Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 26

Pieśń grana w karczmie pod koniec opowieści skryby

Jesper Kyd – Ezio’s Family

Czekanie przedłużało się wzmagając w mężczyznach niepokój. Coraz bardziej czuli otępiający umysł lęk. Coraz częściej wyglądali zza rogu domu i wbijali zniecierpliwione spojrzenia na zamknięte drzwi gospody “Królowa”. Kiedy zaczęli szykować broń, ze stajni obok karczmy wyłonili się bliźniacy, a między nimi Elwira. Jej twarz przypominała marmurową maskę. Bracia trzymali ją nieco szorstko pod ramionami. Wolną ręką każdy z nich prowadził za uzdę konia. Zbliżali się powoli, co dziwny sposób wzmagała napięcie obydwu mężczyzn czekających tuż za rogiem. Wreszcie skręcili w zaułek i skinęli im głową na powitanie. Kiedy kobieta zobaczyła, Olafa zbladła jeszcze bardziej i zachwiała się na nogach. Nie spadła na ziemię tylko dlatego, że bracia wciąż mocno ją trzymali.

– Mówili mi, że nie żyjesz.. – wydusiła słabym głosem. – Mówili, że nie żyjesz! – lamentowała ze łzami w oczach, po czym nagle odzyskując cały wigor wyszarpała się mężczyznom i rzuciła Olafowi na szyję.

– A niechże was Regnar zeżre, ryczcie jeszcze głośniej! – rozzłościł się Damian.

– Panowie, co tak długo. – odparł Orion z ulgą w głosie. – Już szykowaliśmy akcję ratunkową!

– Kurwa ludzie, na czułości i pytania będzie czas jak zwiejemy stąd hen-hen daleko! – rzekł Damian gestykulując wściekle. – Zbieramy dupy i na jednej nóżce!

Wszyscy zgodzili się z nim krótkim skinieniem. Nie tracąc więcej czasu wskoczyli na konie i ruszyli w drogę. Klacz Elein tymczasowo trafiła do Elwiry, która wciąż z załzawionymi oczami, ale ze zdrowo zarumienioną twarzą zadziornie galopowała nie spowalniając grupę mężczyzn w najmniejszym stopniu. Koń Damiana przeszedł w gwałtowny cwał. Orion z wysiłkiem dotrzymał mu kroku.

– Czemu tak pędzisz?! – krzyknął do najemnika.

– Jakoś kurwa mam złe przeczucia! – odpowiedział tamten i przyśpieszył jeszcze bardziej.

Pędzili tak szybko, że prawie wpadli na wysokiego jak brzoza rycerza w lśniącej zbroi, który nagle wyrósł z uliczki obok drogi.

– A psia twoja mać! Patrz jak leziesz, baranie! – wrzasnął Daniel, gniewnie machając ręką.

– Ty patrz jak jeździsz! Piesi pierwszeństwo mają! – odparł głośno duży, dziwnie wysokim głosem, po czym pokazał całej grupie obraźliwy gest ręką. Orion natychmiast rozpoznał ten głos. Szybko zeskoczył z konia i podbiegł do zbrojonego, po czym solidnie go uścisnął.

– Czekaj Orion, dajże chociaż hełm zdjąć.. – wykrztusił tamten.

– Nawet nie wiesz jak bardzo cieszę się że cię widzę, Elein! – powiedział radośnie mężczyzna puszczając wreszcie dziewczynę z uścisku. Był nieco zmieszany własną reakcją. Kiedy ją ujrzał, zrozumiał wreszcie czym był ten trawiący jego wnętrzności niepokój, który odczuwał od samego rana. Od momentu, w którym ustalili, że Elein idzie sama szukać informacji o Aaronie, zżerały go wyrzuty sumienia. Był skrycie zły na Olafa za całe zamieszanie, przez które nie mogli towarzyszyć dziewczynie w jakże niebezpiecznej wyprawie.

– Oho.. – powiedział oszczędnie brodacz, ale widząc spojrzenie męża herbu Niedźwiedzia powstrzymał się od dalszego komentowania.

– Proszę państwa po raz kolejny pytam, czy możemy czułości na później? – zapytał zmęczonym głosem Damian. – Czy naprawdę muszę przypominać co chwilę, że trzeba zapierdalać?

– Czekaj brachol. Przecież, to na nią czekał Igor. – wtrącił się Daniel, po czym skinął dziewczynie. – Gdzie on jest?

– Nie spotkałam nikogo takiego. – wzruszyła ramionami panna Wilhelm.

– Czyli nie byłaś jeszcze w karczmie? A to ci przypadek.. – zdziwił się Orion.

– Żaden przypadek, przecież zostawiliście mi posłańca uliczkę przed karczmą. Bardzo dziwnego zresztą. – odparła Elein unosząc jedną brew. Mężczyźni spojrzeli z zaniepokojeniem na dziewczynę.

– O co chodzi? – zapytała nerwowo.

– Nie zostawiliśmy żadnego posłańca. Opowiesz więcej? – rzekł Orion marszcząc brwi.

– Jedną uliczkę przed “Liskiem Chytruskiem” czekał na mnie pewien dziadek. Kiedy go mijałam, chwycił mnie za rękę i powiedział: “Niech panienka tam nie idzie. Tam można znaleźć tylko kłopoty, a być może nawet i śmierć. Ci, których panienka szuka, znajdują się w karczmie Królowa”. Naprawdę nie była to wiadomość od was? – zapytała zaniepokojona.

– Starzec rozpoznał w tobie kobietę mimo pancerza? – zdziwił się Olaf.

– Dlatego myślałam, że był podstawiony przez was, nawet mu monetę dałam.. – zmieszała się dziewczyna.

– Musisz być ostrożniejsza. – skarcił ją Orion. – Tym razem się udało, ale co jeśli ktoś skierowałby cię w pułapkę?

– Nie spodziewałam się żadnych świństw. Do tej pory nie mieliśmy żadnych wrogów. Prawda Olaf?! – zakończyła wymownie patrząc na mężczyznę, który taktownie przemilczał.

– Wracamy do karczmy, Olaf weź Elwirę do siebie! – powiedział młody rycerz twardo patrząc do przodu.

– Elwira wskakuj na mojego konia. – palnął z powagą brodaty wojownik.

– Chciałbyś. – parsknęła głośno Elein. Po czym zgięła się wpół ze śmiechu.

– W porządku? – zapytał Orion rzucając zaniepokojone spojrzenie to na Olafa, to na Elein.

– Tak. – wydusiła przez śmiech, po czym wreszcie złapała oddech. – Nie, nie jest w porządku.. W Chaszczach padły trupy.. a ja zawsze tak odreagowuje emocje.. Przepraszam was, wiem, że nie pora na śmiech.

Orion i Olaf spojrzeli na dziewczynę z przejęciem. Bliźniaki natomiast wymienili się znaczącymi spojrzeniami. Damian pokusił się nawet o subtelny gest ręką, który stosowano w Brytonii już od dawna i oznaczał osobę z problemami umysłowymi.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o