Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 9

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Ivar Bjørnson & Einar Selvik – WulthuR

Panna Wilhelm wróciła jak tylko zaczęło świtać. Orion leżał w napięciu, słysząc, jak zbliża się do jego łóżka.  Sam już nie wiedział czego miał się spodziewać po tej dziewczynie. Może chciała go we śnie przeszukać, żeby znaleźć więcej poszlak związanych ze śledztwem? Elein jednak tylko schyliła się nad łóżkiem i lekko potrząsnęła jego barkiem. Otworzył oczy i zmierzył ją wzrokiem. Miała podkrążone oczy, splątane włosy oraz przygnębiony wyraz twarzy.

– Nie wyglądasz najlepiej, mości rycerzu – powiedziała ze słabym uśmiechem.

– Może dlatego, że obudziłaś mnie tak wcześnie? – odburknął nieprzyjemnie.

– Widzę przecież, że nie spałeś! – zaczęła napastliwie, ale po chwili westchnęła i machnęła ręką. – Chcę pogadać. Tym razem bez kłótni.

– No to pogadajmy.  Budzimy Olafa?

– Nie trzeba – odparł brodacz rześkim głosem. – Idealne wyczucie czasu panienko Elein, właśnie się obudziłem.

Dziewczyna spojrzała na zmęczoną twarz wojownika i pokiwała tylko głową. Ruszyła do stołu na środku pokoju i usiadła dokładnie na tym samym krześle, co wczoraj. Mężczyźni poszli za jej przykładem, po czym spojrzeli na nią wyczekująco. Elein wbiła wzrok w swoje dłonie.

– Na początek… chcę cię przeprosić, Orionie. Miałeś prawo być zły. Z drugiej strony jest dokładnie tak, jak powiedział Olaf. – Elein podniosła wzrok i spojrzała prosto w stalowe oczy młodego mężczyzny. – Gdyby było trzeba zrobiłabym to drugi raz. Ta sprawa jest aż tak ważna. Chciałabym podjąć wczorajszy temat, czy mogę liczyć na twoją szczerość?

– Powiem tyle ile będę mógł – odrzekł mąż herbu Niedźwiedzia zmęczonym głosem. Elein skinęła głową i nie tracąc czasu zaczęła zadawać pytania. Orion odpowiadał tak bardzo szczegółowo, jak tylko był w stanie. Konwersacja ciągnęła się bardzo długo, o czym świadczyło coraz wyżej znajdujące się słońce.

– W jaki właściwie sposób przejąłeś klątwę? – zapytała pod koniec rozmowy.

– Myślałem, że już się domyśliłaś – odpowiedział zdziwiony.

– Po co mam się domyślać, jeśli mogę zapytać. Właśnie w taki sposób unika się nieporozumień, mości Orionie.

– Zabiłem go, to wystarcza – odrzekł gorzko młody rycerz. – Właśnie! Bardzo istotna rzecz, z każdą kolejną walką będzie coraz gorzej. Mój pojedynek na polanie był niczym w porównaniu z tym, co wyczyniał na bankiecie u wielmoży. W mig zaszlachtował dziesięciu ludzi, a uwierzcie mi, że dopiero się rozkręcał.

– Czekaj, czyli przed twoją walką był silniejszy, chyba że źle zrozumiałam? – zmieszała się Elein.

– Był, ale dlatego, że walczył z Pankracym już któryś raz z rzędu.  Pankracy wspominał, że z czasem klątwa działa coraz mocniej.

– Podsumowując, im dalej w las tym więcej drzew – skinęła głową dziewczyna na znak zrozumienia. Olaf mocno pocierał swoją brodę, co miał w zwyczaju robić kiedy bardzo intensywnie myślał.

– Dla mnie jeszcze jedna rzecz pozostaje niejasna. Nadal nie rozumiem, dlaczego założyłeś sobie, że Czarnemu może chodzić o Wilków?

– W liście pisał o intensywności działania klątwy, nie opowiedziałam ci o tym dokładniej, bo wydawało mi się to bez sensu – odparła wojowniczka i spojrzała na Oriona. – Wysuwasz takie przypuszczenie, bo na mojego ojca klątwa działała najbardziej?

– Tak – zgodził się mężczyzna – ale nie wiem, czy mam rację.  Mocno z grubsza założyłem sobie, że za każdym razem, jak Edward wracał poraniony, przyczyną jego stanu był Czarny Ry…

Urwał, widząc ból w spojrzeniu dziewczyny. Panna Wilhelm mocno przygryzła dolną wargę, próbując zachować niewzruszoną twarz.

