Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 12

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Steam Powered Giraffe – Heist Ho!

Karczma, która jeszcze przed chwilą była pełna ludzi, w czasie zamieszania zdążyła opustoszeć. Część gości uciekło do swoich pokoi, a reszta, kiedy nadarzyła się okazja jak najszybciej opuściła lokal. Informator Oriona również zdążył się ultonić, co mężczyzna z bólem zauważył dopiero teraz.

Elwira cała blada i trzęsąc się ze strachu wskazała palcem na rycerza.

– Coś ty najlepszego zrobił?

– W skrócie uratowałem twoją twarz, a potem swoje życie. – odparł lekko zbaraniałym głosem. Karczmarka usiadła trzęsąc obfitym biustem i położyła rękę na czole, po czym spojrzała na młodego mężczyznę.

– Czy ty wiesz chociaż, kto to był? – powiedziała przestraszona.

– Zapewne twój przeszły, a może nawet teraźniejszy kochanek? – odgryzł się Orion. Czuł się lekko urażony zachowaniem kobiety, której jego zdaniem właśnie pomógł.

– Zaraz, jak to?- wtrącił rozgniewany Olaf. – Mówiłaś, że oprócz mnie nie ma nikogo innego?

– Bo nie ma! – syknęła Elwira. – Z nim byłam kiedyś, był niezrównoważony, więc go rzuciłam… – przerwała zastanawiając się chwilę. –  Listownie.. dwa dni temu..

– Że co? – zawołał oburzony Olaf. W tym momencie do karczmy wróciła Elein.

– Chyba coś mnie ominęło? –  powiedziała widząc miny obecnych.

– Ależ skąd, zdążyłaś na najlepszy moment. – powiedział Orion z udawaną radością. –  Dramat już jest, brakuje tylko piwa i dobrej zakąski! – zakończył spoglądając na karczmarkę z nadzieją. W zamian został przebity nienawistnym spojrzeniem.

– Od jak dawna?! – zapytał ze złością Olaf. Elwira, która już w miarę odzyskała fason, iście teatralnie udała zdziwienie.

– Nie zgrywaj się, od jak dawna byłaś z tym szlachetą?! – nie dał się zbić z tropu brodacz. Karczmarka z całych sił grała na zwłokę, próbując coś wymyślić, ale w końcu poddała się.

– Dłużej niż z tobą..

– Co?!

– No nie złość się, naprawdę chciałam go rzucić!  – szybko powiedziała widząc mordercze spojrzenie Olafa.

– Opowiadaj, JUŻ! – zagrzmiał wściekłe mężczyzna, trzęsąc ze złości brodą. Kobieta spojrzała na Elein z nadzieją, jednak na jej twarzy nie odnalazła absolutnie niczego, na co mogłaby liczyć, więc westchnęła tylko smutnie i zaczęła snuć opowieść.

– Z Arturem związałam się jakiś rok temu.. – rzekła, a wojownik mocno wciągnął powietrze. – Pochodzi z rodu Czapli, który jest bardzo zamożny i wpływowy. W tej okolicy ustępowali tylko rodowi Genevieve, a ich bogactwo.. – Elwira urwała widząc czerwone od złości oczy Olafa, odchrząknęła lekko i zmieniła nieco temat. – Na początku układało nam się świetnie. Artur często przyjeżdżał był wtedy taki szarmancki. Namieszał mi w głowie. Sprawił, że uwierzyłam, że mimo różnicy wieku możemy być razem.

Karczmarka westchnęła pokazowo wycierając chusteczką kącik oka.

– Po kilku miesiącach odwiedzał mnie coraz rzadziej, a kiedy już, to był w kółko wściekły. – wznowiła opowieść starając się nie patrzeć na Olafa. – Na mnie, na sytuację swojego rodu.. na wszystko!  Wtedy zorientowałam się, że raczej nie przerodzi się to w nic poważnego. Oczywiście pisał listy, bardzo poetyckie listy, w których znowu i znowu wyznawał miłość. Tłumaczył się w nich, że jego ród ma chwilowe problemy i musi dołożyć wszelkich starań, żeby jego rodzina mogła ponownie złapać wiatr w żagle..

– I rzuciłaś go? – zapytała panna Wilhelm.

– Nie rzuciła. – warknął kwaśno brodacz. – Zrobiła to dopiero dwa dni temu..listownie. Kontynuuj Elwira!

