Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 17

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Ramin Djawadi – Paint it Black

“Mam za swoje. To było zbyt szybkie, zbyt pochopne. Chłopak jeszcze nie jest gotów do przyjęcia pozycji głowy rodu. Z drugiej strony, kiedyś ją objąć musi.”,  myślał gorzko stary arystokrata.

– Ogłaszam co następuje! – rzekł twardo z groźnym wyrazem twarzy. – Od tej pory wykonujecie rozkazy mojego syna wyłącznie w sytuacji, kiedy nie są idiotyczne. Dobrym przykładem..

Zrobił efektowną pauzę spoglądając wymownie na bliźniaków.

– Bardzo dobrym przykładem, będzie idiotyczny pomysł pozostawienie Artura bez ochrony, kiedy awanturuje się w karczmie. W miarę możliwości działajcie dyskretnie, ale jeśli sytuacja będzie tego wymagać, możecie potraktować go jak gówniarza. Na przykład dać mu w pysk i zanieść z powrotem do posiadłości. Zrozumieliście?

– Tak jest! – odpowiedzieli chórem najemnicy.

– Jeszcze jedna rzecz, chce się dowiedzieć wszystkiego o człowieku, który prawie zabił mojego syna. Co o nim wiemy? – zapytał Derek patrząc na braci.

– Jego koleżka wołał na niego Orion. – odparł Damian. – Gość jest spory.

– Ma krótkie czarne włosy i zarośnięta mordę. – podjął Daniel. – Miał na sobie całkiem zajebisty ciemny pancerz.

–  No i jest jeszcze jedna rzecz.. – powiedział Damian drapiąc się w tył głowy. Derek spojrzał na niego pytająco i ponaglił gestem.

– No bo nie wydawało mi się, żeby on chciał usiec Artura..

– Skąd taki wniosek? – zapytał zdziwiony głowa rodu.

– No bo jak weszliśmy, to miał miecz w łapie nie? – wznowił Damian patrząc na bliźniaka.

– No, miał. A przecież zamiast ciachać obił tylko mordę. – zgodził się Daniel

– Może nie zdążył go wcześniej wyjąć? – zapytał stary szlachcic.

– Może. – zgodzili się chórem bracia.

– Ale miał chwilę czasu, żeby dobić Artura, a nie zrobił tego. – powiedział Damian.

– A dodatkowo nie robił nam problemów, kiedy zbieraliśmy Artura z podłogi. – potwierdził Daniel. Derek zamyślił się, postukując lekko palcami o poręcz krzesła.

– Adam, Craig! – warknął lord rodu Czapli, a dwóch najemników momentalnie wyprężyło się na baczność. – Przeprowadzicie śledztwo w sprawie tego Oriona. Macie dowiedzieć się o nim wszystkiego. Jeśli chodzi o resztę, zostaniecie ochroną personalną mojego syna. Jak już wspomniałem wcześniej, słuchacie się go tylko wtedy, kiedy nie jest bezmyślnym kretynem. Dodatkowo macie dopilnować, żeby do zakończenia śledztwa Artur nie spotkał się z tym całym Orionem. Jeśli jednak do takiego spotkania dojdzie, postarajcie się nie dopuścić do rozlewu krwi, ale w ostateczności macie bronić mojego syna życiem! Pojęliście?

– Tak jest! – odpowiedzieli chórem najemnicy.

– Możecie się rozejść. – rzekł głowa rodu. – Adam i Craig, wy zostańcie. Wszyscy najemnicy z wyjątkiem dwóch mężczyzn opuścili gabinet.

– Mam dla was jeszcze jedno specjalne zadanie.. – powiedział Derek postukując palcami o stół.

Jeszcze tego wieczoru dwóch najemników weszło do karczmy “Królowa” i skierowali się od razu do gospodyni, która zbladła lekko widząc ponure miny przybyszów.

– Jeśli Panowie przyszliście sprawiać kłopoty, to.. – zaczęła niespokojnie rozglądając się po gospodzie.

– To zależy. – przerwali jej najemnik o imieniu Craig.

– Co zależy? – zapytała zmieszana Elwira.

– Wszystko zależy od ciebie. – odpowiedział ten sam najemnik. – Przynosimy ofertę od lorda Dereka rodu Czapli, chcesz ją wysłuchać?

– A co, jeśli nie zechcę ? – odparła zadziornie z ogniem w oczach karczmarka.

– Nic, pójdziemy sobie. – wzruszył ramionami mężczyzna. – Ale Artur zapewne jutro tu wróci, a już ty wiesz co potrafi zrobić, kiedy ogarnie go szał. Przypominam, że już raz dostał od Twojego kochasia po facjacie.

