Rozdział 4 Wyścig z czasem – część 1

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Desiderii Marginis – Land of Strangers

Elein sunęła uliczkami najbiedniejszej dzielnicy w Genevieve. Znajdowała się ona za południowo-zachodnim murem, który wydawał się rozdzielać dwa różne światy. Po tej lepszej stronie kwitła Szlachetna Dzielnica, miejsce pełne przepychu zamieszkałe wyłącznie przez bogatych arystokratów tonących w splendorze. Po tej drugiej gnił obszar kumulujący największą biedotę, potocznie nazywany Chaszczami. Mieszkańcy miasta żartowali, że nazwa bierze się z tego, że nikt nie chce się tam zapuszczać. Inni z kolei mówili, że miejsce przypomina leśną dzicz. Wszyscy po trochu mieli rację. Dzielnica była wyjątkowo brzydka i zaniedbana, domy drewniane, stare i ustawione stanowczo zbyt blisko siebie, a ludzie ubodzy i interesowni. To wyjątkowe połączenie stanowiło ogromny problem kwestii bezpieczeństwa. Zauważył to jeszcze poprzedni burmistrz, który dobitnie wtedy stwierdził, że Chaszcze kiedyś spłoną i oby tylko one. Dzielnica była również znana pod poetycką nazwą “Królestwo Żebraków”. Tym razem nie było wątpliwości co do jej pochodzenia, ponieważ biedota była tu absolutnie wszędzie.

Elein zatrzymała się, rzucając ukradkowe spojrzenie na małą, brudną uliczkę. Starała się bardzo ostrożnie dobierać potencjalnych informatorów, gdyż nie chciała niepotrzebnych problemów. Na szczęście jej wzrost i zbroja, jak na razie, skutecznie odstraszały potencjalne kłopoty. Założyła nawet hełm, ponieważ w takim miejscu wolała jednoznacznie uchodzić za mężczyznę. Poszukiwania niestety nie szły najlepiej. Każdy, z kim do tej pory zdążyła zamienić słówko albo nie chciał, albo nie był w stanie udzielić informacji o Aaronie.

Elein zastanawiała się nad kolejnym krokiem, kiedy zobaczyła grupkę mężczyzn, którzy leniwie zmierzali w jej stronę. Dziewczyna niedbale sięgnęła do rękojeści miecza, po czym szybko wyjęła broń i zaczęła się przyglądać ze skupieniem ogromnemu ostrzu. Kątem oka obserwowała grupę niedoszłych kieszonkowców, którzy nagle przeszli na drugą stronę drogi i skręcili w pierwszą lepszą uliczkę. Zadowolona, schowała miecz i wolno ruszyła ulicą. Nagle zlokalizowała potencjalny cel. Był nim mały chłopiec, w obdartych ubraniach, który człapał, patrząc sobie pod nogi, z bardzo zamyśloną miną . Kiedy wreszcie zauważył olbrzyma w pancerzu, przestraszył się i chciał czmychnąć w sąsiednią uliczkę, ale było już za późno. Dziewczyna chwyciła go za rękę i szybko zaciągnęła w ciemny zaułek kilka kroków dalej. Chłopczyk przestraszył się nie na żarty. W pierwszym odruchu chciał krzyczeć, ale miał wrażenie że gardło ściska mu lodowata ręka. Spojrzał na przerażającego wielkoluda, który rozglądał się czujnie po okolicy. Próbował się wyszarpać, ale ręce zbrojonego były jak imadło. Nagle gigant spojrzał prosto na niego.

– Czy wiesz cokolwiek o człowieku o imieniu Aaron? – powiedział zaskakująco wysokim głosem.

– Panie rycerzu, niech pan mnie puści – zaskomlał chłopczyk.

– Nie zrobię ci krzywdy – odparła Elein.

– Niech pan puści, to boli – powiedział dzieciak ze łzami w oczach, zdziwiona dziewczyna zaklęła i solidnie poluzowała chwyt.

– Teraz lepiej?

– Niech pan puści – odparł dzieciak nieco spokojniej, ale z wciąż wyczuwalną trwogą w głosie.

– Jak cię puszczę, to tyle cię będę widzieć – zaprzeczyła panna Wilhelm. – Już to dzisiaj przerabiałam. Słuchaj, po prostu odpowiedz na moje pytania i możesz sobie iść. Jak odpowiesz dobrze, to nawet ci to wynagrodzę.

– Dostanę srebrnika? – odparł dzieciak z nadzieją w głosie.

– Lepiej, dam ci złotą monetę.

– Chcę srebrnika!

– Chłopcze, przecież złota moneta to więcej – próbowała przemówić do rozumu.

– Nie, srebrnik! – powiedział mały i tupnął nogą.

– No dobrze, w takim razie jedna srebrna moneta – zapewniła go dziewczyna. Chłopczyk zadowolony z sukcesu negocjacji wyraźnie się rozluźnił.

– To co pan chcesz wiedzieć?

– Żebrak Aaron, słyszałeś o kimś takim? – ponownie zapytała Elein. Dzieciak wyraźnie posmutniał, a jego oczy zaszkliły się.

– Znowu za mocno trzymam? – przeraziła się panna Wilhelm. Czasami ciężko jej szło panowanie nad swoją kolosalną siłą. Bardzo nie chciała, żeby nieszczęsny dzieciak po spotkaniu z nią oprócz srebrnika dostał więcej siniaków niż już miał. Chłopczyk pokręcił przecząco głową i westchnął.

