Rozdział 3 Krwawa waśń – część 1

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

David Arkenstone – Bloodsail

Drużyna spędziła całą zimę w Genevieve. Niestety nawet nastąpienie wiosny nie przyspieszyło śledztwa, które wciąż nie dawało jednoznacznych rezultatów. Orion podliczył, że minęło już ponad cztery miesiące od momentu, kiedy przybyli do tego miasta. Za ten czas zdążył polubić i docenić towarzystwo swoich nowych kompanów, a w szczególności Elein. Dziewczyna była nieco rubaszna i nieokrzesana, ale też szalenie kompetentna, a jej niezłomny charakter napędzał całą drużynę do działania. Orion zdążył nawet polubić jej poczucie humoru. Niestety to przywiązanie znacząco utrudniało mu zrobić rzecz, którą odwlekał już od momentu, kiedy pojawiły się koszmary.

Orion nie wiedział, czy mary senne były elementem klątwy czy też nie. Przypominały mu natomiast dobitnie o tym, że kończy mu się czas.   Nieuchronnie zbliżał się kolejna walka z Czarnym Rycerzem.

Nową poszlakę w śledztwie Oriona przyniósł pewien piątkowy wieczór. Do karczmy wszedł żebrak, który czujnie rozejrzał się po pomieszczeniu. Do mężczyzny natychmiast podeszła z niezadowoloną miną Elwira.

– A tobie to czego tutaj trzeba?

– W spprr…sprawiee ogłoszennnia jestem – wyjąkał mężczyzna, trzęsąc się pod ciężkim spojrzeniem karczmarki.- Pppponoć tutaj ppppłacą zzzza, zzaaa…

– Już dobrze! – powiedziała z wyraźną irytacją, po czym wskazała ręką na odległy stolik, za którym siedział barczysty rycerz z rodu Niedźwiedzia. Sama szybko ruszyła do lady, którą z rozpędu zaczęła gniewnie szorować szmatką.

Nagradzanie za informacje o rodzie Genevieve było pomysłem Elein, który wszyscy natychmiast poparli. Jeszcze tego samego dnia Orion i Olaf zdzierali gardło na rynku Dzielnicy Handlowej, ogłaszając całemu Genevieve o pomyśle panny Wilhelm. Następnego dnia, nauczeni doświadczeniem, zatrudnili profesjonalnych krzykaczy. Od tego momentu w gospodzie zawsze pozostawała jedna osoba z drużyny, która oczekiwała na potencjalnych informatorów, w czasie kiedy pozostali szukali poszlak  metodą tradycyjną. Pomysł okazał się być bardzo trafiony, albowiem dyżurujący często otrzymywał bardzo wartościowe wieści, ale były też minusy. Do karczmy przychodził absolutnie każdy, w tym najczęściej żebracy. Tylko ze względu na Olafa udało im się udobruchać Elwirę na tyle, że przymykała na to oko. Jednak wszystko wskazywało na to, że niedługo nawet brodacz nie będzie w stanie już nic wskórać. Karczmarka z dnia na dzień robiła się coraz bardziej opryskliwa i cała trójka zgodnie ustaliła, że dyżury potrwają do końca tygodnia, a potem znajdą inne miejsce.

Dzisiaj dyżur pełnił Orion. Żebrak powoli sunął w jego stronę, czujnie rozglądając się dookoła. Zatrzymał się tuż przed jego stolikiem. Młody rycerz wskazał mu ręką krzesło naprzeciwko siebie, na które ten, po chwili zawahania, usiadł. Rozmowa była długa i męcząca, ponieważ informator straszliwie się jąkał i zacinał, jednak pod jej koniec, zaintrygowany młodzieniec z rodu Niedźwiedzia wyjął i rzucił mężczyźnie złotą monetę.

Przybysz opowiedział o pewnym ślepym żebraku o imieniu Aaron, który twierdził że pochodzi z rodu Genevieve. Twierdził to było mało powiedziane, zgodnie z relacją informatora, Aaron uwielbiał się tym przechwalać i wyciągał ten fakt przy każdej możliwej okazji. Oczywiście absolutnie nikt mu nie wierzył. Nie wierzył też i Orion, który słyszał o nim i z innych źródeł. Nie wierzył między innymi dlatego, że stosunkowo niedawno postanowił razem z Elein zweryfikować informacje. Złożyli wizytę w ratuszu miasta, gdzie znajdowało się szczegółowe drzewo genealogiczne rodu Genevieve. Było to ogromne płótno, które zajmowało całą ścianę w poczekalni ratuszu. Zostało ono przekazane dla miasta przez samą Cecylię. Niestety sam spód był obcięty, dlatego nie było widać aktualnego pokolenia, co, jeśli wierzyć Tobiasowi Barrelos, wynikało z pożaru. Zgodnie z jego relacją, dół był tak mocno przypalony, że nie było co ratować i jedynym rozsądnym rozwiązaniem było skrócenie płótna. Zarzekał się także, że nigdy nie słyszał o Aaronie z rodu Genevieve, a jednak temat wciąż powracał, zaś przewodniczący rady miasta nie był w oczach Oriona człowiekiem godnym zaufania.

Dzisiejszy informator był pierwszym, który wspomniał o rozległych oparzeniach na ciele ślepca. Twierdził, że mężczyzna pojawił się około pięć lat temu w dzielnicy biedoty, zwanej potocznie Chaszczami, co zgrywało się czasowo z pożarem w posiadłości. Nie powiedział natomiast, gdzie dokładnie można było Aarona znaleźć. Oczywiście mogła to być też kolejna ładna historyjka wymyślona na poczekaniu, ale z braku świeżych tropów Orion postanowił ponownie przyjrzeć się sprawie. Śledztwo wciąż tkwiło w martwym punkcie, a jemu kończył się czas.

