardzo oszczędnych gestach. W niecałe pięć minut dał radę zarysować mu ponurą wizję spędzenia reszty życia w lochach. Zamiast monarchy w historii młodzieńca wystąpił pewien wielmoża, który w sposób absolutnie dla niego nieznany został celem Czarnego Rycerza.

– Zatem mówisz mi, że przeszkodziłeś w zabiciu tego szlachetki, nazwałeś go chyba Pankracy? – zapytała Elein z dziwną miną, na co Orion skinął głową.

– A ten, zamiast dokończyć robotę innym razem, uwziął się na ciebie i stwierdzi sobie, że to właśnie ciebie zaszlachtuje, tak? – zadała kolejne pytanie a mężczyzna znowu przytaknął.

– Oddaj szklankę. – powiedziała panna Wilhelm z surowym wyrazem twarzy.

– Słucham? – zapytał zdziwiony.

– Mówię żebyś oddał szklankę. Tylko marnujesz mój bimber i mój czas.

Orion posłusznie oddał szklankę, którą razem z butelką dziewczyna szybko schowała pod biurko, po czym rzuciła mu zmęczone spojrzenie.

–  Naprawdę myślisz, że uwierzę w taki stek bzdur? Ty chyba zdajesz sobie sprawę, że to się nie trzyma kupy, prawda?

Rycerz zastanowił się chwilę i stwierdził, że w przyszłości musi dopracować nieco historyjkę.

– Niekoniecznie, nie pomyślałaś na przykład o tym, że zleceniodawcy zabójstwa Pankracego mogli pomyśleć, że zostałem przez kogoś wynajęty i chcą się dowiedzieć przez kogo. A wysłali Czarnego, bo już mnie widział i zna, no i cholernie dobrze się bije. – zaimprowizował mężczyzna siląc się na bardzo poczciwą minę. Elein nie wyglądała na przekonaną, ale Orionowi zdało się, że rysy jej twarzy nieco złagodniały. Wkrótce po tym skończyli rozmowę. Mąż herbu Niedźwiedzia udał się na spoczynek do gospody “Śnieżek”, w której przez cały swój pobyt w Wilhelm wynajmował pokój.
Z samego rana wziął się za pisanie listu do Romualda. Bardzo starannie opisał w nim przebieg walki z Czarnym Rycerzem uzupełniony o swoje obserwacje. Opisał również rozmowę z Elein ponownie uzupełnioną o swoje wnioski i domysły, między innymi na temat siły działania klątwy. Na koniec dodał też, że ma zamiar udać się do Genevieve w celu dalszego prowadzenia śledztwa. Zwykle w takich listach monarchę nazywał Pankracym, po pierwsze ze względu na królewski zakaz, a po drugie, bo uważał to imię za wyjątkowo głupie. Nazywanie króla Artura w taki sposób dawało mu dziwną, złośliwą satysfakcję.

Po napisaniu listu Orion udał się do gońca o imieniu Phil. Był to mężczyzna średniego wieku, który wyglądał mocno starzej niż w rzeczywistości był. Miał czerwoną twarz oraz sylwetkę, która była atletyczna bardzo dawno temu. Goniec był gorącym miłośnikiem mocnego napoju i tłustego jadła, co odcisnęło się bardzo negatywnie głównie na jego brzuchu. Phil był dobry w swojej robocie, bo listy dostarczał szybko i brał za usługę dość rozsądną cenę. Miał tylko jedną zasadniczą wadę. Dzień przed wyjazdem miał w zwyczaju mocno pohulać i tradycji tej trzymał się rygorystycznie. Co prawda później, aż do końca roboty, nie tykał alkoholu w zupełności.

Po przyjęciu zlecenia od Oriona i odebraniu zadatku od razu udał się do karczmy. Tam Phil spotkał kilku swoich druhów, z którymi pił cały wieczór. W momencie, w którym mężczyźni głośno śpiewali sprośne piosenki do karczmy wszedł Orion. Goniec rzucił na niego rozmazanym wzrokiem.