– Pamiętam wujka Aarona! Fajny był z niego gość. Zawsze miał tyle ciekawych historii… – Dzieciak przerwał i pociągnął mocno nosem.

– Był? – zapytała targana złym przeczuciem.

– Tak – potwierdził smutnie chłopczyk.

– Co się z nim stało?

– Zniknął – odparł dzieciak i zaczął oglądać swoje buty.

– A pamiętasz kiedy? – Elein coraz bardziej traciła cierpliwość.

– Dawno – odparł z poważną miną. – Kiedy jeszcze byłem mały…

– Teraz też jesteś mały – zirytowała się dziewczyna. – Ile ty masz lat?

Chłopczyk w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami, a Elein machnęła ręką.

– O czym opowiadał? – zapytała po chwili.

– O legendarnych Wilkach – powiedział dzieciak, wycierając nos i nagle odzyskując rezon – o Casimirze Kruku, wspaniałym przywódcy zakonu, który ostatecznie położył kres czarnej magii, ale zwycięstwo przypłacił życiem. O Wilhelmie Wielkim, najsłynniejszym pogromcy wilkołaków. O Genevieve Podstępnej, pięknej i pomysłowej wojowniczce, która oszukała samego Regnara! No i Meredith Wspaniały! Słynny pogromca Straszliwej Moriany oraz Dagrata Pierworodnego! Mąż dzięki któremu, Brytonia została oczyszczona z potworności! –  Ostatnie zdanie chłopak prawie wykrzyczał trzęsąc się z ekscytacji.

– Ciszej, chłopcze – syknęła dziewczyna. – Nie potrzebujemy dodatkowej uwagi.

Nagle usłyszeli kroki, Elein przyciągnęła bliżej siebie dzieciaka i instynktownie wsunęła się głębiej do zaułka. Kroki się zbliżały i po chwili dało się już rozróżnić męskie głosy.

– No i gdzie on kurwa jest. Jeszcze chwilę temu przeca tutaj stał. Duży, w drogiej, lśniącej zbroi.

– Rycerz z bańki, wypisz wymaluj – zaśmiał się ktoś basem.

– Chyba z bajki.

– A ciebie kto pytał?

– Znajdzie się, na pewno nie zdążył zwiać. Szukamy dalej!

Grupa minęła zaułek, w którym schowała się Elein, a dziewczynie delikatnie wyjrzała po czym zaklęła szpetnie. Ujrzała co najmniej siedmiu uzbrojonych mężczyzn, wśród których rozpoznała też niedoszłych kieszonkowców z wcześniej. “Najwyraźniej wcale się nie przestraszyli, tylko poszli się uzbroić i sprowadzić wsparcie”, pomyślała i ponownie zaklęła. Rzuciła szybkie spojrzenie na chłopczyka.

– Czy opowiadał cokolwiek o sobie?

– Gadał, że jest szlachcicem z rodu Genevieve – odparł mały, marszcząc czoło. – Spytałem go, dlaczego nie chce pójść do pani Cecylii po pieniądze. Wtedy nie musiałby przecież żyć w biedzie, a może i nam trochę by dał. Ale strasznie mnie wyśmiał. Mówił, że prędzej dałby wypalić sobie oczy drugi raz niż poprosiłby o cokolwiek tego bęckwarta.

– Nazwał Cecylię bękartem? – zapytała zdziwiona, a chłopczyk skinął głową. – Ciekawe. – powiedziała sama do siebie .

– Co ciekawe? – odrzekł chłopczyk.

– To, co opowiadasz, jest ciekawe.

– Czyli należy mi się srebrnik! – stwierdził chłopczyk, po czym uśmiechnął się i skinął głową.

– Oczywiście, ale powiedz mi jeszcze, czy Aaron wspominał kiedyś o pożarze w jego domu? – potwierdziła panna Wilhelm, próbując zachować powagę.

– Nie lubił o tym gadać – odrzekł chłopczyk, krzywiąc się. – Duzi wujkowie, którzy nie lubili wujka Aarona, często naumyślnie go irytowali pytając o ten pożar. Słyszałem tylko, że wtedy zaślepnął.

– Oślepł – odruchowo poprawiła dziewczyna, wyjmując dwie srebrne monety z sakiewki. – Czy miał może kolegów? Kogoś, z kim często przebywał albo gadał?

– Stary Janson – odparł dzieciak.

– Który żyje, prawda?

– Tak, czemu? – zdziwił się mały.

– Gdzie go znajdę? – odparła, ignorując pytanie chłopaka.

– Panie rycerzu, miał być srebrnik! – powiedział naburmuszony chłopak.

– Masz, dam ci drugiego, jeśli odpowiesz na moje pytanie – rzekła wręczając małemu monetę.

– Mogę pana do niego zaprowadzić, ale nie wiem czy jest w domu – odparł zadowolony, ściskając w ręku pieniążek.

– Prowadź, ale musimy uważać chłopcze. Nie chcemy, żeby nas widziano – powiedziała z przestrogą. Chłopczyk skinął głową i zaczął szybko prowadzić w głąb ciemnej ścieżki. Skręcali w bardzo dziwne i kręte zaułki, a kiedy wreszcie byli na miejscu, Elein nie była pewna, czy będzie w stanie sama wrócić.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o