Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 7

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Augustine Mayuga Gonzales – Title

Razem weszli do pokoju Oriona i Olafa, gdzie usiedli za dużym drewnianym stołem. Panna Wilhelm i młody rycerz z rodu Niedźwiedzia w skrócie opowiedzieli swoje przygody i odkrycia brodatemu wojownikowi, a ten z kolei uzupełnił całość o kilka szczegółów. Olaf także dowiedział się o pożarze posiadłości, ale oprócz tego  wielu świadków, z którymi zdążył dzisiaj porozmawiać, twierdziło, że posiadłość była przeklęta. Co ciekawe, plotka zaczęła się od samej Cecylii Genevieve. Stara kobieta była znana ze swojej pazerności. Wielu naśmiewało się z niej, że za miedziakiem rzuciłaby się nawet w łajno. Każdy z nich bez wyjątku był zaskoczony faktem, że Cecylia postanowiła zignorować swoją zniszczoną ogniem posiadłość. Kupiła malutki domek na obrzeżach Genevieve, w którym spędziła ostatni rok swojego życia. Nie próbowała przywrócić blasku dawnej posiadłości. Nie próbowała także odzyskać pozostałego w domu majątku i tylko biernie przyglądała się jak był rozkradany. Dodatkowo przestała organizować turnieje, które były solidnym źródłem zarobku, chociażby ze względu na duże wpisowe. To wszystko było bardzo niepodobne do starej Cecylii.

– Cała ta sprawa jest mocno naciągana – stwierdziła Elein, przygryzając paznokieć na kciuku. – W posiadłości mamy jakieś dziwne ślady, Cecylia zamienia się na starość w pustelnika, a po całym mieście krążą plotki o klątwie, w które najwyraźniej każdy wierzy. A oficjalna wersja jest taka, że był to zwykły pożar. To się nie trzyma kupy.

– Istotnie, niczym żywcem z rzyci wyjęte – zgodził się Olaf z poważną miną.

– Myślę, że nie dowiemy się tutaj więcej o losie Edwarda – wtrącił zamyślony rycerz.  – Wydaje się jednak, że sprawa rodu Genevieve, wymaga wnikliwego zbadania. Już wcześniej miałem pewne podejrzenia, ale było za mało poszlak. W obliczu dzisiejszych odkryć, zignorowanie tajemnicy krążącej wokół zagłady rodu Genevieve byłoby równoważne głupocie.

– Interesujące – zaśmiała się panna Wilhelm, prosto w zdziwioną minę Oriona. – Ciężko jest mi się przestawić, że dla odmiany jesteś szczery. Myślałam, że jak tylko poukładasz wszystkie elementy łamigłówki, to dasz dyla i tyle będziemy cię widzieli.

– Tym razem sprawa wygląda nieco inaczej – odpowiedział tamten lekko zmieszany. – Jeśli moje podejrzenia są słuszne, sprawa Czarnego Rycerza dotyczy też ciebie…

– Chyba cały olej z głowy wyciekł ci dzisiaj uszami – syknęła dziewczyna, zakładając ręce. – Zabił mi ojca!

– Daj mi skończyć – podjął sucho barczysty młodzieniec. – Jeżeli za dziwnym pożarem w posiadłości stoi Czarny, to może oznaczać, że jego celem są wielkie rody, których korzenie sięgają zakonu Wilków.

– Czy ten cały Pankracy, o którym mi tyle opowiadałeś, też pochodził z Wilczych rodów? – Elein natychmiast nastroszyła uszy i przyjrzała mu się uwazniej.

– Nie, podobnie jak ja wplątał się w całą sprawę przypadkiem. – Orion przeklinał w duchu bystrość umysłu dziewczyny.

– O czym mi wcześniej nie wspomniałeś – przerwała kwaśnym głosem Elein. – No cóż, na tym etapie jestem w stanie już zgadnąć, kiedy ten cały Pankracy wplątał się w historię. Zakładając, że nie nabujałeś mi za bardzo.

Dziewczyna teatralnie uniosła brew i spojrzała badawczo na Oriona, który tym razem zachował niewzruszoną twarz.

– Ten twój Pankracy naraził się Czarnemu tuż po śmierci mojego ojca. Pewnie musiał mieć solidny powód, żeby zaatakować Czarnego Rycerza, stąd tak sobie myślę, że mógł go przyłapać na gorącym uczynku. Mam rację? – Elein spojrzała na młodego mężczyznę, który ponownie zachował ciszę.

– Ciężko mi z tobą, mości Orionie – pokiwała głową dziewczyna. – Twoje podejrzenia mogą być słuszne, ale z drugiej strony w świetle tego, co nam naopowiadałeś, intryga wydaje się być za duża. Czarny Rycerz jest przecież tylko zabójcą, który wykonuje zleconą robotę, prawda? Z jednej strony miał się zająć Wilczymi rodami, ale nagle rzuca to wszystko i bierze się za Pankracego. Potem rzuca to i rusza twoim tropem. To się staje coraz mniej sensowne, nie sądzisz?

Panna Wilhelm spojrzała ponownie uważnie na krzepkiego młodzieńca, który postanowił wnikliwie studiować swoje paznokcie.

– Mimo tych wszystkich nieścisłości, wysuwasz przypuszczenie, że Czarny poluje na Wilcze rody. Stąd mam mocne podejrzenia, że zatajasz kilka kluczowych faktów dla siebie. Co powiesz na to, mości Orionie? – ciągnęła dalej dziewczyna, wbijając szmaragdowe spojrzenie w młodego rycerza. Mężczyzna poczuł ten sam niepokój, którego doświadczył przy pierwszym spotkaniu z wojowniczką i mimo woli odwrócił wzrok. Zapadła niezręczna cisza, podczas której Olaf i Elein świdrowali go spojrzeniami. Po chwili brodacz westchnął.

– Panienko, chyba czas wyłożyć wszystkie karty. Inaczej myślę, że nie wyciśniemy z niego zbyt wiele.

Orion spoglądał na towarzyszy niespokojnie, ale ciągle nie uraczył ich odpowiedzią.

– Może opowiesz nam wreszcie o klątwie Czarnego Rycerza? – powiedziała nagle dziewczyna.

– Skąd ty… List!! – krzyknął wściekle i podniósł się tak gwałtownie, że krzesło na którym siedział z hukiem spadło na ziemię. Zaskoczona Elein odruchowo odsunęła się razem z krzesłem do tyłu, a Olaf szybko wskoczył i stanął pomiędzy nią a rozwścieczonym rycerzem, niebezpiecznie zaciskającym dłoń na rękojeści broni.

– Spokojnie Orion, kurier pojechał z twoim listem dokładnie tak jak chciałeś! – rzekł szybko, po czym spojrzał karcąco na dziewczynę. – Do jasnej cholery Elein, to nie było najmądrzejsze!

Oburzona dziewczyna już otworzyła usta, mając na końcu języka kąśliwą ripostę, ale przerwało jej mocne pukanie do drzwi.

– Czy wszystko w porządku? – usłyszeli damski głos.

– Jak najbardziej, panno Elwiro! – odparł przyjaznym tonem brodacz. – Lekkie nieporozumienie podczas gry w kości.

– To dobrze, ale proszę kontrolować emocje, straszycie innych gości – odpowiedziała zaniepokojonym tonem właścicielka karczmy. Grupa słuchała w ciszy, jak Elwira schodzi schodami na dół.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o