Rozdział 4 Wyścig z czasem – część 7

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Damjan Mravunac – The Forbidden Tower

Niestety nie było czasu na dalsze pytania, dlatego wszyscy wskoczyli na konie i w mgnieniu oka przeszli w szaleńczy cwał. Tym razem na prowadzenie wysunął się Orion, który pędził, jakby goniło go stado wilkołaków. Wkrótce, dotarli na miejsce. Rycerz herbu Niedźwiedzia zażyczył postój w ciemnym zaułku, oddalonym o kilka ulic od karczmy. Nie chciał, żeby tak duża grupa osób pozostawała na widoku. Obawiał się, że może to ściągnąć za dużo ciekawskich spojrzeń, które dla kogoś w ich sytuacji niepodważalnie oznaczały kłopoty. Podzielili się na dwie grupy. Orion wraz z bliźniakami ruszyli na zwiad do karczmy, a reszta została pilnować koni. Kiedy ujrzał mury gospody, wiedział, że coś poszło nie tak. Brakowało wszystkich oznaczeń, które umieścił na niej wcześniej wcześniej. Gestem zatrzymał bliźniaków.

– Panowie, nie mamy tam po co wchodzić, to zasadzka.

– Jak to? – zapytali chórem.

– Zostawiłem na wszelki wypadek oznakowania dla Elein – powiedział rycerz, marszcząc brwi. – Tak na oko, wszystkie zostały zdjęte.

– Jakie kurwa znowu oznakowania? – zapytał czujnie Damian.

– Żółte chusty – odparł mężczyzna. – Oznaczały, że w knajpie były albo są kłopoty.

– Czekaj, czekaj, czy to oznacza, że Igor tam czekał na marnę? – zapytał Daniel nieprzyjemnym tonem.

– Absolutnie – zaprzeczył Orion – Oznakowania znaczyły tylko, że przed wejściem Elein miała zachować ostrożność. No wiesz, rozejrzeć się, przygotować na wszelki wypadek broń i tak dalej.

– Czyli ktoś domyślił się, że zostawiłeś znaki dla koleżki, ale nie domyślił się znaczenia – podsumował Damian.

– Dokładnie – potwierdził mężczyzna, szorując ręką po zaroście. – Wróg zapewne próbował zasadzić się na Elein.

– Co z Igorem? – zapytał Damian, patrząc czujnie na Oriona. Ten w odpowiedzi spojrzał na bliźniaków, mrużąc oczy.

– To jest dobre pytanie, chłopaki – rzekł po krótkiej chwili ciszy.

– Kurwa szefie, można jaśniej? – zdenerwował się Daniel.

– Pyta czy jest szansa, że nas sprzedał Derekowi – przetłumaczył bratu najemnik.

– Igor by tego nie zrobił! – zaprotestował Daniel.

– Odniosłem wrażenie, że był dość dobrym przyjacielem tego całego Grega – powiedział Orion badawczo.

– To prawda – odparł Damian, zakładając ręce – ale w odróżnieniu od tego zakutego łba, miał sporo oleju w głowie i wiedział, co Derek by z nim zrobił, kiedy dowiedziałby się o śmierci Artura.

Orion postanowił nie drążyć tematu dalej. Stwierdził, że bliźniacy już wystarczająco zapracowali na jego zaufanie. Spojrzał na mężczyzn, uśmiechając się smutnie.

– W takim razie musimy go ratować – powiedział, nie mając żadnej wiary w to, że było co ratować. Bliźniakami poruszyły jego słowa. Spojrzeli na niego z wdzięcznością, a oczy Daniela zaszły się wilgocią.

– Szefie… – wydusił z siebie tamten. – Swojska z ciebie morda.

– Musimy zorientować się, czy wciąż tam jest – powiedział Damian z determinacją. – Tylko jak to kurwa zrobić…

– Pozostaje też sprawa Grega – wtrącił Orion.

– Sprawa prosta – odrzekł najemnik z w wściekłym grymasem. – Udało mu się wydostać i nas wsypał, ale jak to zrobił to jest kurwa zagadka. Sam wiązałem węzły…

– Musimy się przegrupować, wracamy – odparł stanowczo Orion.

Mężczyźni ruszyli z powrotem do koni i reszty grupy. Na miejscu, szybko podzielili się uzyskanymi informacjami.

– Na co w takim razie czekamy? – zapytała Elein. – Uciekajmy stąd i po sprawie.

Daniel zrobił krok do przodu z oburzoną miną, ale jego brat położył mu rękę na ramieniu.

– Jest tam nasz człowiek – powiedział najemnik, po czym wskazał palcem na dziewczynę. – Przypominam, że narażał się tam dla ciebie.

– Zapomniałam o tym – powiedziała, przepraszająco unosząc ręce.

– Nie wiem ile mamy jeszcze czasu, zanim zorientują się, że zasadzka się nie udała – powiedział Orion. – Proponuję się rozdzielić…

– No nie, znowu zaczyna – westchnęła dziewczyna, teatralnie przykładając rękę do czoła.

– Chciałbym przynajmniej ewakuować Elwirę z Olafem, zanim ludzie Dereka nie zamkną bram miasta – tłumaczył się Orion. – Później będzie ciężko skoordynować ucieczkę tak licznej grupy.

– Dobrze, już dobrze – powiedziała pojednawczo panna Wilhelm, rozkładając ręce.

