Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 25

Pieśń grana w karczmie pod koniec opowieści skryby

Lunatic Soul – The Fear Within

Greg nie krzyczał. Zamiast tego zaklął i przeszył najemnika wściekłym spojrzeniem.

– Nie myślałem, że mnie tak załatwicie! Myślałem, że jesteśmy kompanami!

– Bo jeszteśmy. – odparł Igor z zakłopotaniem. – Ale bliśniaki sządzą, że pobiegniesz do Dereka.

– A pewnie! Jestem przekonany, że on zrozumie. – odparł z determinacją Greg, patrząc wściekle na Igora, który pokiwał tylko głową.

– A ty? – wznowił oskarżycielsko związany najemnik. – Skąd niby masz pewność, że ten cały Orion dotrzyma swoich obietnic?

– Bliśniaki mówią, że gość jeszt w porządku. – zawahał się jego przyjaciel. – Wiem natomiaszt na pewno, że sztary Derek ma nierówno pod szufitem.

– Ja cię kurwa pytam co ty o nim myślisz, a nie co myślą sobie zafajdani, zdradzieccy bliźniacy! – uniósł się mężczyzna napinając wszystkie mięśnie. Jego więzy zatrzeszczały wrzynając się jeszcze mocniej w jego kończyny.

– Na pierwszy rzut oka wydaje się być w porząsiu, ale pewności mieć nie będę. Mimo to wolę żaryżykować i szpróbować czegoś nowego, żamiaszt w kółko siedzieć w tej szamej kupie gówna. – wzruszył ramionami Igor.

– To są twoje słowa czy bliźniaków? A może Orion, albo ten jego morderca ci to wmówił? – zakpił Greg.

– Jesztem tu tylko ja. – odparł tamten kiwając przecząco głową.

– Tylko ty tak? – zapytał z dziwną miną Greg rzucając badawcze spojrzenie to na swojego kompana to na wyjście z malutkiego pomieszczenia. Igor potwierdził oszczędnym skinieniem. Greg oblizał wargi. Na jego twarzy na mgnienie pojawiło się zawahanie, ale szybko zostało zastąpione brutalną determinacją. Nagle poderwał się i bezlitośnie wbił nóż prosto w gardło swojego kompana. Igor spojrzał najpierw na zakrwawione ręce przyjaciela, a potem na jego twarz, po czym powoli zaczął się osuwać. Na jego twarzy było widoczne niedowierzanie i smutek. Greg delikatnie położył mężczyznę na podłodze. Jego spojrzenie było puste. Czuł wstręt do samego siebie. Przez chwilę patrzył się z obrzydzeniem to na swoje zakrwawione ręce, to na zwłoki swojego dobrego przyjaciela. Wkrótce opanował się i starannie wepchnął poczucie winy w bardzo odległy oraz ciemny zakątek swojego umysłu. Uczepił się myśli, która pozwoliła mu to zrobić. Teraz przetrwają albo oni, albo ja. Nie ma innej drogi.

Mężczyzna wytarł nóż i schował go z powrotem do rękawa prosto w schowek. Po raz kolejny pogratulował sobie wygranego pancerza. Gorzej w nim się ruszało, ale najpierw uratował jego głowę przed zabójczymi uderzeniami zafajdanego rycerzyka, a następnie pozwolił mu na rozcięcie pęt. Wybiegł z zaplecza i pognał do wyjścia popychając w drzwiach kelnerkę. Dziewczyna wyleciała z karczmy, jak strzała. Ciężko upadła i natychmiast syknęła z bólu. Rzuciła okiem na krwawiący łokieć, po czym spojrzała się ze złością na oddalającego się mężczyznę. Wciągnęła mocno powietrze, ale zanim zdążyła krzyknąć, ten zniknął za rogiem starej kamienicy.

W tym samym czasie nieświadomi niczego bliźniacy znajdowali się tuż przed karczmą “Królowa”. Orion i Olaf obserwowali ich z bezpiecznej odległości w napięciu. Czekali razem z końmi w zaułku, zza rogu którego, był doskonały widok na gospodę. Mężczyźni przyglądali się w napięciu kręcącym się przy wejściu do karczmy bliźniakom. Bracia spoglądali to na siebie, to na drzwi, to na róg domu za którym chowali się ich nowi towarzysze. W końcu niechętnie weszli do środka.

– A co, jeśli są niegodni zaufania? – powiedział nagle Olaf nie odrywając wzroku od karczmy. – Co, jeśli ten cały Igor właśnie wzywa wsparcie? Co, jeśli bliźniaki przejmą dla tego parszywca Dereka, moją Elwircię?

– Jest i taka możliwość.. – zgodził się mężczyzna.

