Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 3

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Emancipator – Wolf Drawn

– Skąd takie zainteresowanie Lancem? – zapytał głośno Orion wyrywając wojowniczkę z rozmysłów.

– Co za głupie pytanie? – odparła szczerze zdziwiona. – Sir Lancelot jest jednym z najbardziej obiecujących rycerzy. Już w wieku czternastu lat wygrał swój pierwszy turniej i od tej pory nie przegrał ani razu!

Orion w odpowiedzi skinął tylko głową. Słowa panny Wilhelm były szczerą prawdą. Lanc od małego startował we wszelkich możliwych turniejach rycerskich. Wszystko za sprawą lorda Hohenheima, który był bardzo zamożnym i wpływowym człowiekiem oraz wyjątkowo wymagającym ojcem. Już od małego zaplanował dla swojego syna karierę rycerską i rygorystycznie forsował na nim ten pomysł. Lanc był utalentowany, a jego treningi nadzorowali najlepsi mistrzowie miecza w Brytonii, lecz niestety nie był pracowity. Z tego powodu Hohenheim starał się wyszukiwać zdolnych partnerów treningowych dla swojego syna. Było to zajęcie wyjątkowo trudne, bo zwykle każdy, kogo sprowadzał do posiadłości rodu Wrony, był przytłoczony umiejętnościami młodego Lancelota.

Pewnego razu przechadzając się po ulicach Wintonian, Hohenheim zauważył młodego Oriona, który spuszczał patykiem tęgie lanie grupie dzieciaków. Małe zbóje, wcześniej znęcali się nad młodszym bratem chłopaka i gdy tylko ten to zobaczył, wkroczył do akcji siejąc istne spustoszenie. Kilka dzieciaków skończyło nawet z połamanymi rękami. Wywarło to ogromne wrażenie na Hohenheimie, który szybko odkrył imię i herb chłopaka. Jeszcze tego samego wieczoru siedział w posiadłości rodu Niedźwiedzia i rozmawiał z Drestem na temat przyszłości jego wnuka.

Hohenheim twierdził, że jeśli Orion dobrze się spisze w roli partnera treningowego jego syna, to zapewni mu edukację militarną. Stary Drest zgodził się, albowiem głowa rodu Wrony miał opinię człowieka słowa i nie było powodu, aby obawiać się o złe traktowanie jego wnuka. Następnego dnia dwóch dzieciaków stało już naprzeciwko siebie z drewnianymi mieczami ćwiczebnymi. Z jednej strony Lanc, z nadętą i zarozumiałą miną, z drugiej Orion, czujny i skupiony. Była to pierwsza tak spektakularna porażka w życiu Lancelota. Dostał tak tęgie lanie, że Orion był przekonany, iż na tym skończy się jego rola w posiadłości rodu Wrony. Okazało się jednak, że w swoim osądzie zupełnie się pomylił, a to co zrobił w rzeczywistości było strzałem w samo sedno. Lord Hohenheim tego samego wieczoru, siedząc w pokoju gościnnym domu Oriona, mocno chwalił chłopaka. Obiecał, że od tego momentu ród Niedźwiedzia nie ma co się martwić o edukację Oriona. Tak też się stało. Młody chłopak codziennie przychodził do posiadłości Wrony i pobierał nauki szermierki, taktyk militarnych, jazdy konnej i wiele innych.

Pewnego razu młody Orion w przypływie emocji podszedł do lorda Hohenheima, uklęknął i zaczął dziękować za okazaną dobroć. Ten jednak natychmiast kazał mu wstać. Powiedział tylko : “Jesteś dobrym chłopakiem, ale wiedz, że nie robię tego bezinteresownie. Twoja obecność bardzo pozytywnie oddziałuje na mojego syna.“ Była to szczera prawda, już po miesiącu wspólnej edukacji Lanc bardzo się zmienił. Wykazywał znacznie większą determinację i zaangażowanie w nauki. Dość szybko też zniknęła zarozumiałość i przesadna pewność siebie, co w dużej mierze było spowodowane notorycznymi porażkami na sparingach.

Po jednej wyjątkowo spektakularnej przegranej, Lanc przyszedł z zaciśniętymi zębami do sprawcy swoich nieszczęść. Chwilę patrzył się na niego surowo aż wreszcie wydusił z siebie słowa “Czy pokażesz mi ten ruch, którym wybiłeś mi z ręki miecz?” Orion bardzo poważnie podchodził do swojej roli w edukacji dziedzica rodu Wrony, dlatego cały wieczór ćwiczył z nim właśnie ten jeden ruch. Od tej pory Lanc coraz chętniej sięgał ku jego pomocy, a za jakiś czas byli już dobrymi przyjaciółmi.

Po kilku latach wspólnej edukacji Lancelot zaczął startować w turniejach, które z łatwością wygrywał. Za każdym razem kiedy wracał, zwykł mawiać do Oriona: “Chłopie, te turnieje to jakaś kpina. Nadal nie spotkałem nikogo groźniejszego od ciebie. “ Na jego nieszczęście rok temu jego słowa usłyszał głowa rodu Wrony, który natychmiast wezwał do siebie Oriona i stanowczo poprosił go, żeby wziął udział w turnieju króla Artura.

– O wpisowe się nie martw, ja to załatwię. – dodał na koniec Hohenheim.

– Podejrzewam, że moje pochodzenie oraz brak osiągów w turniejach również mogą być problemem. – wzruszył ramionami młodzieniec.

– Tym również się nie przejmuj, jeśli się zgodzisz, na pewno weźmiesz udział. – odpowiedział władczo głowa rodu Wrony. Orion krótko przemyślał sprawę i przyjął propozycję zamożnego szlachcica. Nigdy nie interesował go rozgłos, a wpisowe na turnieje były zawsze bardzo wysokie. Główną wygraną były status i sława, co według niego było słabą nagrodą w stosunku do inwestycji. Oczywiście istniał też pewien aspekt religijny. Turnieje rycerskie, zwłaszcza te znane, były bardzo mocno powiązane z Kultem Bohaterów i były jednym z głównych sposobów oddawania szacunku legendarnym przodkom. Orion znał wielu ludzi, którzy szczerze wierzyli, że  Bohaterowie tacy jak Meredith Wspaniały czy też król Henryk Reformator obserwują Brytonów i starają się prowadzić ich drogą cnoty i sprawiedliwości ku wiecznej chwale, ale czy sam w to wierzył? Cóż, nigdy nie był przesadnie religijny. Wierzył natomiast w dobre relacje z ludźmi, a od pewnego czasu w karierę. Rok temu zakończył edukację w domu Wrony, ale nadal chciał zachować dobre stosunki z lordem Hohenheimem. Dodatkowo udział w turnieju mógł być bardzo pomocny przy karierze militarnej.

Orion spojrzał na Elein lekko rozbawiony jej ślepą wiarą w jego przyjaciela. “Ciekawe jakby zareagowała, gdyby się dowiedziała, że Lanc kupił sobie finał turnieju w Wintonian”, pomyślał z uśmiechem na ustach. Oczywiście nie miał zamiaru tego mówić na głos. Nie chciał naruszyć umowy zawartej ze starym przyjacielem.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o