Rozdział 3 Krwawa waśń – część 2

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Steam Powered Giraffe – Heist Ho!

Karczma, która jeszcze przed chwilą była pełna ludzi, w czasie zamieszania zdążyła opustoszeć. Część gości uciekła do swoich pokoi, a reszta jak najszybciej opuściła lokal, kiedy nadarzyła się okazja. Informator Oriona również zdążył się ulotnić, co mężczyzna z bólem zauważył dopiero teraz.

Elwira, cała blada i trzęsąc się ze strachu, wskazała palcem na rycerza.

– Coś ty najlepszego zrobił?

– Uratowałem twoją twarz, a potem swoje życie – odparł lekko zbaraniałym głosem. Karczmarka usiadła, trzęsąc obfitym biustem i położyła rękę na czole:

– Czy ty wiesz chociaż, kto to był? – zapytała przestraszona.

– Zapewne twój przeszły, a może nawet teraźniejszy kochanek? – odgryzł się Orion. Czuł się lekko urażony zachowaniem kobiety, której, jego zdaniem, właśnie pomógł.

– Zaraz, jak to! – wtrącił rozgniewany Olaf. – Mówiłaś, że oprócz mnie nie ma nikogo innego?

– Bo nie ma! – syknęła Elwira. – Z nim byłam kiedyś, ale był niezrównoważony, więc go rzuciłam… Listownie… dwa dni temu..

– Że co?! – zawołał oburzony Olaf. W tym momencie do karczmy wróciła Elein.

– Chyba coś mnie ominęło – powiedziała, widząc grobowe miny obecnych.

– Ależ skąd, zdążyłaś na najlepszy moment – powiedział Orion z udawaną radością. – Dramat już jest, brakuje tylko piwa i dobrej zakąski! – Zerknął na karczmarkę z nadzieją. W zamian został przeszyty na wylot nienawistnym spojrzeniem.

– Od jak dawna?! – zapytał ze złością Olaf. Elwira, która już w miarę odzyskała fason, iście teatralnie udała zdziwienie.

– Nie zgrywaj się, od jak dawna byłaś z tym szlachetą?! – nie dał się zbić z tropu brodacz. Karczmarka z całych sił grała na zwłokę, próbując coś wymyślić, ale w końcu poddała się.

– Dłużej niż z tobą…

– Co?!

– No nie złość się, naprawdę chciałam go rzucić! – szybko powiedziała, widząc morderczy wzrok Olafa.

– Opowiadaj, JUŻ! – zagrzmiał wściekłe mężczyzna, trzęsąc ze złości brodą. Kobieta popatrzyła na Elein z nadzieją, jednak na jej twarzy nie odnalazła absolutnie niczego, na co mogłaby liczyć, więc westchnęła tylko smutnie i zaczęła snuć opowieść:

– Z Arturem związałam się jakiś rok temu… – Olaf mocno wciągnął powietrze. – Pochodzi z rodu Czapli, który jest bardzo zamożny i wpływowy. W tej okolicy ustępowali tylko rodowi Genevieve, a ich bogactwo…

Elwira urwała widząc czerwoną od złości twarz Olafa, odchrząknęła lekko i zmieniła nieco temat:

– Na początku układało nam się świetnie. Artur często przyjeżdżał i był wtedy taki szarmancki. Namieszał mi w głowie. Sprawił, że uwierzyłam, że mimo różnicy wieku możemy być razem.

Karczmarka westchnęła i pokazowo wytarła chusteczką kącik oka.

– Po kilku miesiącach odwiedzał mnie coraz rzadziej, a kiedy już, to był w kółko wściekły – wznowiła opowieść, starając się nie patrzeć na Olafa – na mnie, na sytuację swojego rodu… na wszystko! Wtedy zorientowałam się, że raczej nie przerodzi się to w nic poważnego. Oczywiście pisał listy. Bardzo poetyckie listy, w których znowu i znowu wyznawał miłość. Tłumaczył się w nich, że jego rodzina ma chwilowe problemy i on sam musi dołożyć wszelkich starań, żeby znowu mogli złapać wiatr w żagle…

– I wtedy rzuciłaś go? – zapytała panna Wilhelm z niesmakiem.

– Nie rzuciła – warknął kwaśno brodacz. – Zrobiła to dopiero dwa dni temu. Listownie. Kontynuuj Elwira!

