Rozdział 3 Krwawa waśń – część 3

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Marcin Przybyłowicz, Percival – Back On The Path!

Kompani niespiesznie jechali w kierunku bramy zachodniej. W trakcie podróży Orion cicho streścił dziewczynie wydarzenia w karczmie. Wspomniał też o kolejnym tropie, który prowadził do żebraka Aarona.

– Chyba nie zostaje nam nic lepszego, jak sprawdzić Chaszcze. Miejmy nadzieję, że tym razem pójdzie lepiej niż poprzednio – odparła Elein, krzywiąc wargi. Rycerz milcząco przytaknął i zamyślił się.

– Zastanawia mnie, co się stanie, jeśli w karczmie “Gruby Smok” nie będzie miejsca – szepnął do dziewczyny.

– Nie wiem – odparła cicho. – Pewnie trzeba będzie wrócić do Elwiry i odegrać cały spektakl jeszcze raz. Coś w stylu “Przepraszam, ale Artur znajdzie mnie jednak w innej karczmie, na razie”.

Orion zakaszlał próbując zdusić śmiech. Ostatnim, czego teraz pragnął, było obniżenie morale Olafa jeszcze bardziej.

Pozostałą drogę do karczmy spędzili w milczeniu. Na miejscu zsiedli z wierzchowców, uwiązali je do drewnianego konowiązu i pośpiesznie weszli do gospody. Podeszli prosto do karczmarza.

– Poprosimy dwa pokoje – wycedził brodacz do mężczyzny za ladą.

– Nie ma, wczoraj skończyły się – odparł beztrosko chudy mężczyzna z odstającymi uszami, przecierając szklankę brudnym ręcznikiem.

– No i wykrakałeś – wyszeptała panna Wilhelm rycerzowi do ucha.

– Jak to nie ma?! – zapytał oburzony wojownik. Dzień układał się zupełnie nie po jego myśli, dlatego coraz gorzej nad sobą panował.

– Paanie, nie denerwuj się pan – odburknął pojednawczo karczmarz. – Turniej będzie, to i miejsc nie ma.

– Zupełnie o tym zapomnieliśmy – przytaknęła zmartwiona Elein. – Musimy szybko znaleźć nowy nocleg, bo niedługo nie będziemy mieli gdzie się zatrzymać w całym Genevieve.

– Jaki znowu turniej?! – zapytał Olaf, łypiąc wściekle na swoich towarzyszy.

– Rycerski turniej – odparł lakonicznie młodzieniec z rodu Niedźwiedzia. – Co roku organizują turniej ku pamięci Wilków, pamiętasz? – dodał szybko, widząc morderczą minę mężczyzny.

Brodacz szpetnie zaklął, po czym usiadł bezradnie przy ladzie i wbił błagalne spojrzenie w swoich towarzyszy.

– Czy ktoś z was ma jakiś pomysł, jak mogę to odkręcić? – rzekł, wskazując na zdziwionego karczmarza.

– Ale co ty chcesz odkręcić? – zmarszczyła czoło Elein.

– Wszystko odkręcić – pokiwał głową Olaf, zaciskając zęby – ale na razie wystarczy mi rozwiązanie problemu braku pokoju, w tym oto miejscu. Przypominam, żem zdążył już obrócić jęzorem o jeden raz za dużo przy Elwirze i teraz będzie się mnie tu spodziewać.

– Tak na szybko to mamy dwie możliwości – powiedział Orion, kładąc ręce na bokach. – Pierwsza – spojrzał wymownie na Olafa – wrócić do Elwiry i powiedzieć, że będziemy jednak w innym miejscu…

– Absolutnie wykluczone! – urwał niski wojownik, gestykulując wściekle. – Już wystarczająco straciłem tam twarz!

– Może pójść ktoś z nas… – spróbowała panna Wilhelm, pokazując głową na siebie i na Oriona.

– Nie! Ta opcja absolutnie odpada! – przerwał jej szybko. – Jeszcze jakiś pomysł?

– Tak – odparł krępy rycerz. – Możemy poprosić lub wynająć kogoś w tej karczmie. Osoba ta przekaże wiadomość Arturowi, że będziemy w innym miejscu…

– To jest dziecinne… – próbowała wtrącić dziewczyna, ale Olaf natychmiast jej przerwał.