– Czekajcie, dlaczego chcecie mnie ewakuować? Powiecie mi wreszcie, o co chodzi? – wtrąciła Elwira rozdrażnionym głosem.

– Sprawa prosta – podjął Damian, wskazując na Olafa. – Ten tutaj ukatrupił Artura herbu Czapli, więc zastanawiamy się, ile mamy jeszcze czasu, żeby sobie spierdalać gdzie pieprz rośnie.

– Że co? – żachnęła się Elwira, blednąc jak płótno. – Olaf, to prawda?

– Nie miałem wyboru – skłamał mężczyzna, a Orion tylko przekręcił oczami.

– Przecież… w takim razie… cały mój interes… – mamrotała karczmarka. – Co ja mam teraz ze sobą robić?

– Kiedyś coś wymyślisz – odparł brutalnie Daniel – ale żeby móc to zrobić, musisz spieprzać i to w podskokach, i to już. Kapujesz?

– Nie mów tak do niej! – warknął brodaty wojownik, unosząc pięść w kierunku najemnika.

– Olaf, zamknij się! – ucięła dziewczyna z irytacją. – Cały ten bajzel to twoja zasługa! Może faktycznie lepiej jedź z Elwirą poza miasto.

– Panienko… ja… – wyjąkał mężczyzna.

– To był rozkaz! Ty, już swoje zrobiłeś i lepiej nie mów nic więcej, bo usłyszysz jeszcze kilka niemiłych rzeczy na swój temat – urwała dobitnie, patrząc surowo prosto w oczy Olafa. Była na niego wściekła i tylko ostatnim wysiłkiem woli powstrzymywała się przed uderzeniem mężczyzny prosto w zęby. Najpierw zrujnował im śledztwo, a później życie nieszczęsnej karczmarce. Nie wierzyła w jego pokrętne tłumaczenia dotyczące okoliczności śmierci Artura. Dobrze znała jego umiejętności, dlatego mocno wątpiła, że byle młodzik, nawet z rodziny szlacheckiej, był w stanie mu zagrozić. Olaf miał ogromne doświadczenie bitewne, jeszcze z czasów młodzieńczych podróży z Edwardem Wilhelm. Była przekonana, że mógł pokonać Artura bez zabijania. Pewnie połamałby kilka kości, może nawet mocniej pociął, ale zabójstwo nie było konieczne.

– Udajcie się do zamku na Ziemiach Marchijskich – urwał niebezpieczny temat Orion. – Mój brat chętnie was tam przyjmie. Pokażecie mu to, więc będzie wiedział, że na pewno jesteście ode mnie. – Zdjął z szyi stalowy wisiorek o dziwnym kształcie i podał go Olafowi. Były to dwie symetryczne krzywe które łączyły się u góry. Wisiorek był prezentem od ojca Oriona i zgodnie z jego obietnicą miał przynosić szczęście. Podobnie jak jego pozostałe obietnice, ta również zupełnie się nie sprawdziła.

– Możecie też wrócić do Wilhelm – powiedziała wreszcie Elein, kierując wzrok na Elwirę.

– Ziemie Marchijskie są znacznie bliżej Genevieve – odpowiedział smutnie Olaf i spojrzał na rozdrażnioną wojowniczkę. – Zawiodłem cię, panienko. Przepraszam…

– Przepraszam? – zapytała Elein pretensjonalnie. – Poważnie?

Dziewczyna machnęła wściekle ręką, po czym obróciła się do brodacza plecami. Olaf chwilę stał nie wiedząc co ze sobą zrobić. Wreszcie podszedł do Oriona i mocno uścisnął mu rękę.

– Nie daj się zabić! – powiedział z wymuszoną zadziornością.

– Uważajcie na siebie – uśmiechnął się młody rycerz. – Weź mojego rumaka, jest nikła szansa, że uda nam się wydostać konno, a jestem do niego przywiązany. Szkoda byłoby go zostawiać.

Olaf podziękował skinieniem i ruszył zmieniać osprzęt i siodła. Elein patrzyła wściekle na ziemię. Nagle kopnęła gniewnie trawę.

– Elwira – zwróciła się do karczmarki. – Weź moją klacz, tylko dbaj o nią!

Kobieta nie zareagowała. Cały czas przebywała w stanie szoku i tylko cicho coś do siebie mamrotała.

– Zadbamy, panienko – odezwał się brodaty wojownik i uśmiechnął się wymuszenie. Niespiesznie podszedł do Elwiry. Chwycił ją za rękę i poprowadził do klaczy panny Wilhelm. Szła posłusznie, bez śladów własnej woli. Olaf widząc jej stan westchnął i ostatecznie poprowadził ją do gniadosza Oriona. Pomógł kobiecie się wspiąć na grzbiet parskającego z niezadowoleniem zwierzęcia, po czym usiadł za nią, a następnie podjechał do klaczy i chwycił ją za uzdę.

– Olaf, miej oczy szeroko otwarte – odezwał się mąż herbu Niedźwiedzia. – Musisz za wszelką cenę zdążyć wyjechać z miasta zanim rozpęta się w nim piekło. Spotkamy się w moim zamku.

Brodaty wojownik skinął milcząco głową, po czym obrzucił raz jeszcze wszystkich obecnych spojrzeniem pełnym winy. Westchnął i pokiwał głową. Wreszcie zawrócił konie i ruszył żwawo kamiennym brukowcem.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o