Elein patrzyła z niedowierzaniem i wstrętem na karczmarkę. Twarz Elwiry pod naciskiem tego spojrzenia poczerwieniała ze wstydu i złości.

– Nie macie prawa mnie osądzać! Nie wiecie, przez co wtedy przechodziłam! Interes znowu podupadał, a mi brakowało faceta! Tak, prawdziwego faceta, a nie chędożonego romantyka z listów! Co to ma być za związek, jeśli mogliśmy się widzieć jedynie raz na dwa tygodnie, a kiedy już był, to zmieniał moje życie w piekło?

– Rozumiem, to dlaczego go nie rzuciłaś? – przerwała beznamiętnie Elein.

– Bo to nie takie proste! Nie chciałam mu zrobić krzywdy, nie chciałam mu jeszcze bardziej komplikować sytuacji – tłumaczyła się Elwira, załamując ręce. – Nie chciałam też sama zostać skrzywdzona! Nie da się go opanować kiedy wpada w szał! Starałam się, żeby moje… nowe miłostki były przelotne… Do cholery! Miałam swoje fizyczne potrzeby i potrzebowałam kogoś, kto byłby w stanie je zaspokoić! Nic więcej, nie było mowy o zdradzie duchowej.

Panna Wilhelm głośno parsknęła śmiechem. Karczmarka zaczerwieniła się jeszcze bardziej, ale tym razem nie dała się zbić z tropu.

– Ale wtedy… Wtedy pojawiłeś się ty, Olaf. Ponownie myślałam, że to będzie tylko przelotne, ale ty… – przerwała, patrząc się z pożądaniem mężczyźnie prosto w oczy – ty sprawiłeś, że stałam się całkowicie twoja. Kiedy wreszcie to zrozumiałam, nieustannie myślałam, żeby rzucić Artura, ale nie było to takie proste. Musiałam zebrać w sobie bardzo dużo odwagi. On jest szalony, rozumiesz?

– Mam dwa pytania – powiedział wojownik głosem całkowicie wypranym z emocji. – Czy nadal widywałaś się z Arturem, kiedy byliśmy razem?

Elwira przygryzła wargę i chwilę zwlekała, ale ostatecznie skinęła głową. Zerknęła na Olafa obawiając się jego gniewu, ale zobaczyła coś, co przeraziło ją znacznie bardziej. Rozczarowanie.

– Ostatnie pytanie, czy z nim wtedy sypiałaś?

Karczmarka w pierwszym odruchu chciała zanegować, ale czuła że to wypłynie. Znała Artura, wiedziała, że wróci i znowu może dojść do sytuacji, której ona nie będzie w stanie przewidzieć. Ponownie westchnęła i skinęła głową. Olaf nie odpowiedział nic, po prostu obrócił się i poszedł na górę. Elein i Orion skwapliwie ruszyli za nim. Jak tylko weszli do pokoju, zobaczyli, że mężczyzna zaczął pakować rzeczy. Niedługo myśląc dołączyli do kompana i już za kwadrans zeszli schodami przygotowani do opuszczenia lokalu.

Elwira stała dokładnie w tym samym miejscu, co wcześniej. Trójka ruszyła do wyjścia, co wyrwało karczmarkę z letargu. Szybko podbiegła do nich z paniką w oczach.

– Zaraz! Zaraz! A co ze mną? – wykrzyczała, chwytając Olafa za rękę.

Brodaty wojownik zatrzymał się nie zaszczycając kobiety spojrzeniem.

– Powiedz Arturowi, że znajdzie mnie w karczmie “Gruby Smok”. Żegnaj.

– Poczekaj! – powiedziała Elwira, usilnie szukając powodu, żeby ich zatrzymać – Nie rozliczyliśmy się do końca… Dokładnie tak, muszę obliczyć, ile powinniście zapłacić.

– Łap – powiedziała panna Wilhelm, rzucając kobiecie mieszek. – Jest tam siedem sztuk złota, reszty nie trzeba.

Karczmarka stała zbaraniała z pieniędzmi w rękach, kiedy trójka towarzyszy opuszczała lokal. Patrzyła w otępieniu, jak wyprowadzają konie ze stajni, a następnie poprawiają siodła i juki. W końcu wskoczyli na wierzchowce i ruszyli truchtem przez miasto. Kobieta usiadła bezradnie na podłodze, a z jej oczu pociekły łzy.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o