Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 10

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Danheim – Gjallahorn

– Pozwólcie teraz was o coś zapytać – przerwał ciszę Orion, spoglądając na towarzyszy. – Jak bardzo wierzycie w moją opowieść?

– Ciężko powiedzieć, nie widać po tobie byś kłamał – uśmiechnął się Olaf, opierając się wygodniej na krześle – a jak zdążyliśmy się przekonać już wcześniej, bardzo łatwo jest to zauważyć.

Orionowi zrzedła nieco mina, ale niestety krytyka była w pełni uzasadniona. Obiecał sam sobie, że w przyszłości musi koniecznie nauczyć się sprawniej kłamać.

– Dodatkowo tym razem historia w miarę przyzwoicie trzyma się kupy – wzruszył ramionami brodaty mężczyzna.

– Myślę podobnie – powiedziała panna Wilhelm, zakładając ręce – nie wiem, czy jestem w stanie w to wszystko uwierzyć. Magia i klątwy to są relikty przeszłości jeszcze z czasów wiedźmy Moriany. Z drugiej strony mam wrażenie, że tym razem naprawdę wierzysz w to, co mówisz.

Na tym skończyli rozmowę i zeszli zjeść posiłek. Przy stole ustalili dalsze kroki. Jednogłośnie stwierdzili, że spróbują zbadać wszystkie fakty i plotki dotyczące rodu Genevieve, zwłaszcza te, które miały związek z jego upadkiem.

Proces niestety był dość powolny i przez pierwsze kilka tygodni nie dowiedzieli się absolutnie niczego wartego uwagi, a dalej nie było wcale lepiej. Sporo informacji było absolutnie bezużytecznych, a inne wykluczały się nawzajem. Jedynie Olaf robił postępy. Postępy w ubieganiu się o względy panny Elwiry. Można było to rozpoznać po coraz przyjaźniejszym nastawieniu kobiety do wojownika, jak również po coraz bardziej skąpych ubraniach, które nosiła o porach, kiedy do niej przychodził. Ostatecznie zaczęli nawet razem znikać gdzieś na zapleczu, a gdy już wracali, to z wypiekami na twarzy i lekko zdyszani. Miało to swoje plusy. Cała trójka dostała zniżkę na wynajem i posiłki.

Orion doczekał się listownej odpowiedzi od Romualda. Dostarczył ją niski szczupły mężczyzna o poważnej twarzy z wąsikiem. Rycerz zapłacił gońcowi, który sztywno skłonił się, szybko wyszedł z karczmy i wskoczył na konia natychmiast ruszając w drogę. Młodzieniec wbiegł na górę do pokoju, usiadł na łóżku i zapoznał się z treścią listu, która brzmiała następująco:

Orionie

Kilka tygodni temu zakończyliśmy przeprowadzkę. Mamy się tu dobrze i niczego nam nie brakuje, Ziemie Marchijskie to wspaniałe miejsce. Jestem zaskoczony w jak dobrym stanie jest zamek (ma zupełnie nową bramę!).  Niestety jest też kilka zagadek do rozwiązania. Zgodnie z opowieścią Pankracego, zamek nie był zamieszkany przez dłuższy czas, a mimo to powitała nas podejrzliwie milcząca służba, która prawie natychmiast wyniosła się w popłochu. Na tym na szczęście kończą się rzeczy niepokojące.

Teraz pozwolę sobie odpowiedzieć na twoje pytania. Zacznę od  tego dotyczącego mojego stanu zdrowia. Ile razy możesz o to pytać? Dobrze się czuje i na tym zakończmy ten temat! Drest również ma się dobrze, aczkolwiek ciągle dokucza mu kolano. Jeśli chodzi o matkę, niestety jej stan się nie zmienił.

Powinieneś nas odwiedzić, mała Ellie tęskni za tobą, jak i my wszyscy. Jeśli mam być szczery trochę się o nią niepokoje. Została wyrwana z grupy rówieśników oraz odcięta od Twojej opieki i muszę przyznać, że nie znosi tego najlepiej.

Znowu jest z nami Lanc. W najgorszych koszmarach nie zakładałem, że po przeprowadzce nadal będzie tak często mnie nękał. Przekazałem mu Twoje słowa, ale wydaje mi się, że nie uwierzył. Zbyt dobrze Cię zna. Jeśli naprawdę chcesz trzymać go z dala od zamieszania (co moim zdaniem jest nie w porządku), musisz wymyślić coś lepszego.

Jeśli chodzi o nasz Czarny problem, informacje, które uzyskałeś, są niezwykle interesujące, zwłaszcza hipoteza dotycząca mocy klątwy. Czy to możliwe, że oryginalnym celem byli potomkowie członków starożytnego zakonu? Jest to temat warty zbadania i w zasadzie nawet teraz wertuję stare zapiski dotyczące Wilków.

Niestety tym razem nie wniosę wiele do śledztwa. Przypomnę tylko, że jest jeszcze trop, który prowadzi do Pankracego. Jestem przekonany, że wie znacznie więcej, tylko z premedytacją zataił informacje. Musimy wymyślić dobry sposób jak je z niego wydusić.

Na zakończenie, mam bardzo dobrą wiadomość. Udało mi się znaleźć i zwerbować geniusza! Nazywa się Rob i na pewno zainteresuje Cię fakt, że jest między innymi wyśmienitym płatnerzem. Z tego powodu ponownie gorąco Cię namawiam na wizytę w Twoim nowym domu! Potrzebujesz dobrego sprzętu, jeśli chcesz poradzić sobie z Czarnym problemem!

P.S. Koniecznie przemyśl sprawę Lancelota, mam już go dość!

P. S. Wydaje mi się, że coś było nie w porządku z pieczęcią Twojego poprzedniego listu. Musisz rozważniej wybierać gońców!

Orion skończył czytać i z kamienną twarzą schował list, po czym wstał i szybko zszedł na dół, gdzie poprosił karczmarkę Elwirę o atrament. Nie oczekiwał dużo, dlatego bardzo się zdziwił, gdy dostał świeży tusz w bardzo ładnym kałamarzu. Orion nie zastanawiał się nad tym specjalnie długo. Zamiast tego trwał w ponurych rozmysłach dotyczących jego rodziny i ich nowego domu. Nie zwlekając, wrócił do pokoju. Już po chwili siedział i pisał odpowiedź bratu. “Romualdzie, zacznę od dobrych wieści, chyba znalazłem towarzyszy w walce z Czarnym. Wiąże się to bezpośrednio ze sprawą pieczęci.”, skończył zdanie, uśmiechając gorzko.

KONIEC DRUGIEGO ROZDZIAŁU

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o