Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 18

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Trobar de Morte – Summoning the Gods

Peter był świeżo upieczonym kapitanem straży najemnej. Pracował dla rodu Czapli lekko ponad rok, jednak dość szybko zdążył udowodnić swoją wartość. To wszystko czyniło go idealnym kandydatem do powierzonej misji. Artur rzadko kiedy zwracał szczególną uwagę na najemników swojego ojca, a jeśli już, to jedynie na osoby umieszczone najwyżej w hierarchii. Awans Petera był bardzo świeży, a dodatkowo odbył się w okresie, kiedy dziedzic rodu Czapli intensywnie pracował nad organizacją turnieju, dlatego też zupełnie mu umknął.

– Powtarzam ostatni raz, zejdź mi z drogi! – wrzasnął wściekle Artur, lecz mężczyźni wciąż stali niewzruszeni.

– Skasujcie tych kretynów! – krzyknął w szale wskazując palcem na Petera.

– Z całym szacunkiem  Panie Arturze, to jest jełopi pomysł.- powiedział Damian.

– Coś ty… jak śmiesz! – warknął młody szlachcic  trzęsąc się ze złości.

– Opanuj się, Paniczu i się rozejrzyj. – dodał Daniel bardzo cicho. Artur podświadomie posłuchał i momentalnie na jego czole wystąpił chłodny pot. Byli otoczeni z każdej strony, najemnicy stali z pozoru niedbale i leniwie patrzyli na przybyszów. Szlachcic doliczył się dziesięciu mężczyzn, po czym przełknął głośno ślinę.

– Panowie, wy chyba nie zdajecie sobie sprawy z tego, kim jestem..

– Zdajemy. – przerwał Peter. – Tylko dlatego jeszcze nie jesteś z koleżkami na zewnątrz z odciskiem buta na rzyci.

– Elwira! – zmienił szybko taktykę Artur. – Jak możesz mnie tak traktować?

Kobieta dopiero teraz podniosła głowę ponad księgę i wbiła mocno podkrążone oczy w mężczyznę.

– Przestań dramatyzować, Artur, chłopaki są tutaj dla mojej ochrony. Jeśli chcesz mi coś powiedzieć to mów. Chętnie cię wysłucham.

– Ochrony? – szczerze zdziwił się młody mężczyzna. – Coś ci się stało? Czy ten chłystek śmiał ciebie skrzywić?!

– Nie, Arturze. – westchnęła Elwira – Chronią mnie przed tobą.

Szlachcica na chwilę zatkało. Tępo gapił się w ciszy na karczmarkę, szybko mrugając  oczami.

– Ty suko! Kiedy niby zrobiłem ci coś złego?! Jak śmiesz.. – wybuchł nagle i ruszył w stronę lady.

– Nie drzyj się! – warknął Peter i położył rękę na broni, a bliźniacy teatralnie wyskoczyli przed Artura zasłaniając go ciałem. Spektakl zadziałał na dziedzica rodu Czapli dokładanie tak, jak chcieli tego najemnicy. Mężczyzna przestraszył się i momentalnie się uspokoił.

– Wczoraj mówiłeś, że oćwiczysz mnie batem, również wczoraj próbowałeś mnie spoliczkować. Miesiąc temu groziłeś, że oddasz mnie swoim chłopakom w obroty jak się dowiesz, że cię zdradzam. Naprawdę mam wymieniać dalej? – odparła sucho i spojrzała surowo na mężczyznę.

Artur gapił się z niedowierzaniem na karczmarkę. Nie przypomniał sobie żadnej z tych sytuacji. Poczuł szczere oburzenie na samą myśl o oszczerstwach, które właśnie zostały wypowiedziane przez jego ukochaną Elwirę.

– Ale co ty wygadujesz? Chyba sama nie wierzysz w to, co mówisz?

– Mów, po co przyszedłeś, bo chyba nie po to, żeby na nowo roztrząsać nasz związek.. – pokiwała głową zmieniając temat.

–  Nie, ale nie pozwolę ci tak po prostu szerzyć kłamstwa na mój temat..

– DOŚĆ! – wrzasnęła karczmarka. Sama się przez chwilę zdziwiła swoją reakcją, ale w tej samej chwili zrozumiała, że nie może już więcej się godzić na szantaż emocjonalny. Za bardzo się zmieniła przez ostatnie pół roku. Za bardzo ją zmienił związek z Olafem. Z trudem przełknęła lodowatą kulę, która jej podeszła do gardła.

– Wyjaśniłam ci wszystko w liście, ale niech będzie. Skrócę ci ponownie jego treść. Jesteś pieprzonym tyranem i manipulatorem, a ja naprawdę nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Mów, po co przyszedłeś albo wynoś się!

Wybuch wściekłości karczmarki zupełnie zaskoczył Artura. Jeszcze nigdy nie został potraktowany w taki sposób. Nie miał zamiaru odpuścić. Chciał złapać za szyję tę szaloną kobietę i trząść tak długo, aż stanie się z powrotem jego ukochaną Elwirą. Nie zdążył jednak nic zrobić, ponieważ w tej chwili wtrącił się jeden z bliźniaków.

– Chcemy tylko wiedzieć, gdzie znajduje się człowiek o imieniu Orion. No wiesz, ten z wczoraj.

Elwira skinęła poważnie głową.

– Jeśli powiem, pójdziecie sobie wreszcie?

– Tak. – potwierdził Daniel ponownie wcinając się w słowo Arturowi, który cały aż kipiał ze złości.

– Znajdziecie go w karczmie “Lisek Chytrusek”. –  rzekła kobieta po chwili namysłu. – A teraz wynoście się.

Najemnicy skinęli głową, wzięli pod ręce wyklinającego pod niebiosa szlachcica i skierowali się do wyjścia.

– Jeszcze jedna rzecz. – powiedział karczmarka na pożegnanie. – Nie wracajcie tu więcej. Nie jesteście mile widziani.

Elwira była całkiem zadowolona ze swojego kłamstwa. Wybrała karczmę, która znajduje się w zupełnie innej części miasta, dzięki czemu była mała szansa, że mężczyźni się spotkają, choćby i przypadkiem.

Arturowi dzień szedł zupełnie nie po jego myśli, przez co jego twarz już na stałe nabrała barwę purpury. Chciał natychmiast udać się do “Lisek Chytrusek”, ale jego ludzie uparli się, że muszą zmienić wyposażenie na lepsze. “Prawie zginęliśmy w tej karczmie Panie Arturze. Musimy podjąć dodatkowe środki ostrożności”, twierdzili najemnicy chórem. Gdyby nie był tak wściekły, zauważyłby, że mężczyźni grają na czas. Jeden z najemników, mężczyzna o imieniu Greg, ubrał się w ciężki, lśniący, czarny pancerz. Wygrał go od kolegi w kości i od dawna szukał okazji, żeby w nim paradować. Reszta ubrała się w zwyczajne wygodne pancerze wagi średniej. Bliźniacy dodatkowo wymienili tarcze i topory na miecze długie, ponieważ znacznie bieglej posługiwali się właśnie tą bronią.

Późnym południem udali się wreszcie do karczmy “Lisek Chytrusek”. Kiedy dotarli już na miejsce Greg zatrzymał wszystkich gestem i rozejrzał się wokół z poważną miną.

– Wejdę na zwiad, jeśli będzie w miarę bezpiecznie możemy wchodzić. – rzucił obniżając barwę głosu. Bliźniacy z trudem powstrzymali wesołość i szybko dołączyli do chóru potakiwań.  Nie protestował nawet Artur, który wyglądał na zmęczonego całą tą sytuacją.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o