– Świetny pomysł! Karczmarzu, czy zechciałbyś przekazać pewne informacje?

– To zależy – odparł chudy, wciąż szorując szkło. – Mam dość kiepską pamięć.

– Szkoda – powiedział beznamiętnie Orion – bo ci, którzy przyjdą nas szukać, jeśli nas nie znajdą, mogą się nieco zdenerwować, a nie wyglądają na takich, co trzymają emocje głęboko w sobie, jeśli wiesz, co mam na myśli.

Karczmarz przestał szorować szkło i popatrzył na przybyszów z politowaniem.

– Mam się bać? Paanie, ja mam na stałe najemników wynajętych i widziałbyś, jakie burdy potrafią ogarnąć.

– Zapytaj ich, czy będą w stanie ogarnąć rozszalałego Artura herbu Czapla razem z jego obstawą – wtrąciła surowo Elein. Mężczyzna zbladł i pokiwał głową z niedowierzaniem. Chwilę otwierał i zamykał usta niczym ryba, którą fala niespodziewanie wyrzuciła na ląd.

– Ale żeście wpadli jak stara Cecylia w szambo za monetą – rzekł wreszcie z udawanym współczuciem. – Tak mi was szkoda, że aż wyświadczę wam tę przysługę za darmo. Jak znajdziecie zakwaterowanie, to niechże który z was przyjdzie i powie gdzie was szukać.

Trójka podróżników odwróciła się i ruszyła do wyjścia.

– Koniecznie wróćcie! Spróbujcie też szczęścia z pokojami w “Lisek Chytrusek”, powiedzcie, że przychodzicie z pozdrowieniami od Leo! – rzucił jeszcze na pożegnanie karczmarz z lekką paniką w głosie.

Kompani udali się do polecanej przez mężczyznę gospody nie od razu. Wcześniej przerobili kilka karczm w lepszych częściach miasta, ale wszędzie napotykali podobną sytuację jak w “Grubym Smoku”. Wreszcie poddali się i ruszyli w kierunku bramy wschodniej, do Dzielnicy Rzemieślniczej. Był to najmniej spokojny obszar ze wszystkich innych znajdujących się w obrębie murów miasta. Zdaniem strażników miejskich dzielnica była w stu procentach bezpieczna, aczkolwiek jak sami przyznawali, te statystyki nie obejmowały bójek w karczmach. Sam komendant Valerian często mawiał, że porządny mieszczanin po ciężkim dniu w pracy musi lać do mordy i po mordach.

Kiedy drużyna dotarła wreszcie do gospody “Lisek Chytrusek”, za ladą powitał ich łysy, gburowaty jegomość.

– Czego tu? – burknął nieprzyjaźnie.

– Nam też jest niezmiernie miło – odparła zirytowanym głosem Elein, mocno znużona poziomem chamstwa u napotykanych karczmarzy. – Potrzebujemy dwóch pokoi.

– Nie ma – odburknął oszczędnie łysy.

– Jeśli to kwestia ceny… – zaczął Orion.

– Mówię, że nie ma – przerwał mu szorstko karczmarz. – Wyśta chyba z nieba pospadali, że dwa dni przed turniejem przyjeżdżata i liczyta na pokój.

– Eh… niech to szlag… przychodzimy z pozdrowieniami od Leo – powiedziała niechętnie dziewczyna.

– A no to trza tak od razu – odparł nieco przyjaźniej łysy. – Mam wolny pokój z trzema łóżkami.

– To może znajdzie się jeszcze jeden? – Rycerz przyglądał się karczmarzowi badawczo.

– Drugiego to nawet jakby Leo tu był, byście nie dostali – odburknął łysy. – Bierzeta czy nie?

– Bierzemy! – powiedziała szybko dziewczyna, obawiając się, że mężczyzna nagle się rozmyśli. Spodziewali się bardzo wysokiej ceny za wynajem, ale zostali pozytywnie zaskoczeni. Najwidoczniej miało to coś wspólnego z Leo, bo chwilę po odejściu od lady usłyszeli, jak jeden z przybyłych na turniej rycerzy siarczyście wyklinał zdzierstwo gospodarza.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o