Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 27

Pieśń grana w karczmie pod koniec opowieści skryby

Damjan Mravunac – The Forbidden Tower

Niestety nie było czasu na dalsze pytania, dlatego wszyscy wskoczyli na konie i w mgnieniu oka przeszli w szaleńczy cwał. Tym razem na prowadzenie wysunął się Orion, który pędził, jakby goniło go stado wilkołaków. Wkrótce, dotarli na miejsce. Rycerz z rodu Niedźwiedzia zażyczył postój w ciemnym zaułku, oddalonym o kilka ulic od karczmy. Nie chciał, żeby tak duża grupa osób pozostawała na widoku. Obawiał się, że może to ściągnąć za dużo ciekawskich spojrzeń, które dla kogoś w ich sytuacji niepodważalnie oznaczały kłopoty. Podzielili się na dwie grupy. Orion wraz z bliźniakami ruszyli na zwiad do karczmy, a reszta została pilnować koni. Kiedy ujrzał karczmę, wiedział, że coś poszło nie tak. Brakowało wszystkich oznaczeń, które umieścił na niej wcześniej wcześniej. Gestem zatrzymał bliźniaków.

– Panowie, nie mamy tam po co wchodzić, to zasadzka.

– Jak to? – zapytali chórem.

– Zostawiłem na wszelki wypadek oznakowania dla Elein. – powiedział rycerz marszcząc brwi. – Tak na oko, wszystkie zostały zdjęte.

– Jakie kurwa znowu oznakowania? – zapytał czujnie Damian.

– Żółte chusty. – odparł mężczyzna. – Oznaczały, że w knajpie były albo są kłopoty.

– Czekaj, czekaj, czy to oznacza, że Igor tam czekał na marnę? – zapytał Daniel nieprzyjemnym tonem.

– Absolutnie. – zaprzeczył Orion. – Oznakowania znaczyły tylko, że przed wejściem miała zachować ostrożność. No wiesz, rozejrzeć się, przygotować na wszelki wypadek broń i tak dalej.

– Czyli ktoś domyślił się, że zostawiłeś znaki dla koleżki, ale nie domyślił się znaczenia. – podsumował Damian.

– Dokładnie. – potwierdził mężczyzna szorując ręką po zaroście. – Wróg zapewne próbował zasadzić się na Elein.

– Co z Igorem? – zapytał Damian patrząc czujnie na Oriona. Ten w odpowiedzi spojrzał na bliźniaków mrużąc oczy.

– To jest dobre pytanie, chłopaki. – rzekł po krótkiej chwili ciszy.

– Kurwa szefie, można jaśniej? – zdenerwował się Daniel.

– Pyta czy jest szansa, że nas sprzedał Derekowi. – przetłumaczył bratu najemnik.

– Igor by tego nie zrobił! – zaprotestował Daniel.

– Odniosłem wrażenie, że był dość dobrym przyjacielem tego całego Grega. – powiedział Orion badawczo.

– To prawda. – odparł Damian zakładając ręce. – Ale w odróżnieniu od tego zakutego łba, miał sporo oleju w głowie i wiedział, co Derek by z nim zrobił, kiedy dowiedziałby się o śmierci Artura.

Orion postanowił nie drążyć tematu dalej. Stwierdził, że bliźniacy już wystarczająco zapracowali na jego zaufanie. Spojrzał na mężczyzn uśmiechając się smutnie.

– W takim razie musimy go ratować. – powiedział, nie mając żadnej wiary w to, że było co ratować. Bliźniakami poruszyły jego słowa. Spojrzeli na niego z wdzięcznością, a oczy Daniela zaszły się wilgocią.

– Szefie… – wydusił z siebie tamten. – Swojska z ciebie morda.

– Musimy zorientować się, czy wciąż tam jest. – powiedział Damian z determinacją. – Tylko jak to kurwa zrobić..

– Pozostaje też sprawa Grega. – wtrącił Orion.

– Sprawa prosta. – odrzekł najemnik z w wściekłym grymasem. – Udało mu się wydostać i nas wsypał, ale jak to zrobił to jest kurwa zagadka. Sam wiązałem węzły..

– Musimy się przegrupować, wracamy. – odparł Orion marszcząc brwi.

Mężczyźni ruszyli z powrotem do koni i reszty grupy. Na miejscu, szybko podzielili się uzyskanymi informacjami.

– Na co w takim razie czekamy? – zapytała Elein. – Uciekajmy stąd i po sprawie.

Daniel wstał z oburzoną miną, ale jego brat położył mu rękę na ramieniu.

– Jest tam nasz człowiek. – powiedział najemnik, po czym wskazał palcem na dziewczynę. – Przypominam, że narażał się tam dla ciebie.

– Zapomniałam o tym. – powiedziała przepraszająco unosząc ręce.

– Nie wiem ile mamy jeszcze czasu, zanim zorientują się, że zasadzka się nie udała. – powiedział Orion zakładając ręce. – Proponuję się rozdzielić..

– No nie, znowu zaczyna.. – westchnęła dziewczyna, teatralnie przykładając rękę do czoła.

– Chciałbym przynajmniej ewakuować Elwirę z Olafem, zanim nie zamkną bram. – tłumaczył się Orion. – Później będzie ciężko skoordynować ucieczkę tak licznej grupy.

– Dobrze, już dobrze.. – powiedziała pojednawczo panna Wilhelm rozkładając ręce.