– To w takim razie czemu do cholery się zgodziłeś?! – wybuchnął brodacz przewodząc wzrok na kompana.

– Dajże mi skończyć. Cały dzień na mnie warczysz. – odparł kwaśno Orion krzywo spoglądając na kompana. Olaf umilknął żując w skupieniu koniuszek swojej brody.

– Przepraszam, jakoś nie potrafię myśleć racjonalnie.. Miałeś rację, żeby ze mną tu jechać. Już bym tam wszedł i wszystko spieprzył. – rzekł wreszcie pocierając tył głowy ręką.

– Jak już powiedziałem, jest i taka możliwość, ale moim zdaniem jest za bardzo wątpliwa. Jestem prawie pewien, że bliźniaki są po naszej stronie. Jak do tej pory mówili nam cały czas prawdę. Dodatkowo mocno wierzę, że gdy wrócą do Dereka, zostaną surowo ukarani. Wspominali o tym już przy naszym pierwszym spotkaniu, potwierdzili to również i dzisiaj. Patrząc na to, jak bardzo Artur był pieprznięty, zakładam, że od kogoś musiał się nauczyć.

– A od kogo, jak nie od ojczulka. – przytaknął ponuro kompan.

– No właśnie. Oczywiście jest szansa, że najemnicy są świetnymi intrygantami i wszystko od początku było jedną wielką grą, ale wydaje się to być zbyt skomplikowane. Nie wyglądają mi na ludzi tego typu.

– Prawda to, ale jednak.. Co, jeśli jednak? – nie odpuszczał Olaf.

– Po to tu jesteśmy. – uśmiechnął się upiornie Orion, wciąż nie spuszczając wejścia do gospody z oczu. – To był w zasadzie główny powód dla którego uparłem się, żebyśmy jechali we dwoje.

– Ale przecież tam jest mnóstwo najemników, co ty masz zamiar przerąbać się przez nich wszystkich niczym Meredith Wspaniały? – pokiwał głową brodacz.

– W ostateczności. – przytaknął wysoki rycerz rozprostowując potężne barki. Olaf ponownie wbił niespokojny wzrok w wejście karczmy.

– A co z Igorem? – zapytał po chwili. – Jego też jesteś pewien?

– Nie wiem. – przyznał szczerze Orion. – Za bardzo trzymał z Gregiem, ale bliźniaki zdają się mu ufać, dlatego i ja spróbuję.

– Skoro tak, to przecież panienka może być w niebezpieczeństwie! – wzburzył się brodaty mężczyzna.

– Olaf, tak czy inaczej jest. Przecież udała się sama do Chaszcz! Pamiętasz jak skończyła się twoja ostatnia wycieczka w tym miejscu? – zapytał rycerz z rozdrażnieniem, a jego kompan kwaśno przytaknął. Orion spoglądał w zamyśleniu przed siebie.

– Oznaczyłem karczmę. – dodał po chwili.

Kilka miesięcy temu, kiedy zaczęli robić dyżury w karczmie “Królowa” ustalili sobie dwa znaki ostrzegawcze. Pierwszym była żółta chusta, która oznaczała potencjalne kłopoty. Należało wtedy zachować ostrożność przed wejściem do karczmy. Jeśli na gospodzie, powiewał natomiast kawał czerwonego płótna, należało jak najszybciej brać nogi za pas.

– Przywiązałem kilka żółtych chust, jedna z nich jest przypięta do szyldu. Ty nie zauważyłeś, bo byłeś myślami gdzie indziej, ale myślę że Elein będzie znacznie czujniejsza. – rzekł Orion kręcąc młynka palcami. – No i jest silna. Po naszym wspólnym treningu nabrałem przekonania, że mogłaby spokojnie trafić do ósemki finalistów turnieju w Wintonian.

– Z tym się zgodzę. – uśmiechnął się krzywo Olaf. – Jest potwornie silna! Nawet nie podejrzewasz jak bardzo. Gdyby panienka walczyła z tobą na poważnie, to miałbyś problem z utrzymaniem ostrza w ręku.

– No cóż, chociaż trochę przesadzasz, cieszę się, że ma kilka asów w rękawie..

– Kto tu przesadza? Czysta prawda. – przerwał mu brodaty wojownik i spojrzał się niespokojnie na karczmę. – Długo nie wychodzą!

– Weszli dosłownie kilka oddechów temu, cierpliwości. – odrzekł twardo mąż herbu Niedźwiedzia opierając się wygodnie o ścianę. Wkrótce on również zaczął się niepokoić. Zerkał coraz częściej na gospodę unikając jak ognia natarczywego spojrzenia Olafa.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o