Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 20

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

The Gunslingers – Last man standing

– Orion, weź na siebie najemników, poradzę sobie z tym smarkaczem. – warknął Olaf, a jego kompan zgodził się krótkim skinieniem. Wiedział, że była to sprawa honoru. Dodatkowo miał szansę pokonać najemników z możliwie najmniejszym uszczerbkiem na ich zdrowiu, w końcu nie chciał niepotrzebnych ofiar.

Najpierw unieszkodliwił najemnika w czarnej zbroi. Sparował cios z góry, po czym płynnie skrócił dystans i zadał serię szybkich ciosów głowicą miecza w hełm mężczyzny. Greg poleciał do przodu waląc mocno głową o podłogę i wypuszczając z ręki broń, a Orion ledwo uskoczył przed kombinacją cięć bliźniaków.

Olaf i Artur w tym samym momencie wymieniali się seriami ciosów. Szlachcic gniewnie rąbał, ale brodacz umiejętnie wyłapywał wszystko na tarczę i kontrował z zabójczą precyzją. Dziedzic rodu Czapli mimo agresywnego stylu był w znacznie gorszej pozycji. Wściekłość tak bardzo zaćmiła jego umysł, że zupełnie nie zauważał oszczędności ruchów przeciwnika. Olaf zdawał sobie sprawę z umiejętności Artura, ale jego tarcza była doskonałą kontrą na jego styl walki. Wiedział, że szlachcic przy takim tempie zmęczy się i to szybko, dlatego z chłodną precyzją grał na zwłokę powoli wyciągając wszelką energię z Artura. Arystokrata śpieszył się. W jego mniemaniu to Orion był jego rywalem i prawdziwym przeciwnikiem. Doprowadzało go do szału, że proste techniki niskiego wojownika są w stanie tak świetnie go zablokować.

-No przepuść mnie śmieciu! Jesteś nikim! – wrzasnął nagle, po czym zaatakował wściekle i popełnił błąd. Jeden z ciosów zamiast trafić w tarczę, jak się spodziewał, przeszył pustkę. W tym momencie młody szlachcic mocno wychylił się do przodu odsłaniając prawy bok. Właśnie tam werżnęła się klinga Olafa, który w mig rzucił tarczę i włożył ciężar całego ciała w to jedno zabójcze pchnięcie. Pod Arturem ugięły się nogi. Sam nie wiedział kiedy wylądował na podłodzę. Jęknął czując jak miecz wrzyna się coraz głębiej zalewając wszystkie jego bodźce falami bólu. Patrzył z niedowierzaniem na krępego, niskiego brodacza nad nim, który chłodno spoglądał mu prosto w oczy.

– Walczyłeś z dobrym przeciwnikiem, mości Arturze, ale byłeś tak ślepy, że nie potrafiłeś tego dostrzec. To ja jestem mężczyzną Elwiry.

Dziedzic rodu Czapli walcząc o każdy haust powietrza, gapił się ze zdumieniem na Olafa. Zaledwie dwa oddechy później już nie żył.

Bliźniaki wciąż zaciekle walczyli z Orionem, kiedy powietrze rozdarł gromki głos brodacza.

– Szlachetka nie żyje!

Najemnicy zatrzymali się i spoglądali przez chwilę z niedowierzaniem to na zwłoki Artura, to na Olafa z zakrwawiona klingą.

– Ale łajno. – podsumował stoicko Damian, po czym rzucił okiem na ogromną ranę kłutą. – A jak mówiłem, żeby wziął inny pancerz, to mi chrzanił, że każdy inny ogranicza jego ruchy. No to kurwa teraz empirycznie potwierdziliśmy, że miałem rację.

– Co robimy? – zapytał z paniką w głosie Daniel.

– Chowamy broń. – wzruszył ramionami jego brat. – Teraz już nie ma po co się bić, no chyba że kurwa macie z tym jakiś problem? – dodał agresywnie na koniec.

– Nie, nie mamy. – odparł smutnie Orion. – Czy uwierzycie jeśli powiem, że nie chciałem, żeby to się tak skończyło?

– A czemu mamy nie uwierzyć. – odparł Daniel już nieco spokojniej. – Przed chwilą kilka razy mogłeś skasować i mnie i mojego brata, ale nie chciałeś. To jest kurwa dowód sam w sobie, jakby nie patrzeć.

– Naprawdę cieszę się, że nie musiałem. – skinął głową Orion. – Porządne chłopaki z was. Bardzo dobrze się złożyło, że wasz kolega włożył pancerz, w którym nie umiał się dobrze poruszać, bo inaczej…

Mężczyzna nie dokończył, ale każdy domyślił się ukrytej treści.

– Gdyby nie ten czarny pancerz, być może nie byłoby całej tej durnej naparzanki. – parsknął Daniel patrząc ze złością na nieprzytomnego najemnika kilka kroków dalej. – Ten cep miał za zadanie was ewakuować, w sytuacji jeżeliby jakimś głupim trafem jednak bylibyście w tej karczmie.

Zapadła niezręczna cisza, którą przerwał Damian.

– No cóż, ja odkleję Grega, a ty skocz po Igora i zwijamy się.

– Co z wami teraz będzie? – zaniepokoił się Olaf.

– Nie będę wam tu mącił, jeśli nic nie zrobimy skończymy jak ziemniaki. – powiedział zamyślony najemnik, usiłując ocucić rycerza w czarnej zbroi. – Dwie stopy pod ziemią znaczy się, ale coś się wymyśli.

Pieśń grana w karczmie pod koniec opowieści skryby

Danheim – Nóatún

– Może szukacie pracy? – dodał bez wahania Orion.

– Może i szukamy. – zgodził się mężczyzna. – Co proponujesz?

– Ryzykowne zadanie, ale potem spokojne i stabilne zatrudnienie w zamku na Ziemiach Marchijskich.

– Bierzemy. – odparł Damian chwytając leżącego mężczyznę pod pachami. – To teraz pomóż mi przenieść Grega, jakby nie patrzeć od tej chwili to twój człowiek.

****

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o