Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 5

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Enaid – Road to Camelot

Mieszkańcy Genevieve byli dumni ze swojej wieży zegarowej, którą nazywali potocznie Licznikiem. Orion i Elein stojąc na rynku przyglądali się chwilę ogromnej tarczy zegara pokazującego godzinę dziewiątą dziesięć, po czym, po uprzednim skonfiskowaniu broni przez ponurych strażników, weszli do ratuszu. Tam zastali ogromną kolejkę mieszczan i od razu zostali obrzuceni gradem ciekawskich spojrzeń. Bardzo się wyróżniali posturą, a dodatkowo oboje byli ubrani w pancerze. Było to wymuszone zmienną, jaką stanowił Czarny Rycerz. W końcu nie byli pewni ani dnia, ani godziny ataku. Najwięcej uwagi otrzymała panna Wilhelm, którą większość w myślach zgodnie zakwalifikowała jako modnego, zniewieściałego rycerzynę. To była częsta pomyłka. Elein miała śliczną twarz oraz długie jasne włosy, ale dla kontrastu była bardzo wysoka i nosiła ciężki pancerz. Dziewczyna potrafiła świetnie sobie radzić z nadmiarem uwagi. Wystarczyło świdrujące spojrzenie szmaragdowych oczu i nawet najbardziej natarczywy osobnik spuszczał potulnie wzrok.

Orion rzucił okiem na ścianę poczekalni. Wisiało tam kolosalnych rozmiarów płótno z wytkanym drzewem genealogicznym rodu Genevieve, które zajmowało całą ścianę. Momentalnie się nim zainteresował, ale jego zapał ostudził tłum blokujący przejście z każdej strony. Westchnął i obiecał  sobie w duchu, że sprawdzi płótno innym razem. Jego wzrok powędrował do tablicy ogłoszeń tuż przy drzwiach wejściowych ratuszu. Odnalazł tam oferty pracy, głównie dla kelnerek w karczmach oraz kilka królewskich listów gończych. Najdrożej wyceniany na listach był niejaki Victor, przywódca organizacji rozbójniczej zwanej Druidami. “Ten cały Victor musiał nieźle zajść za skórę Arturowi”, pomyślał Orion patrząc na pokaźną sumkę i kiwając głową z uznaniem. Elein widząc jego zainteresowanie tablicą, również rzuciła na nią okiem i cicho gwizdnęła.

– No no, jego głowa ładnie zyskuje na wartości. – powiedziała wskazując palcem na Victora. –  Już jakiś rok temu widziałam jego list gończy w Wilhelm. Wtedy chcieli za niego trzy razy mniej. Ale nie powiem, cena wreszcie jest taka, jak powinna być. W końcu mówimy tutaj o przywódcy Druidów.

Orion zgodził się skinieniem. Druidzi byli jedną z najbardziej zaawansowanych organizacji przestępczych działającej na terenie całej Starej Brytonii. Tak ochrzcili rozbójników prości ludzie, którzy twierdzili, iż w ucieczce przed pościgiem oddziałów królewskich pomaga im sam las.

Rycerz herbu Niedźwiedzia rzucił ostatnie spojrzenie na tablicę i nagle zauważył stary wyblakły list gończy, z którego spoglądały na niego jakże znajome oczy koloru stali. Młody mężczyzna zacisnął usta w wąską kreskę próbując pohamować skomplikowane emocje. Postanowił udawać, że nic się nie stało i obrócił wzrok  z powrotem na tłum ludzi, a następnie zaczepił ostatniego w kolejce mężczyznę.

– Jaśnie Panie, za czym jest ta kolejka?

– Panie, ja nie wiem, wszyscy stoją to i ja stoję.. – odparł chudy mieszczanin z zagubionym wyrazem twarzy. Orion nie był pewien czy mężczyzna sobie z niego kpi, ale stwierdził, że nie chce wszczynać awantury.

– Proszę Państwa, za czym jest ta kolejka?! – zapytał głośno rozglądając się po obecnych.

– Ja do burmistrza! – usłyszał odpowiedź z tłumu.

– Ja do informacji o nowy podatek pytać. – doniósł się damski głos, gdzieś ze środka kolejki.

– Ale proszę Pani, toż to w innym skrzydle jest. – rzekł wysoki mężczyzna z dużym zakręconym wąsem.

– CO?! – zapytało kilkanaście głosów z oburzeniem. Nagle zaczął się harmider, w którym każdy zaczął się przekrzykiwać. Z zamieszania skorzystali Orion i Elein, przeciskając się przez wrzący tłum. Podeszli do informacji, która jednak znajdowała się w tym skrzydle. Tam młoda panna, po dłuższej chwili zastanowienia,  udzieliła im wskazówek, jak dotrzeć do gabinetu burmistrza, które okazały się absolutnie nietrafione.

Oburzona panna Wilhelm, błądząc po zawiłych korytarzach, burczała ze złością: “Co za brak profesjonalizmu, kogo oni  do tej pracy biorą, skoro nawet nie potrafią wskazać pokoju przełożonego.. “. Ostatecznie po chwili poszukiwań znaleźli właściwe pomieszczenie. Zapukali i zajrzeli do środka. Burmistrz siedział sam i uważnie studiował papiery na swoim biurku. Był ubrany w gustowny frak, który ciasno opinał jego spory brzuch. Słysząc hałas podniósł wzrok i spojrzał ze zdziwieniem na przybyszów.

– Czy Panowie macie do mnie jakąś sprawę?

– Owszem, chcieliśmy się dowiedzieć kilku rzeczy…

– Proszę Państwa, ale informacja jest na dole.. – próbował uciąć rozmowę burmistrz nieprzyjemnym tonem.