– W porządku – powiedziała z wymuszonym uśmiechem – kiedyś muszę się z tym oswoić. Wiesz, umarł jakiś czas temu. Przeszłam z tym do porządku dziennego.  Nie raz wspominaliśmy przecież sobie z Olafem ich wspólne przygody z moim ojcem… Ale teraz… kiedy poznałam szczegóły…

Dziewczyna urwała. Jej dłonie zacisnęły się, jak imadło na krawędziach stołu.

– Uważaj  – uprzedził ją Olaf.

– Racja – speszyła się dziewczyna.

– Spokojnie – odparł Orion, uśmiechając się ciepło – myślę, że ten blat jest w stanie wytrzymać trochę złości panny Wilhelm.

Olaf spotkał się spojrzeniem z Elein, po czym obrócił głowę do Oriona i wzruszył ramionami.

– Przezorny zawsze ubezpieczony. Proszę, kontynuuj swoją opowieść.

– W zasadzie nie mam zbyt wiele do dodania.  Uważam, że jest duża szansa, że klątwa działała wyraźnie mocniej na Edwarda. To może oznaczać, że oryginalnie właśnie on był jej celem.

– A co z przypadkiem Pankracego? – wtrąciła Elein opanowanym głosem. – Mówiłeś, że na niego klątwa działa znacznie lżej… czemu się śmiejesz?

– Przepraszam – odparł Orion opanowując falę wesołości. – Moment zupełnie nieodpowiedni, ale bardzo mnie bawi imię tej nadętej osoby – mężczyzna opanował się i odchrząknął. – Myślałem o jego przypadku. Pankracy ma dobrze chroniony teren. Jest szansa, że Czarnemu jest znacznie ciężej tam się dostać. Dodatkowo nasz szlachcic ma potężne zaplecze militarne. Poprzednim razem Czarny Rycerz przed śmiercią wyglądał trochę jak jeż. Wszędzie strzały, wystające oszczepy i halabardy.

– Czy jeśli dozna większych obrażeń może dłużej się hmm… odtwarzać? – wtrącił Olaf,  intensywnie tarmosząc brodę.

– Nie wykluczam i tego – skinął głową młody rycerz.

– Zastanawia mnie, dlaczego nie mogłeś zostać u pana wielmoży? – zapytał naiwnie brodaty wojownik, na co dziewczyna parsknęła głośno.

– Nawet ja jestem w stanie udzielić odpowiedzi. Zapewne, jak wielmoża dowiedział się, że jest wolny od klątwy, choćby i tymczasowo, to kopnął mości Oriona w cztery litery.

– Coś w ten deseń, dał mi tydzień czasu, żeby się wynieść – potwierdził kwaśno młody mężczyzna. Olaf pokiwał głową i zaklął szpetnie.

– Opcja z zamkiem pewnie też nie wchodziła w grę – powiedział brodacz pod nosem.

– Wchodziła – odparł rycerz ku zaskoczeniu wszystkich. – Skąd to zdziwienie? Przecież wspominałem, że jestem władcą Ziem Marchijskich.

– Wstyd przyznać, ale myślałam, że bujasz – powiedziała Elein, patrząc na niego ze zdziwieniem. – Jak ci się to…

– Nie mogę ci odpowiedzieć na to pytanie – urwał stanowczo Orion. Dziewczyna skinęła głową, dusząc w sobie falę niezdrowej ciekawości.

– To dlaczego do cholery nie skorzystałeś z tej opcji?! Chłopie, przecież mogłeś tam bronić się w nieskończoność. Kimkolwiek Czarny by nie był, to tylko jeden człowiek! – rzekł głośno Olaf, niecierpliwie podskakując  na krześle.

– Bo to zupełnie nie w moim stylu! – powiedział stalowym głosem mąż herbu Niedźwiedzia. – Nie mam zamiaru narażać swoich bliskich! Nie mam też zamiaru zapuszkować się w zafajdanym zamku i aż do śmierci bać się z niego wyjść! Mam zamiar znaleźć na sukinsyna sposób, a jeśli mi się nie uda, to zebrać tak dużo informacji, że zrobi to ktoś następny! – zakończył uderzając pięścią w stół.

Zapadła cisza, podczas której Elein patrzyła się na młodego mężczyznę, nie mogąc oderwać wzroku. W jej spojrzeniu rysował się podziw i fascynacja. Determinacja barczystego rycerza, zaimponowała jej bardziej niż chciałaby głośno przyznać.  Mężczyzna zyskał w jej oczach, ostatecznie nadpisując nieudane pierwsze wrażenie.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o