Elwira przygryzła wargę gorączkowo myśląc. Z jednej strony urażona duma nie pozwalała jej poprosić o pomoc Olafa, z drugiej zaś najwyraźniej wszyscy myśleli, że jej romans tyczył się Oriona. To mogło okazać się bardzo pomocne. Mimo wszystko nie chciała, żeby jej mężczyznę spotkała krzywda, zaś los młodego rycerza herbu Niedźwiedzia był jej absolutnie obojętny.

– Wysłucham propozycji Lorda Dereka.

– Doskonale! – odparł Craig zadowolony, po czym przedstawił jej szczegółową ofertę głowy rodu Czapli. Jeżeli zostałaby zaakceptowana, kobieta dostałaby ochronę oraz całkiem niezłą sumkę, w zamian zaś miała trzymać się z dala od Artura. Był też inny wymóg. Jeżeli dziedzic rodu Czapli przyszedłby szukać Oriona, Elwira miała skłamać i wskazać zupełnie inne miejsce. Pod koniec rozmowy karczmarka podała najemnikom gospodę w której miał znajdować się mąż herbu Niedźwiedzia, dlatego po załatwieniu spraw w “Królowej” mężczyźni skierowali się do “Grubego Smoka”. Na miejscu zagadali do karczmarza Leo. Rozmowę ponownie prowadził Craig.

– Czy znajduje się w tym miejscu człowiek o imieniu Orion? – zapytał rzucając krzywe spojrzenia na kręcących się przy ladzie gości.

– A kto pyta? – odparł chudy mężczyzna szorując brudną szmatą ladę.

– Ktoś, komu zależy, żeby go nikt nie znalazł. – rzekł Craig przymrużając oczy. – Jesteśmy w stanie solidnie za to zapłacić.

– Zaciekawiliście mnie, panowie. – odrzekł karczmarz przestając szorować blat i patrząc prosto na przybyszów. – O jakiej sumie rozmawiamy? Wiem, że będzie go szukać Artur herbu Czapli.

Po długich i męczących negocjacjach Craig i Leo uścisnęli sobie dłonie. Zadaniem karczmarza było podawanie fałszywych informacji każdemu, kto interesowałby się Orionem. Znacznie trudniejszą w mniemaniu najemników była druga część zadania, która polegała na przekonaniu rycerza i jego towarzyszy, żeby nie przebywali zbytnio na widoku. Z perspektywy Leo ta część zadania była śmiesznie prosta. Wiedział, że Orion w istocie przebywa w zupełnie innym miejscu. Nie powiedział o tym najemnikom, bo nie drążyli tematu. Wydawali się być święcie przekonani, że znajdował się on właśnie tu, a Leo nie miał zamiaru wyprowadzać ich z błędu. Czuł, że jeśli to zrobi, straci możliwość zarobku, a tego bardzo, ale to bardzo nie chciał.

Nieświadomy machinacji swojego ojca Artur w towarzystwie czterech najemników zatrzymał się przed wejściem do karczmy “Królowa”.

– Poczekajcie na mnie tutaj. – rzucił hardo ruszając w kierunku drzwi. Ku jego wielkiemu zaskoczeniu jego polecenie zostało całkowicie zignorowane.

– Chyba właśnie coś powiedziałem? – rzekł z wściekłością zatrzymując się w miejscu i wiodąc drapieżnym spojrzeniem po swoich ludziach.

– Rozkazy z góry. – wzruszył ramionami najemnik Damian.

– Mamy pilnować, żeby tym razem ryj pozostał w stanie nienaruszonym. – dodał Daniel, z charakterystyczną dla braci rozbrajającą szczerością. Artur miał już naszykowane na końcu języka kilka wyjątkowo barwnych wyzwisk, ale słowa mężczyzny boleśnie przypomniały mu upokorzenie, którego doznał w karczmie, dlatego zgrzytając zębami szybko wszedł do środka, nie zważając na depczących mu po piętach najemników. Dziedzic rodu Czapli od razu skierował się do lady, za którą stała Elwira i coś zapisywała w olbrzymiej księdze o skórzanej okładce. Bardzo szybko drogę zagrodziło mu trzech barczystych mężczyzn.

– Zejdźcie z drogi! – warknął Artur.

– Proszę się uspokoić. – odparł spokojnym tonem jeden z mężczyzn, po czym subtelnie mrugnął do  najemników pełniących ochronę Artura. Nazywał się Peter i doskonale znał każdego z obstawy dziedzica rodu Czapli, w końcu wszyscy pracowali dla tego samego człowieka. Mężczyzna był wysoki i krzepki o jasnych włosach i modnych wąsach. Stał pewnie z założonymi rękami, prezentując spore bicepsy.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o