Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 5

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Enaid – Road to Camelot

Mieszkańcy Genevieve byli dumni ze swojej wieży zegarowej, którą nazywali potocznie Licznikiem. Orion i Elein zatrzymali się na chwilę między straganami na rynku i przyjrzeli się z zainteresowaniem ogromnej tarczy zegara pokazującego godzinę dziewiątą dziesięć.

– Ciekawe, jak to działa – zagadnęła Elein.

– Mechanizmy i magia – odparł Orion. – Słyszałem kiedyś, że czar jest potrzebny tylko, żeby wprawić mechanizm w ruch. Dalej to już działa samoczynnie.

– W to nie uwierzę. – Elein stanowczo pokiwała głową. – Musi być tam jakieś zwierzę, które coś obraca.

– Ale z taką precyzją? – zdziwił się Orion.

– To może człowiek – odparła dziewczyna z zabobonną irytacją. – Pewnie jakiś cudak z Khenii, co cały czas czaruje nad tym mechanizmem.

Orion postanowił nie kontynuować tej dyskusji. Wskazał palcem na ratusz, po czym stanowczo ruszył w jego stronę. Przed wejściem zostali przeszukani przez ponurych strażników. Po krótkiej, ale zaciętej dyskusji, zbrojni skonfiskowali im miecze i pozwolili przejść. W środku zastali ogromną kolejkę mieszczan i od razu zostali obrzuceni gradem ciekawskich spojrzeń. Bardzo się wyróżniali posturą, a dodatkowo mieli założone zbroje. Było to wymuszone zmienną, jaką stanowił Czarny Rycerz. W końcu nie byli pewni ani dnia, ani godziny ataku. Najwięcej uwagi otrzymała panna Wilhelm, którą większość w myślach zgodnie zakwalifikowała jako modnego, zniewieściałego rycerzynę. To była częsta pomyłka. Na szczęście dziewczyna potrafiła świetnie sobie radzić z nadmiarem uwagi. Wystarczyło świdrujące spojrzenie szmaragdowych oczu i nawet najbardziej natarczywy osobnik spuszczał potulnie wzrok.

Orion rzucił okiem na ścianę poczekalni. Wisiało tam kolosalnych rozmiarów płótno z wytkanym drzewem genealogicznym rodu Genevieve, które zajmowało całą ścianę. Rycerz momentalnie się nim zainteresował, ale jego zapał ostudził tłum blokujący przejście z każdej strony. Westchnął i obiecał sobie w duchu, że sprawdzi płótno innym razem. Jego wzrok powędrował do tablicy ogłoszeń tuż przy drzwiach wejściowych ratuszu. Odnalazł tam oferty pracy, głównie dla kelnerek w karczmach oraz kilka królewskich listów gończych. Najdrożej wyceniany był niejaki Wiktor, przywódca organizacji rozbójniczej zwanej Druidami. “Ten cały Wiktor musiał nieźle zajść za skórę Arturowi”, pomyślał Orion, patrząc na pokaźną sumkę i kiwając głową z uznaniem. Elein, widząc jego zainteresowanie tablicą, również rzuciła na nią okiem i cicho gwizdnęła.

– No, no. Jego głowa ładnie zyskuje na wartości – powiedziała, wskazując palcem na Wiktora. – Już jakiś rok temu widziałam jego list gończy w Wilhelm. Wtedy chcieli za niego trzy razy mniej. Ale nie powiem, cena wreszcie jest taka, jaka powinna być. W końcu mówimy tutaj o przywódcy Druidów.

Orion zgodził się skinieniem. Druidzi byli jedną z najbardziej zaawansowanych organizacji przestępczych działającej na terenie całej Starej Brytonii. Tak ochrzcili rozbójników prości ludzie, którzy twierdzili, iż w ucieczce przed pościgiem oddziałów królewskich pomaga im sam las.

