Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 8

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Desiderii Marginis – Land of Strangers

– Pozwolisz, że ja wytłumaczę? – powiedział Olaf, spoglądając znacząco na dziewczynę. Panna Wilhelm zmarszczyła czoło i skinęła niechętnie głową. Czuła się bardzo nieswojo. Mocna reakcja mężczyzny wystraszyła ją bardziej niż chciałaby przed sobą przyznać. Najbardziej przerażające były jego gniewne, stalowe oczy, którymi zdawał się przepalać ją na wylot.

– Usiądź, Orionie– powiedział uspokajająco wojownik – i zdejmijże rękę z tego miecza, naprawdę nie mamy złych intencji…

– Ukradliście moje prywatne pismo! – uniósł się mężczyzna.

– Racja, ale usiądź proszę i mówże ciszej. Jeśli mam mieć jeszcze jakiekolwiek szanse u piękności Elwiry musimy się zachowywać – odrzekł, siląc się na przyjazny ton, cały czas czujnie obserwując młodego rycerza. – Orion, proszę daj nam szansę to wytłumaczyć, jak się nie dogadamy, wtedy będziemy machać mieczami. Możemy nawet wybrać bardziej dogodne do takich spraw miejsce. Co ty na to?

Młody mężczyzna z rodu Niedźwiedzia patrzył czujnie na kompanów, ale na szczęście dla wszystkich zdążył już ochłonąć. W duchu przyznał rację Olafowi. Miecz można było wyjąć równie dobrze za chwilę. Powoli cofnął rękę z broni i wskazał nią mężczyźnie jego krzesło, po czym powoli usiadł.

– Traktowaliście mnie dobrze i pomogliście mi w potrzebie, wysłucham was wyłącznie ze względu na to.

– Jak może pamiętasz twoją rozmowę z panienką Elein w naszej posiadłości, panienka zauważyła sporo… hmm jakby to ładnie określić… nieścisłości w twojej opowieści. Zrobiła się trochę niezręczna sytuacja bo ze swojej strony panienka powiedziała ci wszystko, ty zaś z kolei sprzedałeś ki… hmmm… opowiedziałeś historię, w którą ciężko było uwierzyć. Sam przyznaj, była szyta bardzo grubymi nićmi. Zatem z jednej strony uzyskałeś potrzebne ci informację, a z drugiej nie dałeś zbyt wiele w zamian.

Olaf przerwał i spojrzał na twarz mężczyzny, lecz nie był w stanie z niej odczytać nic. Nerwowo odchrząknął.

– Oczywiście rozumiem, że miałeś zapewne swoje powody, o których mam nadzieję nam za chwilę opowiesz, ale niestety nie zdawałeś sobie sprawy z tego, jak bardzo to było ważne dla panienki. Widzisz, od momentu śmierci Edwarda, Czarny Rycerz stał się dla niej obsesją. Panienka długo i bezskutecznie szukała jego śladów. Dopiero twoje poczynania w Wilhelm rzuciły nowe światło na sprawę, ale niestety nie byłeś zbyt chętny do współpracy…

– Dlatego zaczęliście mnie śledzić, a ostatecznie ukradliście moją prywatną korespondencję – uciął beznamiętnie Orion.

– Którą później zwróciliśmy w nienaruszonym stanie do Phila, stary cap nawet nie zauważył braku… – odparł ze skruchą Olaf.

– Ta… muszę pamiętać, żeby przy następnym spotkaniu porachować mu kości  – wymamrotał złowieszczo młody mężczyzna.

– Trzymam kciuki, żeby stało się to jak najszybciej – przytaknął z uśmiechem współrozmówca – ale zostawmy na chwilę pijaczynę Phila i wróćmy do treści korespondencji. Była, delikatnie rzecz ujmując, niepokojąca i momentami ciężka do zrozumienia bez kontekstu. Z listu wynikało na przykład, że w lesie pod Wilhelm zabiłeś Czarnego Rycerza, co jest niemożliwe, bo przecież panienka sama sprawdzała tamtą polanę.

– No dobra – powiedział twardo rycerz, kiwając głową z rezygnacją. – Chcecie prawdę, będziecie mieli prawdę. Tylko uprzedzam, że niektóre odpowiedzi mogą wam się bardzo nie spodobać. A zresztą, nawet jak będziecie mnie uważać za wariata, teraz już mnie to gówno obchodzi. Na początek mogę potwierdzić domysły Elein na temat Pankracego.

