Rozdział 3 Krwawa waśń – część 6

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Atrium Carceri – A Curved Blade

Obudziło ich przenikliwe zimno. Okno w pokoju było otwarte na oścież, a tuż przy nim siedziała panna Wilhelm, popijając gorący napar z ziół.

– No no, panowie, taką gorzelnie mi tu zrobiliście, że trzeba było nieco świeżego powietrza wpuścić – powiedziała, patrząc na gramolących się z łóżka mężczyzn.

– Zamknij chociaż na chwilę… żebym ubrać się zdążył – odparł błagalnie Olaf.

– Dobra – powiedziała, zamykając okno – Zejdę na dół i zamówię śniadanie, będę na was czekać.

Założenie pancerzy zajęło mężczyznom dużo więcej czasu niż powinno. Olaf uparcie walczył ze skórzanymi spodniami, zaś Orion bezskutecznie usiłował po raz kolejny zapiąć karwasze. Kiedy wreszcie zeszli na dół, jedzenie było zimne.

W czasie śniadania jak zwykle zaplanowali swój dzień. Po długiej debacie zostało postanowione, że Elein uda się do Chaszcz i spróbuje odnaleźć Aarona. Olaf i Orion mieli natomiast zostać w karczmie i oczekiwać kłopotów od strony młodego Artura. Początkowo rycerz herbu Niedźwiedzia nie chciał się zgodzić na takie rozwiązanie. Chaszcze były bardzo niebezpiecznym miejscem dla samotnego wędrowca. Niestety, jak słusznie zauważyła panna Wilhelm, nie mieli zbyt dużego wyboru. Czas naglił, a ilość problemów wymagała podziału obowiązków. Orion proponował przenieść dyżur do “Grubego Smoka”, ale Olaf zaprotestował słowami:

– Skoro pan szlachcic chce szukać sprawiedliwości to niechże trochę się wysili.

W tym czasie Artur rodu Czapli zmierzał żwawo wraz z najemnikami do karczmy “Królowa”. Pragnął to zrobić jeszcze wczoraj, ale temu pomysłowi stanowczo przeciwstawił się jego ojciec, lord Derek. Zażądał on, dokładnego przebadania Artura przez medyka i dopiero gdy upewnił się, że jedynymi obrażeniami jakich doznał jego syn było kilka paskudnych siniaków, zezwolił mu na dalsze działania, zastrzegając sobie prawo do doboru jego eskorty. Tego samego wieczoru wezwał do swojego gabinetu sześciu najemników, wśród których nie brakowało również bliźniaków.

– Zebranie zaczniemy od kilku pytań, które zadam Damianowi i Danielowi – poinformował Derek, patrząc na braci, którzy mieli nietęgie miny.

– Dlaczego spartoliliście ochronę mojego syna? – zapytał z pozorną beztroską w głosie.

– Zrobiliśmy to na rozkaz pańskiego syna Artura – odparli chórem bliźniacy.

– Czy mój syn rozkazał wam przyglądać się biernie jak obijają mu ryj? – zapytał głowa rodu Czapli z wyczuwalną nutką gniewu w głosie, a wszyscy najemnicy za wyjątkiem bliźniaków parsknęli nerwowym śmiechem.

– Spokój! – uciszył obecnych Derek, po czym spojrzał na braci. – Odpowiadać!

– Wasza lordowska mość, nie gniewaj się, dobra? – odparł Damian. – Mieliśmy wykonywać bezwarunkowo polecenia Artura, a on kazał nam poczekać przed knajpą.

– No i czekaliśmy – podjął Daniel – a jak usłyszeliśmy szamotaninę, to wbiegliśmy do środka.

– A zatem wkroczyliście do akcji dopiero, gdy usłyszeliście odgłosy walki? – odparł lord Derek, trzymając się za czoło ręką. – Nie było słychać krzyków, czy kurwa czegokolwiek innego, co by uprzedziło was, baranów, że Artur potrzebuje pomocy?

– Nie no darł japę – powiedział Damian.

– Że co proszę?! – zapytał stary szlachcic tonem, który sugerował bardzo głębokie lochy w przypadku każdej następnej odpowiedzi, która by mu się nie spodobała.

– No, darł – potwierdził Daniel. – Od momentu, kiedy wszedł do “Królowej” jedyne co robił, to darł japę.

Najemnicy ponownie wybuchnęli falą niekontrolowanego śmiechu.

– Słyszeliśmy, że wyzywa tam kogoś od kurew, a dodatkowo rzucał groźbami na prawo i lewo – podjął temat Damian.

– Czyli dzień jak co dzień – podsumował jego brat, a Derek westchnął i opadł na krzesło. Nie mógł się nie zgodzić z tym stwierdzeniem.

Jego syn skończył z wyróżnieniem militarną szkołę w Genevieve. Był świetnym szermierzem, a bystrości jego umysłu mógł pozazdrościć niejeden uczony. To wszystko czyniło go bardzo mocnym kandydatem na przyszłą głowę rodu.

Niestety miał też swoją ciemną stronę.

Poczynaniami Artura najczęściej kierowały burzliwe emocje. Lord Derek ciągle pamiętał krzyki nieszczęsnego żebraka, którego jego syn bezlitośnie ćwiczył batem, kiedy zaledwie dzień wcześniej wspaniałomyślnie sam mu oddał całą swoją sakiewkę. Albo waśń z rodem Dęba, którą udało się zakończyć dopiero dwa lata temu, a wszystko zaczęło się od zwykłego nieporozumienia między Arturem, a jego najlepszym przyjacielem, Markiem herbu Dęba.

Ostatnim wybrykiem Artura była wielka miłość do karczmarki o bardzo wątpliwej reputacji, niejakiej Elwirze, która rzecz jasna wywodziła się z nizin społecznych. Derek prawie roześmiał się wspominając, jak często jego syn usiłował zrównoważyć te wady jej rzekomą wiernością i oddaniem.

Temperament Artura przepędzał mu sen z powiek. Z jednej strony chciał traktować swojego syna jak dorosłego człowieka, z drugiej zaś, w takie dni jak dzisiaj, miał ochotę potraktować go, niczym ostatniego gówniarza i zwyczajnie sprać po rzyci. Niestety taki czyn zupełnie nie miał sensu. Jeśli Artur sobie coś postanowił, w żaden sposób nie dało się już mu tego wybić z głowy. Mimo wszystko często próbował, ponosząc kolejne porażki dydaktyczne. Z tego powodu zmienił taktykę i spróbował technik manipulacyjnych, które okazały się niezwykle skuteczne. Wymyślił nieistniejące kłopoty finansowe rodu Czapli. Poprosił wtedy syna o pomoc w ich rozwiązaniu i przez pewien czas wyglądało to świetnie. Lepiej niż świetnie. Artur znacząco podniósł dochody rodu Czapli inwestując między innymi w turnieje w Genevieve. Spisał się tak dobrze, że bez wahania zapewnił mu jeszcze większą swobodę działania. Kazał wszystkim słuchać poleceń Artura, jak jego samego.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o