Elein patrzyła z niedowierzaniem zmieszanym ze wstrętem na karczmarkę. Twarz Elwiry pod naciskiem tego spojrzenia poczerwieniała ze wstydu i złości.

– Nie macie prawa mnie osądzać! Nie wiecie, przez co wtedy przechodziłam! Interes znowu podupadał, a mi brakowało faceta! Tak, prawdziwego faceta, a nie chędożonego romantyka z listów!! Co to ma być za związek, jeśli mogliśmy się widzieć jedynie raz na dwa tygodnie, a kiedy już był, to zmieniał moje życie w piekło?

– Rozumiem, to dlaczego go nie rzuciłaś? – przerwała beznamiętnie Elein.

– Bo to nie takie proste! Nie chciałam mu zrobić krzywdy, nie chciałam mu jeszcze bardziej komplikować sytuacji. – tłumaczyła się Elwira załamując ręce. – Nie chciałam też sama zostać skrzywdzona!  Nie da się go opanować kiedy wpada w szał! Starałam się, żeby moje.. nowe miłostki były przelotne.. Do cholery! Miałam swoje fizyczne potrzeby i potrzebowałam kogoś, kto byłby w stanie je zaspokoić! Nic więcej, nie było mowy o zdradzie duchowej..

Panna Wilhelm głośno parsknęła śmiechem. Karczmarka zaczerwieniła się jeszcze bardziej, ale tym razem nie dała się zbić z tropu.

– Ale wtedy.. Wtedy pojawiłeś się ty, Olaf. Ponownie myślałam, że to będzie tylko przelotne, ale ty… – przerwała patrząc się z pożądaniem mężczyźnie prosto w oczy. – Ty sprawiłeś, że stałam się całkowicie twoja. Kiedy wreszcie to zrozumiałam, nieustannie myślałam, żeby rzucić Artura, ale nie było to takie proste. Musiałam zebrać w sobie bardzo dużo odwagi. On jest chory, rozumiesz?

– Mam dwa pytania. – powiedział wojownik głosem całkowicie wypranym z emocji. – Czy nadal widywałaś się z Arturem, kiedy byliśmy razem?

Elwira przygryzła wargę i chwilę zwlekała, ale ostatecznie skinęła głową. Spojrzała na Olafa bojąc się jego gniewu, ale zobaczyła coś, co przeraziło ją znacznie bardziej. Rozczarowanie.

– Ostatnie pytanie, czy z nim wtedy sypiałaś?

Karczmarka w pierwszym odruchu chciała zanegować, ale czuła że to wypłynie. Znała Artura, wiedziała, że wróci i znowu może dojść do sytuacji, której ona nie będzie w stanie przewidzieć. Ponownie westchnęła i skinęła głową. Olaf nie odpowiedział nic, po prostu obrócił się i poszedł na górę. Elein i Orion ruszyli za nim. Zobaczyli, że mężczyzna zaczął pakować rzeczy. Niedługo myśląc dołączyli do kompana i już za kwadrans zeszli schodami przygotowani do opuszczenia lokalu.

Elwira stała dokładnie w tym samym miejscu, co wcześniej. Trójka ruszyła do wyjścia, co wyrwało karczmarkę z letargu. Szybko podbiegła do nich z paniką w oczach.

– Zaraz! Zaraz!! A co ze mną? – wykrzyczała chwytając Olafa za rękę.

Brodaty wojownik zatrzymał się nie zaszczycając kobiety spojrzeniem.

– Powiedz Arturowi, że znajdzie mnie w karczmie “Gruby Smok”, żegnaj.

– Poczekaj! – powiedziała Elwira, usilnie szukając powodu, żeby ich zatrzymać – Nie rozliczyliśmy się do końca.. Dokładnie tak, muszę obliczyć, ile powinniście zapłacić..

– Łap. – powiedziała panna Wilhelm rzucając kobiecie mieszek. – Jest tam dziesięć sztuk złota, reszty nie trzeba.

Karczmarka stała zbaraniała z pieniędzmi w rękach, kiedy trójka towarzyszy opuszczała lokal. Patrzyła w otępieniu, jak wyprowadzają konie ze stajni, a następnie poprawiają siodła i juki. W końcu wskoczyli na wierzchowce i ruszyli truchtem przez miasto. Kobieta usiadła bezradnie na podłodze, a z jej oczu pociekły łzy.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o