– Miszczu Orionie, chodź pan, wypijemy twoje zdrowie! – zawołał lekko wstawionym głosem.

– Bardzo chętnie bym skorzystał, panie Philip, aczkolwiek stan zdrowia mi nie pozwala. Właśnie wracam od medyka. – uśmiechnął się sztucznie Orion. Mężczyzna pokiwał głową ze zrozumieniem.

– W takim razie chłopaki, wypijmy my, za zdrowie pana Oriona!

Rycerz herbu Niedźwiedzia znał zwyczaje swojego gońca i nie bardzo mu się podobały. Niestety nadal był on rozsądnym wyborem. Oczywiście mógł wynająć kogoś znacznie droższego, ale nie czuł takiej potrzeby. Nikt nie interesował się jego sprawami, bo z jakiego powodu miałby?

Orion na pożegnanie raz jeszcze uśmiechnął się wymuszenie do mężczyzn i ruszył schodami na górę, do swojego pokoju. Nie zauważył czujnego spojrzenia, którym obdarzył go jeden z gości. Jego chudą sylwetkę skrywał długi, ciemny płaszcz, zaś naciągnięty starannie kaptur jedynie okazjonalnie pozwalał dostrzec jego kościsty podbródek oraz białka szarych oczu. Uniósł lekko głowę rzucając ostatnie bystre spojrzenie krzepkiemu rycerzowi znikającemu w korytarzu na piętrze.

Było już bardzo późno, kiedy mężczyźni wreszcie zaczęli się rozchodzić. Ostatni wytoczył się zza lady Philip i mocnym chwiejnym krokiem ruszył w kierunku wyjścia. W tym samym czasie podniósł się tajemniczy mężczyzna w płaszczu i równie chwiejnym krokiem ruszył do drzwi. Mężczyźni zderzyli się tuż przy wyjściu.

– Paczsz jak iziesz, baranie! – zabełkotał wściekle goniec , na co mężczyzna w płaszczu równie bełkotliwie wypaplał coś, co przypominało przeprosiny , a następnie szybko opuścił karczmę. Chwiejnie minął kilka ulic, po czym jego krok niespodziewanie się ustabilizował, a on sam zaczął pewnie i szybko zmierzać w kierunku posiadłości rodu Wilhelm. Wkrótce siedział już w gabinecie i pił ciepły napar z ziół, a Elein czytała skradziony list do Romualda. Kiedy skończyła, z lekko bladą twarzą wyjęła spod stolika butelkę z bimbrem i nalała sobie dużą szklankę. Szybko ją osuszyła i spojrzała na chudego mężczyznę.

– Dobra robota, Milo, zapieczętuj z powrotem ten list i podrzuć go gońcowi.

Chudy mężczyzna skinął głową, po czym wziął list i szybko się ulotnił. Dziewczyna pokiwała mocno głową i nalała sobie kolejną szklankę. Tej nocy już nie zasnęła.

Phil obudził się przed południem, z potwornym bólem głowy. W pierwszej kolejności zaczął sprawdzać czy nie zgubił listu i sakiewki. Przez moment wpadł w lekką panikę, bo o ile sakiewka była, tak listu do Romualda herbu Niedźwiedzia znaleźć nie mógł. Po chwili zobaczył jednak zapieczętowane pismo na stole obok łóżka. Nie przypominał sobie, żeby tam je kładł, ale nie przejął się tym za bardzo. Ważne było, że je znalazł.

Pieśń grana w karczmie pod koniec opowieści skryby

Jack Wall – The Illusive Man

Goniec odetchnął z ulgą, po czym poszedł do okna, które najwyraźniej otworzył w nocy, żeby przewietrzyć pokój i zapomniał zamknąć. Chwilę pooddychał świeżym powietrzem, a następnie zaczął swój rytuał zwalczania kaca. Najpierw na zmianę ciepła i zimna kąpiel, a na koniec mocne gorzkie zioła. Postawiło go to na nogi. W samo południe Phil rześko wskoczył na konia i ruszył ku Ziemiom Marchijskim.

KONIEC PIERWSZEGO ROZDZIAŁU

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o