– Czekajcie, dlaczego chcecie mnie ewakuować? Powiecie mi wreszcie, o co chodzi? – wtrąciła Elwira rozdrażnionym głosem.

– Sprawa prosta. – podjął Damian wskazując na Olafa. –  Ten tutaj ukatrupił Artura herbu Czapli, więc zastanawiamy się, ile mamy jeszcze czasu, żeby sobie spierdalać gdzie pieprz rośnie.

– Że co? – żachnęła się Elwira blednąc jak płótno. – Olaf, to prawda?

– Nie miałem wyboru.. – skłamał mężczyzna, a Orion tylko przekręcił oczami.

– Przecież.. w takim razie.. cały mój interes.. – mamrotała karczmarka. – Co ja mam teraz ze sobą robić?

– Kiedyś coś wymyślisz. – odparł brutalnie Daniel. – Ale żeby móc to zrobić, musisz spieprzać i to w podskokach, i to już. Kapujesz?

– Nie mów tak do niej! – warknął brodaty wojownik unosząc pięść w kierunku najemnika.

– Olaf, zamknij się! – ucięła dziewczyna z irytacją. – Cały ten bajzel to twoja zasługa. Może faktycznie lepiej jedź z Elwirą poza miasto.

– Panienko.. ja.. – zająkał się mężczyzna.

–  To był rozkaz! Ty, już swoje zrobiłeś i lepiej nie mów nic więcej, bo usłyszysz jeszcze kilka niemiłych rzeczy na swój temat. – urwała zdecydowanym tonem patrząc surowo prosto w oczy Olafa. Była na niego wściekła i tylko ostatnim wysiłkiem woli powstrzymywała się przed uderzeniem mężczyzny prosto w zęby. Najpierw zrujnował im śledztwo, a później życie nieszczęsnej karczmarce. Nie wierzyła w jego pokrętne tłumaczenia dotyczące okoliczności śmierci Artura. Dobrze znała jego umiejętności, dlatego mocno wątpiła, że byle młodzik, nawet z rodziny szlacheckiej, był w stanie mu zagrozić. Olaf miał ogromne doświadczenie bitewne,  jeszcze z czasów młodzieńczych podróży z Edwardem Wilhelm. Była przekonana, że mógł pokonać Artura bez zabijania. Pewnie połamałby kilka kości, może nawet mocniej pociął, ale zabójstwo nie było konieczne.

– Udajcie się do zamku na Ziemiach Marchijskich. – urwał niebezpieczny temat Orion. – Mój brat chętnie was tam przyjmie. Pokażecie mu to, więc będzie wiedział, że na pewno jesteście ode mnie. – dodał zdejmując z szyi stalowy wisiorek o dziwnym kształcie. Były to dwie symetryczne krzywe które łączyły się u góry. Wisiorek był prezentem od ojca Oriona i zgodnie z jego obietnicami miał przynosić szczęście. Podobnie jak i z jego pozostałymi obietnicami, te również zupełnie się nie sprawdziły.

– Możecie też wrócić do Wilhelm. – powiedziała wreszcie Elein kierując wzrok na Elwirę.

– Ziemie Marchijskie są znacznie bliżej Genevieve. – odpowiedział smutnie Olaf i spojrzał na rozdrażnioną wojowniczkę. – Zawiodłem cię, Panienko. Przepraszam..

– Przepraszam? – zapytała Elein pretensjonalnie. – Poważnie?

Dziewczyna machnęła wściekle ręką, po czym obróciła się do brodacza plecami. Olaf chwilę stał nie wiedząc co ze sobą zrobić. Wreszcie podszedł do Oriona i mocno uścisnął mu rękę.

– Nie daj się zabić! – powiedział z wymuszoną zadziornością.

– Uważajcie na siebie. – uśmiechnął się młody rycerz. – Weź mojego rumaka, jest nikła szansa, że uda nam się wydostać konno, a jestem do niego przywiązany. Szkoda byłoby go zostawiać.

Olaf podziękował skinieniem i ruszył zmieniać osprzęt i siodła. Elein patrzyła wściekle na ziemię. Nagle kopnęła gniewnie trawę.

– Elwira. – zwróciła się do karczmarki. – Weź moją klacz, tylko dbaj o nią!

Kobieta nie zareagowała. Cały czas przebywała w stanie szoku i tylko cicho coś do siebie mamrotała.

– Zadbamy, panienko. – odezwał się brodaty wojownik i uśmiechnął się wymuszenie. Niespiesznie podszedł do Elwiry. Chwycił ją za rękę i poprowadził  do klaczy panny Wilhelm. Szła posłusznie, bez śladów własnej woli. Olaf widząc jej stan westchnął i ostatecznie poprowadził ją do gniadosza Oriona. Pomógł kobiecie się wspiąć na grzbiet parskającego z niezadowoleniem zwierzęcia, po czym usiadł za nią, a następnie podjechał do klaczy i chwycił ją za uzdę.

– Olaf, miej oczy szeroko otwarte. – odezwał się mąż herbu Niedźwiedzia. – Musisz za wszelką cenę zdążyć wyjechać z miasta zanim rozpęta się w nim piekło. Spotkamy się w moim zamku.

Brodaty wojownik skinął milcząco głową, po czym obrzucił raz jeszcze wszystkich obecnych spojrzeniem pełnym winy. Westchnął i pokiwał głową. Wreszcie zawrócił konie i ruszył żwawo kamiennym brukowcem.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o