Rozdział 3 Krwawa waśń – część 5

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Adam Skorupa – A Watering Hole In The Harbor

Orion usiadł naprzeciwko ponurego Olafa, który wyglądał na lekko wstawionego.

– Dzięki za pomoc. Ten cholerny dzień zupełnie mi się nie układa. Najpierw zmarnowałem kupę czasu na bezowocne śledztwo, tylko po to, żeby wrócić do karczmy w sam środek zamieszania, gdzie dowiedziałem się, że moja dziewczyna się puszcza i to patrząc zarówno z mojej perspektywy, jak i z perspektywy tego szlachetki Amora.

– Artura – odruchowo poprawił Orion.

– A pies mu mordę lizał! Jakbym miał go teraz tutaj… – pieklił się Olaf. Orion w milczeniu słuchał coraz wymyślniejsze wyzwiska skierowane w personę Artura z rodu Czapli.

– Czy coś państwu podać? – weszła brodaczowi w słowo kelnerka, która nagle pojawiła się tuż obok stolika.

– Piwska! – zagrzmiał brodacz. – Dużo i szybko!

Zgrabnie rzucił kelnerce złotą monetę. Dziewczyna szybko sprawdziła ją na ząb, po czym pognała na zaplecze. Za chwilkę już była z beczułką i kuflem dla Oriona.

– Jakbyście czegoś potrzebowali, panowie, nie krępujcie się.

– Nie będziemy, pilnuj, żeby nam się piwo nie skończyło – odparł Olaf i zwrócił się do młodego rycerza. – Na czym to ja skończyłem… a no tak, na tym, że nawet się zrobić dzisiaj porządnie nie da. Wyobraź sobie, że nie sprzedają wódki? – zapytał retorycznie i solidnie pociągnął z kufla. Orion nie przerywał, a mężczyzna marudził dalej.

– Jakieś durne rozporządzenie lokalnych władz na czas turnieju. No to starałem się w najlepsze zrobić się piwem i szło mi całkiem nieźle.

Brodacz przerwał i pokiwał głową do swoich myśli.

– No i w trakcie tego… procesu… pojawiło się dwóch upartych baranów, Pan Glanca i Pan Mors – parsknął Olaf i siarczyście beknął – no i na szczęście ty też, bo nie jestem w najbardziej bitnym stanie. Twoje zdrowie!

– I twoje, mistrzu Olafie – odparł rycerz, po czym stuknęli się drewnianymi kuflami.

– Jeszcze na domiar złego panienka Elein się na mnie pogniewała. Powiadam ci, to jest dziewczyna ze stali. Czasami po prostu nie nadążam, za jej siłą ducha! – żalił się niski wojownik, a Orion pokręcił głową.

– Nie miej jej za złe. Każdego dnia daje z siebie wszystko. W natłoku zdarzeń pewnie nie zauważyłeś, ale ostatnio jest przemęczona.  Źle sypia…

Rycerz urwał w obawie przed niewygodnymi pytaniami. Wiedział o tym wyłącznie dlatego, że sam ostatnio nie był w stanie przespać całej nocy. Na szczęście Olaf nie zwrócił na to uwagi.

– Ale chodzi mi także o strefę emocjonalną, wszystkie dziewki w jej wieku już mają jakieś sympatię.

– Elein też ma. Odniosłem wrażenie, że dość ciepło odnosi się do Lancelota herbu Wrona – wtrącił Orion i ku własnemu zaskoczeniu poczuł się z tym nieprzyjemnie.

– Na suche cycki Moriany, jeśli wskażesz mi dziewkę, która nie moczy bielizny przed Lancelotem, to dam ci garnek pełen złota – zaśmiał się brodacz – ale przyznaję ci rację, przemawia przeze mnie urażona duma, a nie rozsądek. A to wszystko przez moją własną głupotę.

– Nie rozumiem? – zapytał rycerz, czując że traci wątek.

– Bo zarzekałem się, rozumiesz? Zarzekałem się przed panienką Elein i przed samym sobą, że Elwira nie będzie niczym poważnym. Wiedziałem o tym od początku i ona też o tym wiedziała. Zrobiliśmy to raz , a potem… Co tu dużo mówić, fizycznie uzależniliśmy się od siebie – powiedział Olaf i ze smutkiem osuszył kufel.

Orion w milczeniu poszedł za jego przykładem. Nagle poczuł, że ma ochotę się mocno upić. Pragnął przynajmniej na chwilę uśpić lęk przed wątpliwą przyszłością. Szybko nalał piwa sobie i kompanowi oraz gestem dał znać kelnerce, żeby podmieniła beczkę.

– A później – podjął Olaf, wycierając pianę z brody – później przerodziło się to w coś trwalszego. Okazało się, że tak dużo nas łączy. Dasz wiarę, że ona też uwielbia poezję mistrza Alexandra z Revilo? Recytowała fragment “Żądzy” za każdym razem po wyjątkowo udanym…

Wojownik rozpłynął się we wspomnieniach, na chwilę tracąc kontakt z rzeczywistością. Wreszcie zaklął i machnął niezdarnie ręką.

– Słyszałeś o mistrzu Alexandrze? – zapytał, nawiązując ze swoim towarzyszem kontakt wzrokowy.

– Słyszałem, ale niestety poezja nie jest czymś co by mnie szczególnie interesowało – odparł Orion, wzruszając ramionami.

– Żałuj, bo nie wiesz co tracisz – rzekł towarzysz, kiwając głową. Jego kompan rozwiódł przepraszająco ręce.

– Co w takim razie interesuje ciebie? – zapytał i nagle się speszył. – Przepraszam za wścibskość, po prostu potrzebuję odskoczni od tematu Elwiry. Jeśli nie chcesz, nie musisz odpowiadać.

Olaf zajrzał skrępowany do kufla,  po czym uśmiechnął się do kelnerki, która postawiła na stole kolejną beczułkę. Szybko nalał sobie i swojemu towarzyszowi.

– Pierwotnie interesowała mnie kariera – rzekł niespodziewanie rycerz. Olaf w odpowiedzi popatrzył się na niego wyczekująco.

– Mój ród dostał szlacheckie barwy stosunkowo niedawno – rozwinął Orion. – Nie mieliśmy ani bogactwa, ani wpływów, ani pozycji. Chciałem to zmienić.

Umilkł na chwilę, po czym gorzko się roześmiał.

– Udało mi się, ale wiesz co jest w tym najzabawniejsze? Kiedy już otrzymałem to, czego chciałem, okazało się, że tak naprawdę nie pragnąłem tego za wszelką cenę.

– Czy to się wiąże z twoimi nowymi włościami? – zapytał Olaf, a Orion przytaknął.

– Czy to się także wiąże ze sprawą Czarnego rycerza? – zapytał ponownie.

Rycerz solidnie upił z kufla.

– Jeśli chodzi o sprawę Czarnego, to kończy nam się czas – odpowiedział wymijająco.

– W jakim sensie? – odparł nieco bełkotliwe jego kompan.

– W takim, że niedługo zaatakuje. Jesteś dobrym wojownikiem, ale w takim stanie jak teraz sprowadzisz na siebie tylko śmierć.

– No przecież nie będę walczył pijany… – zaprzeczył gorączkowo Olaf.

– Chodzi mi o twój problem z Elwirą – urwał mu niecierpliwie Orion.

Mężczyźni dopili beczułkę piwa i ruszyli na górę. Elein już spała, dlatego starali się z całych sił, żeby nie zakłócić jej snu. Po długim szarpaniu się z uzbrojeniem położyli się do łóżek, natychmiast zapadając w głęboki sen.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o