Z myśli wyrwał go nagły harmider. Spojrzał w kierunku hałasu i zauważył wysokiego mężczyznę  o ostrych rysach twarzy, ubranego w aksamitny żupan. Młody arystokrata teatralnie gestykulował, krzycząc na karczmarkę.

– Ty chutliwa suko, gdzie on jest! Mów, bo pożałujesz, że się urodziłaś! – Szlachcic nerwowo zaczesał palcami swoje czarne włosy.

– Artur, uspokój się, straszysz mi klientów – powiedziała Elwira głosem pełnym lęku.

– Mów, gdzie on jest, albo cię obedrę z ubrania i batem oćwiczę! – zagroził głośno mężczyzna i zamachnął się ręką na karczmarkę, próbując wymierzyć cios w policzek. Orion, który już szedł w kierunku zamieszania, w tym momencie mocno przyśpieszył kroku. Wprawnie chwycił mężczyznę za kołnierz i odrzucił go w kierunku wyjścia. Szlachcic przywalił plecami i głową we framugę, ale szybko otrząsnął się.

– Coś ty za jeden! – wrzasnął wściekle, taksując czujnym spojrzeniem napastnika. Nagle w jego oczach mignął ogień zrozumienia.

– A więc to ten… To ty skurwiłeś moją pannę!! – krzyknął i błyskawicznie wyjął miecz.

Orion nie spodziewał się takiej reakcji, ale na szczęście ze względu na możliwy atak Czarnego Rycerza cały czas chodził przyodziany w zbroje i z mieczem przy pasie. Nie próbował dobyć broni, bo wiedział, że nie ma na to czasu. Zamiast tego uniósł lewą rękę, chroniąc głowę i szyję przed cięciem i szybko skrócił dystans. Dzięki temu miecz szlachcica trafił lekko i niedbale w chroniony pancerzem bark, a w tym samym czasie Orion wyprowadził mocny prawy cios sierpowy, a następnie lewy podbródkowy wymierzony w szczękę przeciwnika. Szlachcic zupełnie nie spodziewał się takiej kontry. Dobrych parę lat uczył się klasycznej szermierki, w której nie nauczono go jednak technik walki w zwarciu. Z jego perspektywy walka była już skończona w momencie, kiedy szybciej dobył miecza i w pewien sposób miał rację.

Nieprzytomny arystokrata bezwładnie osunął się na podłogę. Orion szybko podniósł jego miecz. W samą porę. Do karczmy wbiegło dwóch identycznych rosłych mężczyzn. Mieli taki sam skórzany pancerz oraz to samo uzbrojenie w postaci średniej wielkości drewnianej tarczy i topora. Mieli takie same fryzury, kolor włosów i twarze. Bliźniacy spojrzeli szybko na leżącego szlachcica, a potem na Oriona z mieczem w ręku i zawahali się wyłącznie ze względu na ten miecz. Zatrzymali się, wiercąc wzrokiem barczystego rycerza, który już zdążył ustawić się w pozycję obronną.

– Wiedziałem kurwa, że będzie problem. Mówię ci, szlachetka naturalną śmiercią nie umrze – powiedział jeden do drugiego. Jego brat skinął tylko głową i zwrócił się do Oriona, wskazując palcem na nieprzytomnego szlachcica.

– Czy ten przychlast żyje?

– Jest nieprzytomny, ale może mieć wstrząs mózgu – odparł beznamiętnie młody mężczyzna.

– Kurwa, całe szczęście – westchnął pierwszy, najwyraźniej nie rozumiejąc konsekwencji mocnego wstrząsu mózgu. – Jego ojczulek powyrywał by nam nogi z rzyci…

Najemnik spojrzał na brata z niezdecydowaniem.

– To co teraz robimy, próbujemy skasować gościa czy odklejamy szlachetkę od gleby?

– Orion, wszystko w porządku? – Usłyszeli za drzwiami męski głos. Jeden z mężczyzn rzucił okiem na zewnątrz i zobaczył Olafa uzbrojonego w tarczę i miecz.

– Przewagę liczebną trafił szlag, a dodatkowo jesteśmy zakleszczeni, jak puszczalska kurwa – pokiwał głową najemnik. – Zbieramy szlachetkę i spieprzamy. No chyba, że macie z tym kurwa jakiś problem? – zakończył mężczyzna, wyzywająco patrząc na Oriona.

– Nie mamy – odezwał się z tyłu Olaf. – Spieprzajcie.

Mężczyźni wydawali się być zadowoleni z takiego obrotu spraw, bo szybko schowali broń, podnieśli szlachcica z ziemi i ruszyli do drzwi. Tuż przed wyjściem jeden z nich obejrzał się.

– Widzę, że raczej swojscy chłopaki jesteście, to uprzedzam, że wrócimy. Młody, gniewny i nieprzytomny nie bardzo wie kiedy sobie odpuścić – rzucił, wskazując głową na Artura dostojnie wiszącego mu na ramieniu.

– Czy zabicie go rozwiąże ten problem? – zapytał rycerz z rodu Niedźwiedzia, mrużąc niebezpiecznie oczy.

– Nie bardzo – odpowiedzieli mężczyźni chórem, spoglądając na siebie. – Jego stary jest taki sam.

Najemnicy wyszli z gospody i ruszyli w stronę ratuszu miasta.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o