Rycerz z rodu Niedźwiedzia rzucił ostatnie spojrzenie na tablicę i nagle zauważył stary wyblakły list gończy, z którego spoglądały na niego jakże znajome oczy koloru stali. Zacisnął usta w wąską kreskę, czując smutek, rozczarowanie oraz wielki żal. Rzucił szybkie spojrzenie Elein, usiłując wybadać, jak wiele odczytała z jego twarzy. Na jego szczęście dziewczyna ciągle wpatrywała się na liczbę wypisaną tuż nad narysowaną głową Wiktora. Ucieszyło go to, gdyż bardzo nie chciał się tłumaczyć. Aby nie prowokować niewygodnych pytań, postanowił natychmiast czymś się zająć. Obrócił się i zmierzył wzrokiem zebrany tłum, a następnie zaczepił ostatniego w kolejce mężczyznę.

– Za czym jest kolejka?

– Panie, ja nie wiem, wszyscy stoją, to i ja stoję – odparł chudy mieszczanin, dłubiąc sobie w nosie. Orion nie był pewien, czy tamten sobie z niego kpił, ale postanowił nie wszczynać awantury.

– Proszę państwa, za czym jest ta kolejka?! – zapytał głośno, rozglądając się po obecnych.

– Ja do burmistrza! – Usłyszał odpowiedź z tłumu.

– Ja do informacji o nowy podatek pytać – oznajmił damski głos gdzieś ze środka kolejki.

– Toż to w innym skrzydle jest – rzekł wysoki mężczyzna z długim, zakręconym wąsem.

– CO?! – zapytało kilkanaście głosów z oburzeniem. Nagle zaczął się harmider, w którym wszyscy zaczęli się przekrzykiwać. Orion i Elein wprawnie skorzystali z zamieszania, przeciskając się przez wrzący tłum. Podeszli do informacji, która, mimo gromkich zapewnień z uporem powtarzanych przez wąsatego jegomościa, znajdowała się w tym skrzydle. Za drewnianym okienkiem siedziała młoda panna, która z zaciekawieniem przyglądała się swoim paznokciom. Po kilku głośnych chrząknięciach uniosła oczy i przyjrzała się najpierw Orionowi, a później Elein.

– W czym mogę pomóc? – wyszczebiotała, nie zdejmując spojrzenia pełnego fascynacji ze ślicznej twarzy panny Wilhelm.

– Chcemy trafić do burmistrza – oznajmił Orion.

– Dobrze, dobrze – odburknęła w jego stronę, po czym ponownie spojrzała się żarzącymi się oczami na Elein. – A pan?

– Również chcę trafić do burmistrza – powiedziała dziewczyna, unosząc ze zdziwieniem jedną brew.

– Ja państwa bardzo przepraszam – usłyszeli głos pełen wątpliwości – ale teraz była moja kolej.

– No to jeszcze chwilę poczekasz, stary chamie – zgromiła go młoda urzędniczka. – Państwo są tu w bardzo ważnej sprawie!

– Ja chciałem tylko powiedzieć…

– Zachowaj to dla siebie – przerwała mu stanowczo urzędniczka.

–… że uważam, że to nie w porządku – zakończył głos ze smutkiem.

– Załatwimy sprawę szybko – zapewnił Orion, obracając się i szukając oczami właściciela głosu. Nikt z obecnych nie nawiązał z nim kontaktu wzrokowego.

– Nie musimy się nigdzie śpieszyć – oświadczyła urzędniczka, ciągle nie zdejmując spojrzenia z twarzy Elein, która wydawała się tego nie dostrzegać.

– Musimy – stwierdziła twardo panna Wilhelm. Młoda dziewczyna przygryzła dolną wargę, rzucając spojrzenie pełne dziwnej prośby, które ponownie nie zostało zrozumiane.

