Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 23

– Chowajcie się, już! – warknęła dziewczyna popychając dzieciaka w stronę Jansona, po czym szybko wyjęła broń i ustawiła się w pozycji do walki. Dziadek chwycił Edzia za rękę, szybko wciągnął go do domu i symbolicznie zatrzasnął drzwi. Elein mogła mieć tylko nadzieję, że w środku ma jakąś kryjówkę.

Mężczyźni szybko skrócili dystans. Z każdym krokiem, który pośpiesznie przemierzali w stronę dziewczyny, coraz lepiej się dało dostrzec wysłużone uzbrojenie sterczące niedbale zza pasa. Z twarzy każdego z rzezimieszków biło dominujące okrucieństwo, którego żaden z nich nawet nie próbował ukryć. Czuli się pewnie, gdyż istotnie znajdowali się w swoim żywiole. Początkowo planowali otoczyć olbrzyma, ale ten natychmiast machnął mieczem szybko prezentując jego ogromny zasięg. Mężczyźni zmieszali się. Uliczka nie dawała im za dużo miejsca, z tego powodu, jeśli uparcie chcieliby realizować swój poprzedni plan, ktoś musiałby się zbliżyć się na odległość cięcia. Jako, że nie znalazło się chętnych, ostatecznie ustawili się półkolem, niczym stado wilków.

– Ej zakuty, zadzwoń no nam tu monetami. – powiedział największy z rzezimieszków. Mężczyzna miał krótkie czarne włosy był wysoki i solidnie umięśniony, mimo to nadal był niższy od Elein.

– Przykro mi, ale nie mam nic do oddania. – odparła chmurząc brwi. Nie chciała konfliktu, ale wiedziała doskonale, że mieszek pełen srebra i złota wcale jej nie odkupi. Zgodzenie się na warunki opryszków mogło jedynie pogorszyć jej sytuację.

– Bo ci uwierzę! – zaśmiał się kolejny.

– Biedaczysko, nie masz monet? – powiedział ze złośliwym uśmieszkiem duży. – Pech to straszliwy, ale wiesz co jeszcze całkiem nieźle dzwoni? Pancerz i miecz. To teraz szybko, wielkoludzie, rozbieraj się!

– Panowie, to może jeszcze rzucę się na ten miecz, żeby oszczędzić wam kłopotu. – parsknęła Elein przesuwając ostrze swojej broni w kierunku odważniejszego rzezimieszka, który jeszcze chwilę temu usiłował zajść ją od boku.

– Patrzcie chłopaki, mamy tu mądralę! – powiedział niski mężczyzna z włosami splecionymi w kucyk.

– Kurwa, blaszany! Masz ostatnią szansę! – powiedział duży, który ewidentnie był liderem całej watahy. Wyraźnie niecierpliwił się, ale ogromne ostrze, tak pewnie dzierżone przez wojownika w lśniącym pancerzu, ciągle go powstrzymywało.

– Bo co? – odparła Elein tak bardzo prowokująco jak tylko potrafiła.

– Lejemy rycerzyka! – zagrzmiał przywódca po czym wszyscy rzucili się na dziewczynę. Na szczęście dla Elein było ciasno i mężczyźni szybko zgubili swój szyk. Atak nastąpił z dwóch stron, z jednej krępy lider bandytów uderzał buzdyganem w hełm , a z drugiej mały zwinny bandzior z kucykiem próbował trafić szabelką w szczelinę pod pachą. Kontra Elein była nadludzko szybka, puściła z rękojeści lewą rękę i szybko złapała ostrze szabli. Jednocześnie potwornie mocno cięła od góry swoim ogromnym mieczem mężczyznę z buzdyganem. Uderzenie trafiło najpierw w buzdygan, który wyleciał z rąk herszta niczym pocisk, a następnie gładko odcięło mu kawałek czaszki. Niski mężczyzna puścił szablę i próbował wypracować dystans, ale był za wolny. Dosięgło go potężne cięcie od dołu, które z łatwością rozcięło skórzany pancerz i jego tors. Bandzior z kucykiem zwalił się na ziemię, po czym spojrzał z niedowierzaniem na swój brzuch. Chciał krzyknąć, ale z jego krtani wyrwał się tylko stłumiony harkot. Jego półotwarte wargi lśniły czerwienią na jego białej, jak płótno twarzy. Znowu spróbował nieudolnie krzyknąć, nagle zwiotczał i osunął się na plecy tracąc przytomność. Reszta rozbójników w przerażeniu rzuciła się do ucieczki. Została tylko Elein i dwa ciała.

Pieśń grana w karczmie pod koniec opowieści skryby

Marcin Przybyłowicz- You’re… Immortal?

Dziewczyna nie tracąc czasu biegiem puściła się w jedną z uliczek. Postanowiła sama poszukać wyjścia, gdyż nie chciała wciągać w tak niebezpieczną sytuację małego żebraka. Szybko skręciła w prawo wybierając przypadkowo kolejny kierunek ucieczki. Obejrzała się do tyłu szukając nerwowo pościgu, którego na szczęście jeszcze się nie pokazał. Ciężko nabrała powietrza usiłując zapanować nad swoimi emocjami. W duchu, żywiła ogromną nadzieję, że Orionowi i Olafowi znacznie lepiej poszło łagodzenie waśni z rodem Czapli, niż jej zdobywanie informacji w Królestwie Żebraków.

****

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o