– Tak, byliśmy w niej, nie byli w stanie nam nawet wyjaśnić, gdzie znajduje się Pański gabinet. – nie dała się zbić z tropu Elein. Radnego lekko zatkało kiedy usłyszał z ust wysokiego rycerza ładny i melodyjny głos. Moment ten wykorzystał Orion opierając wielkie dłonie na biurku mężczyzny.

– Nalegalibyśmy jednak, żeby pan zrobił dla nas wyjątek. – powiedział pojednawczo z najlepiej udawanym szczerym uśmiechem, na który tylko był w stanie się zdobyć. – Nie zdążyliśmy się przedstawić, jestem lord Orion herbu Niedźwiedzia, a to jest panienka Elein z rodu Wilhelmów.

– Ród Wilhelmów..- wydusił wreszcie burmistrz. – To bardzo stary i potężny ród. Pańskie imię też mi się gdzieś obiło o uszy tylko, gdzie to było.. – zastanawiał się burmistrz. – A już mam, czy to przypadkiem nie Pan przegrał w finale turnieju najjaśniejszego króla Artura Trzeciego z niezrównanym Lancelotem herbu Wrony?

– Ten sam. – odpowiedział kwaśno mężczyzna, który coraz bardziej żałował przyjęcia łapówki od Lanca.

– Nie ma czego się wstydzić mości Orionie, sir Lancelot jest wyjątkowym rycerzem. Walka z nim to ogromny honor..

– On przecież nie ma tytułu sir.. – powiedział sam do siebie młody rycerz.

– Słucham? – zdziwił się mężczyzna trzęsąc obfitymi policzkami.

– Proszę nam powiedzieć, gdzie możemy znaleźć kogoś ze słynnego rodu Genevieve. – odparł próbując zmienić temat. Burmistrz mocno zastanowił się, myślał długo i ze sporym wysiłkiem, w wyniku czego poczerwieniała mu twarz. Elein spoglądała na mężczyznę zaniepokojona. Poważnie się obawiała, że praca umysłowa rozsadzi mu za chwilę czaszkę.

– Niestety mam negatywne wieści, jakieś pięć lat temu w posiadłość rodu Genevieve wybuchł ogromny pożar, przeżyła tylko stara Cecylia. – odpowiedział wreszcie, a czerwień zaczęła w iście magiczny sposób znikać z wąsatej twarzy. – To była wielka tragedia, bo jak Państwo zapewne rozumieją, ten ród był symbolem naszego miasta.. – zakończył burmistrz teatralnie chowając twarz w rękach. Kompani wymienili się szybkimi spojrzeniami.

– Gdzie znajdziemy Panią Cecylię? – zapytała dziewczyna zakładając ręce.

– Na cmentarzu.- odpowiedział burmistrz głaszcząc gęstego wąsa. – Zmarła około trzy lata temu.

– Z przyczyn naturalnych jak rozumiem? – wtrącił rycerz herbu Niedźwiedzia.

– Jak najbardziej, stara Cecylia miała już osiemdziesiąt wiosen na karku, kiedyś ją szlag trafić musiał.

– Słucham? – zapytali jednocześnie Orion i Elein wybałuszając oczy.

– Cóż, nie ukrywam, że nie przepadałem za Cecylią.  – powiedział burmistrz uśmiechając się sztucznie. – Była bardzo wścibską i wredną kobietą, ale chyba nie powinienem mówić o zmarłych źle.

– Skąd taka opinia na jej temat? – zapytała panna Wilhelm z wyczuwalnym zgorszeniem.

– Z doznań osobistych. – prychnął burmistrz. –  Ród Genevieve co roku wiosną organizował turnieje rycerskie. Już nie wspominając o samych zyskach, które osiągamy w czasie turniejów, to dzięki nim nasze miasto jest znane i szanowane. Jednak stara Cecylia uparła się, że nie będzie więcej turniejów. Próbowałem jej przemówić do rozumu, uświadomić że miasto pokryje koszty i zajmie się organizacją, ale starucha uparła się jak osioł. Przez tę rurę turniej miał dwuletnią przerwę.

– Czyli teraz turnieje organizuje miasto? – zapytała kierowana niezdrową ciekawością Elein.

– Organizowanie turniejów przez miasto okazało się być bardzo trudnym przedsięwzięciem. – powiedział radny i smętnie pokiwał głową, a dziewczyna w odpowiedzi przewróciła oczami. W duchu postanowiła nie pytać już o nic więcej.

–  Mieliśmy ciągłe braki w budżecie, no ale czego się nie robi dla tradycji.  – wznowił burmistrz unosząc dumnie głowę. – Na szczęście bieżący turniej zgodził się organizować ród Czapli, istni patrioci Genevieve! – zakończył radośnie, po czym spojrzał na zniesmaczone miny przybyszów. – Czy w czymś jeszcze mogę pomóc? Może Państwo dadzą się się namówić na wspólny obiad? Nie na co dzień trafia się tak dostojne towarzystwo.

– Może innym razem. – odparł z kwaśnym uśmiechem Orion. – Czas nagli, więc będziemy się zbierać.

– Ach tak.. – powiedział przewodniczący rady miejskiej rozczarowanym głosem. – A właśnie zapomniałem się przedstawić..

– Nic nie szkodzi. – przerwała mu panna Wilhelm, po czym wyszła razem z kompanem z gabinetu trzaskając drzwiami. Burmistrz jeszcze chwilę siedział w osłupieniu. Wreszcie mruknął pod nosem coś o manierach arystokracji i wrócił do przeglądania dokumentów.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o