–Szkoda – rzekła urzędniczka pokonanym głosem. Po krótkiej chwili zastanowienia, udzieliła im wskazówek jak dotrzeć do gabinetu burmistrza i pożegnała ich, a w szczególności pannę Wilhelm, bardzo serdecznie.

Orion i Elein ruszyli przez tłum w kierunku wskazanym przez młodą urzędniczkę. Chwilę błądzili po zawiłych korytarzach, aż wreszcie zatrzymali się w miejscu.

– To nie tu – stwierdziła dziewczyna ze złością. Orion w milczeniu przytaknął. – Poszliśmy dokładnie tak, jak nam powiedziała. – Elein spojrzała na rycerza, który ponownie przytaknął. – Co za brak profesjonalizmu! Kogo oni tu zatrudniają? Ta dziewczyna nie potrafiła nawet dobrze wskazać pokoju przełożonego!

– Była trochę rozkojarzona – potwierdził pojednawczo Orion.

– Zdecydowanie – odparła kwaśno panna Wilhelm. – Jej nadmierne zainteresowanie było bardzo niekomfortowe.

Jeszcze długo błądzili po korytarzach, czytając tabliczki zawieszone na drzwiach wejściowych. Wreszcie stanęli przed dębowymi drzwiami, na których wisiała tabliczka z pozłacanym napisem “Tobias Barrelos. Burmistrz miasta Genevieve”. Zapukali i nie czekając na odpowiedź, zajrzeli do środka. Burmistrz siedział sam i uważnie studiował papiery na swoim biurku. Był ubrany w gustowny frak, który ciasno opinał jego wielki brzuch. Słysząc hałas, podniósł wzrok i spojrzał ze zdziwieniem na przybyszów.

– Panowie z jakąś sprawą?

– Owszem, chcieliśmy się dowiedzieć kilku rzeczy.

– Proszę państwa, informacja jest na dole – próbował uciąć rozmowę burmistrz.

– Byliśmy w niej, ale pański personel nie byli nawet w stanie nam wyjaśnić, gdzie znajduje się pański gabinet. – Elein nie dała się zbić z tropu. Radnego zatkało, kiedy usłyszał z ust wysokiego rycerza ładny i melodyjny głos. Moment ten wykorzystał Orion, który oparł swoje wielkie dłonie na biurku mężczyzny.

– Nalegalibyśmy jednak, żeby pan nas wysłuchał – powiedział pojednawczo z najlepiej udawanym szczerym uśmiechem, na który tylko był w stanie się zdobyć. – Nie zdążyliśmy się przedstawić. Jestem lord Orion herbu Niedźwiedź, a to jest panienka Elein z rodu Wilhelmów.

– Ród Wilhelmów – wydusił wreszcie burmistrz. – To bardzo stary i potężny ród. Pańskie imię też mi się gdzieś obiło o uszy, tylko gdzie to było… – zastanawiał się na głos burmistrz. – A już mam, czy to przypadkiem nie pan przegrał w finale turnieju najjaśniejszego króla Artura Trzeciego z niezrównanym Lancelotem herbu Wrona?

– Ten sam – odpowiedział kwaśno mężczyzna. W duchu coraz bardziej żałował, że przyjął łapówkę od Lanca.

– Nie ma czego się wstydzić, lordzie Orionie. Sir Lancelot jest wyjątkowym rycerzem. Walka z nim to ogromny honor.

– On przecież nie ma tytułu sir – powiedział sam do siebie młody rycerz.

– Słucham? – zdziwił się burmistrz, trzęsąc obfitymi policzkami.

– Proszę nam powiedzieć, gdzie możemy znaleźć kogoś ze słynnego rodu Genevieve – odparł, próbując zmienić temat. Tobias Barrelos zamyślił się. Myślał długo i ze sporym wysiłkiem, w wyniku czego poczerwieniała mu twarz. Elein spoglądała na mężczyznę z niepokojem. Poważnie się obawiała, że praca umysłowa rozsadzi mu za chwilę czaszkę.