Orion spojrzał na dziewczynę i skinął jej głową.

– Miałaś rację, wplątał się w historię dokładnie w momencie śmierci twojego ojca, zobaczył Czarnego nad zwłokami i zapragnął kretyn sprawiedliwości. Więcej niestety o nim nie powiem. Z różnych przyczyn. Jeśli nie chcecie, żebym kłamał, nie drążcie tego tematu.

– Sprawiedliwie – odparł Olaf, po czym spojrzał na Elein. – Chyba masz trochę pytań, a chłopina już nieco poluzował kalesony, tylko staraj się dobierać słowa! – zakończył surowo.

– Bardzo chętnie, ale pragnę zauważyć, że to on potraktował mnie jak idiotkę… – zaczęła kłótliwie panna Wilhelm.

– A ty potraktowałeś jego dokładnie tak samo, czyli jesteście kwita – uciął pojednawczo Olaf – i na suche cycki Moriany, może wy już nie próbujcie kłamać, bo źle się to dla was kończy.

Elein siedziała chwilę z obrażoną miną, ale ciekawość była silniejsza.

– Czym jest Czarny Rycerz? – zapytała z żywym zainteresowaniem, które nieudolnie próbowała ukryć.

– Już ci kiedyś odpowiedziałem na to pytanie – pokręcił głową mężczyzna. – Nie kłamałem. Prawda jest taka, że nie wiem czym on jest, wiem tylko że nie da się go zabić.

– Nie rozumiem – odpowiedziała marszcząc czoło – w korespondencji napisałeś przecież, że go zabiłeś. Swoją drogą przybarwiłeś opowieść, prawda? Bo przecież nie możliwe, żeby wyszedł z wilczego dołu.

– Niczego nie przybarwiłem – odciął z irytacją – a jeśli chodzi o tę część z zabijaniem Czarnego, to również jest mi ciężko ją zrozumieć. Widzisz, zabiłem go już drugi raz, a wcześniej Pankracy ze trzy razy, a jeszcze wcześniej zapewne zginął kilka razy z ręki twojego ojca.

– Nie da się uwierzyć w coś takiego – pokiwała głową zakłopotana Elein.

– Oczywiście, że się nie da – potwierdził znużonym głosem – dlatego z wcześniejszej historii wyciąłem nadprzyrodzone fragmenty. Jak myślisz, jaka by była twoją reakcja, gdybym ci powiedział, że zanim ściąłem Czarnemu głowę, sterczało z niego cztery halabardy, a w momencie kiedy głowę stracił, to z wdziękiem rozpłynął się w powietrzu? – Rycerz westchnął smutnie, kiwając głową. – Tak czy inaczej musiałbym oddać szklankę z bimbrem…

Dziewczyna nie odpowiedziała. Patrzyła się bezwiednie na swoje ręce, unikając kontaktu wzrokowego. Orion wzruszył ramionami i zaczął kręcić młynka kciukami, zupełnie nie przejmując się niezręczną ciszą w pomieszczeniu.

– Na czym polega klątwa, o której tak często wspominałeś w piśmie? – przerwał ciszę Olaf, którego twarz w trakcie powieści zdążyła stracić naturalne rumieńce.

– Czarny próbuje cię zabić. Potem znowu. I znowu.  I tak do skutku – odparł obojętnie rycerz herbu Niedźwiedź. Patrzył ponad ramieniem Olafa, ale jego spojrzenie nie zatrzymywało się na ścianach tego pomieszczenie, tylko wędrowało dalej, prosto w czarne odmęty jego myśli.

– Zabijanie go w trakcie kupuje trochę czasu, którego najwyraźniej potrzebuje, żeby pozbierać się do kupy – wznowił mowę, po czym spojrzał na Elein. Dziewczyna drżała i wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać. Orion poczuł się głupio. Może warto było powiedzieć na samym początku całą prawdę. Uznaliby go za głupka i temat by się wyczerpał. Że też zależało mu na opinii panny Wilhlem na jego temat.

– Bardzo mi przykro z powodu twojego ojca …  – wydusił po chwili, siląc się na empatyczny ton.

– Mi też – odparła Elein, chowając twarz w dłoniach. Znowu zapadła cisza. Wreszcie dziewczyna podniosła się i ruszyła w stronę drzwi.

– Muszę się z tym przespać – rzuciła na pożegnanie, wychodząc z pokoju. Mężczyźni wstali i w milczeniu położyli się do łóżek. Tej nocy żaden z nich nie zmrużył powieki.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o