Rozdział 3 Krwawa waśń – część 4

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Brandon Fiechter – Wild Boar’s Inn

Po zakwaterowaniu się, Orion wrócił do karczmy “Gruby smok”, gdzie przekazał Leo ich aktualne umiejscowienie, co bardzo karczmarza ucieszyło. Kiedy wrócił, trafił w sam środek kłótni. Panna Wilhelm stała w rozkroku, trzymając ręce na bokach i gniewnie patrzyła z góry na niskiego wojownika, który jednak nie wydawał się być tym przytłoczony.

– Chyba zapomniałeś po co tutaj przyjechaliśmy! Olaf, gadaliśmy na ten temat i mówiłeś, że z Elwirą będzie inaczej! – burzyła się Elein.

– Wszystko pamiętam i wszystko wiem, po prostu dzisiaj mam okropny dzień i potrzebuję chwili spokoju! – odwarknął brodacz, po czym wyszedł z komnaty wymijając Oriona w drzwiach. Młody rycerz spojrzał na dziewczynę.

– Co tu się stało?

Elein machnęła ręką i zaczęła chodzić w te i wewte.

– Do jasnej cholery! Przed wyjazdem do Genevieve pytałam go, czy obiecuje się tym razem pilnować! – wybuchnęła nagle. – A ten oczywiście, zapewniał mnie, że wszystko będzie dobrze. Gdybym wiedziała, to bym wzięła ze sobą starego Ricka.

– Czekaj bo nie bardzo rozumiem – odparł mężczyzna, wchodząc wreszcie do pomieszczenia i siadając na swoim łóżku.

– Myślisz, że to pierwszy raz, kiedy on wpakował się w takie szambo?! – warknęła ze złością.

– Elein, spokojnie. Nic nie myślę, bo nic nie wiem – powiedział pojednawczo Orion, unosząc ręce.

– Przepraszam… Po prostu, nie myślałam, że drugi raz wpadniemy do tego samego dołu – westchnęła, a widząc że mężczyzna nadal patrzy wyczekująco, usiadła przy nim.

– To nie jest pierwszy raz, kiedy lądujemy z Olafem w takiej sytuacji – podjęła temat. – Stary Olaf łączy w sobie cholernego romantyka z wyjątkowo fatalnym gustem do kobiet, które często wybiera przyrodzeniem! Zwykle nie przeszkadza mi to, ale ta misja… Jest bardzo, bardzo ważna.

Dziewczyna urwała załamując ręce. Orion nie ponaglał.

– Obiecał mi, że tym razem będzie inaczej – wznowiła po dłuższej chwili – a ja mu uwierzyłam, bo był bliskim przyjacielem mojego ojca i myślałem, że z tego powodu potraktuje sprawę poważnie. Pamiętasz, kiedy dostawiał się do Elwiry pierwszy raz? – Elein spojrzała na rycerza, który przytaknął. – Odbyłam z nim kolejnego dnia długą rozmowę. Zarzekał mi się, że wie co robi. “Spokojna głowa Panienko, to jest chwilowa miłostka, nie będzie najmniejszego problemu” – powiedziała przedrzeźniając styl mówienia brodacza. – Uwierzyłam, bo ona mi też nie wyglądała na materiał do małżeństwa. Niech to szlag. Tak to bywa, kiedy mężczyzna zamiast głową, zaczyna myśleć ch… sercem – poprawiła się Elein w ostatniej chwili. Orion odchrząknął.

– Mi również nie w smak jest nasz mały zatarg z rodem Czapli. Nie mamy na to ani ludzi, ani czasu. Niemniej jednak, właśnie z tego powodu musimy przełożyć w czasie nasze nieporozumienia. Chodźmy poszukać Olafa, musimy podnieść jego morale, inaczej lepiej będzie, żeby wracał do domu i to szybko.

Dziewczyna spojrzała niespokojnie na młodego rycerza.

– Spodziewasz się niedługo ataku Czarnego?

– Owszem, a musimy jeszcze znaleźć Aarona, zakończyć mój zatarg z Arturem herbu Czapli i wynieść się jak najszybciej z tego miasta. Trzeba przygotować miejsce pod walkę. Może rozwiązaniem będzie się rozdzielić…

– Błagam cię, chociaż ty dzisiaj daj spokój – przerwała Elein zmęczonym tonem. – Ustaliliśmy sobie, że pracujemy razem i to się nie zmieniło. Udało nam się nawet wypracować pewne wzajemne zaufanie i ostatnie miesiące nikt cię nie pilnuje jak dziecka. Po co to psuć?

– Wiem, ale cały czas mam wrażenie, że nie do końca zdajecie sprawę, w co się wpakowaliście – odparł twardo Orion.