– Niestety, mam negatywne wieści – odpowiedział wreszcie, a czerwień zaczęła w iście magiczny sposób znikać z wąsatej twarzy – jakieś pięć lat temu w posiadłość rodu Genevieve wybuchł ogromny pożar. Przeżyła tylko stara Cecylia. To była wielka tragedia, bo jak państwo zapewne rozumieją, ten ród był symbolem naszego miasta – zakończył burmistrz, teatralnie chowając twarz w rękach. Kompani wymienili się szybkimi spojrzeniami.

– Gdzie znajdziemy Cecylię Genevieve? – zapytała dziewczyna, krzyżując ręce na piersi.

– Na cmentarzu – odpowiedział burmistrz, głaszcząc palcami gęstego wąsa. – Zmarła około trzy lata temu.

– Z przyczyn naturalnych jak rozumiem? – wtrącił rycerz z rodu Niedźwiedzia.

– Jak najbardziej, stara Cecylia miała już osiemdziesiąt wiosen na karku, kiedyś ją szlag trafić musiał.

– Słucham? – zapytali jednocześnie Orion i Elein, wybałuszając oczy.

– Cóż, nie ukrywam, że nie przepadałem za Cecylią – powiedział burmistrz, uśmiechając się sztucznie. – Była bardzo wścibską i wredną osobą, ale chyba nie powinienem mówić o zmarłych źle.

– Skąd taka opinia na jej temat? – zapytała panna Wilhelm z wyczuwalnym zgorszeniem.

– Z doznań osobistych – prychnął burmistrz, czerwieniąc się jak pomidor. – Ród Genevieve co wiosnę organizował turnieje rycerskie. Już nie wspominając o samych zyskach, które osiągamy w czasie turniejów, to właśnie dzięki nim nasze miasto jest znane i szanowane. Jednak stara Cecylia postanowiła przerwać tę piękną tradycję. Próbowałem jej przemówić do rozumu, uświadomić, że miasto pokryje koszty i zajmie się organizacją, ale starucha uparła się jak osioł. Przez tę… – Mężczyzna ugryzł się w język i kilka razy głęboko odetchnął. Jego twarz ponownie zaczęła tracić czerwień.

– Przez nią turniej miał dwuletnią przerwę – zakończył spokojnie burmistrz.

– Czyli teraz turnieje organizuje miasto? – zapytała kierowana niezdrową ciekawością Elein.

– Organizowanie turniejów okazało się być bardzo obciążające dla budżetu naszych obywateli – powiedział radny i smętnie pokiwał głową. Dziewczyna w odpowiedzi przewróciła oczami. W duchu postanowiła nie pytać już o nic więcej.

– Mieliśmy ciągłe braki finansowe, no ale czego się nie robi dla tradycji – wznowił burmistrz, unosząc dumnie głowę. – Na szczęście bieżący turniej zgodził się organizować ród Czapli, istni patrioci Genevieve! – zakończył radośnie, po czym spojrzał na zniesmaczone miny przybyszów.

– Czy w czymś jeszcze mogę pomóc? – Tobias Barrelos kontynuował monolog. – Może państwo dadzą się się namówić na wspólny obiad? Nie na co dzień trafia się tak dostojne towarzystwo.

– Może innym razem – odparł Orion z uśmiechem przybitym na siłę do jego twarzy. – Czas nagli, więc będziemy się zbierać.

– Ach tak – powiedział przewodniczący rady miejskiej rozczarowanym głosem. – A właśnie, zapomniałem się przedstawić…

– Nic nie szkodzi – przerwała mu panna Wilhelm, po czym wyszła razem z kompanem z gabinetu, trzaskając drzwiami. Burmistrz jeszcze chwilę siedział w osłupieniu. Wreszcie mruknął pod nosem coś o manierach arystokracji i wrócił do przeglądania dokumentów.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o