– I pewnie masz rację, ale to jest nasz wybór i nikt ci nie będzie miał za złe, jeśli coś się stanie. No dalej, już to przecież przerabialiśmy – tupnęła niecierpliwie nogą dziewczyna.

– No dobrze – odparł pojednawczo. – To co, próbujemy pozbierać Olafa?

– Myślę, że trzeba dać mu chwilę.

– Jemu? – zapytał podejrzliwie rycerz.

– No dobrze, mi – skrzywiła się Elein, załamując ręce. – Trochę boję się, że jak teraz znowu do niego pójdę, to skończy się kolejną awanturą. Wiesz, nie chciałam mu robić wyrzutów. Chciałam tylko przekazać ważne informacje i źle to poszło.

– To zrobimy tak, ty zostań i odpocznij, a ja przejdę się na dół i z nim pogadam – odparł mąż herbu Niedźwiedzia, podnosząc się z łóżka. Dziewczyna skinęła głową. Orion położył dłoń na jej barku i ścisnął pokrzepiająco.

– Będzie dobrze – rzekł z uśmiechem, po czym zabrał rękę i ruszył do drzwi.

– Orion – powiedziała Elein dziwnie miękko. Mężczyzna obrócił się i spojrzał na nią wyczekująco. Odpowiedziała mu spojrzeniem pełnym emocji i wdzięczności.

– Ja… rzeczywiście trochę potrzebuję odpoczynku – rzekła, odwodząc wreszcie wzrok. Młody rycerz odniósł wrażenie, że nie były to słowa, które chciała wypowiedzieć, ale postanowił nie drążyć tematu.

– Dobranoc – powiedział, po czym zamknął drzwi i ruszył schodami na dół.

W karczmie było bardzo tłoczno. Orion długo szukał wzrokiem Olafa, manewrując między podchmielonymi gośćmi. Znalazł go w tylnym rogu gospody. Stało nad nim dwóch krzepkich mężczyzn, którzy mocno gestykulowali. Jeden był wysoki i nieco przy tuszy. Jego lekko nalaną twarz ozdabiał gruby czarny wąs, który czynił go podobnym do morsa. Drugi był niższy o głowę i całkowicie łysy. Orion szybko ruszył w kierunku stolika.

– Koleś, mówiłeś, że czekasz na kogoś, a w rzeczywistości siedzisz sam i żłopiesz piwsko. Nas jest tutaj dwóch, więc nam się miejsce bardziej należy. Mówię ci po raz ostatni. Zjeżdżaj!

– Źle u was z tym liczeniem, panowie. Według mnie, jest nas dokładnie tyle samo, co was – powiedział rycerz, stając tuż za mężczyznami.

– Coś ty kurwa za jeden? – odparł łysy, obracając się do przybysza.

– Orion herbu Niedźwiedzia. To teraz odwalicie się wreszcie, czy mam wam pomóc?

Łysy warknął, szykując się do ataku, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić jego wąsaty kolega chwycił go za ramię.

– Nic tu po nas Ian, chodźmy.

– Ale dlaczego, przecież…

– Chodź! – warknął i pociągnął go do wyjścia. Kiedy wyszli z knajpy, Ian wyszarpnął się i odepchnął przyjaciela.

– Do reszty zdurniałeś? Dajesz się pomiatać jakiemuś szlachetce?

– Skoro już koniecznie chcesz kłapać dziobem, to zamiast pieprzyć głupoty lepiej mi podziękuj, bo nawet nie wiesz z jakiego łajna nas właśnie wyciągnąłem.

– No to mnie kurwa wtajemnicz! – nie odpuszczał łysy.

– To był finalista zeszłorocznego turnieju króla Artura Trzeciego w Wintonian – odparł wąsaty, pokazując palcem w kierunku karczmy. Iana zatkało na moment. Dopiero teraz sobie przypomniał, w jakim kontekście słyszał imię wysokiego rycerza. Po chwili jednak znowu odzyskał rezon.

– To może sobie zmyślił imię, ja przecież też mogę ochrzcić się Lancelotem.

– Nie wymyślił, byłem tam i widziałem jak walczył. Lancelot był lepszy o włos.

– Co? – zdumiał się mężczyzna. Nie mógł uwierzyć w to co właśnie usłyszał.

– A gówno! – odparł wąsaty. – To teraz lepiej postaw mi piwo z łaski swojej, bo tylko dzięki mnie twoje flaki zostały tam gdzie być powinny.

Łysy mężczyzna nie próbował się więcej kłócić, tylko rzucił jeszcze ostatnie spojrzenie na karczmę, po czym wytarł chłodny pot z czoła.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o