Rozdział 4 Wyścig z czasem – część 8

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Jesper Kyd – Approaching Target 1

– Co robimy teraz? – zapytał Damian, odprowadzając wzrokiem oddalającego się mężczyznę.

– Bierzemy ze sobą tyle sprzętu, ile wygodnie będzie przy sobie nieść – odpowiedział Orion. – Znacie może kogoś, kto byłby w stanie opiekować się końmi? Szkoda byłoby je zostawiać.

– Mam lepszy pomysł – odparł Damian po czym spojrzał na swojego brata. – Pojedziesz z końmi do starego Lu. Gdyby się stawiał to przypomnij mu o długu.

Daniel krzywo uśmiechnął się i szybko ruszył w stronę koni. Damian zastanowił się chwile, po czym przywołał gestem raz jeszcze swojego brata.

– Albo dobra, ten stary cap ma tak gównianą pamięć, że lepiej z nim zostań i na bieżąco mu przypominaj.

Młodszy bliźniak w odpowiedzi tylko skinął głową. Na jego twarzy ciągle pozostawał uśmiech, który przypominał pęknięcia na suchej ziemi.

Drużyna zrobiła szybki przegląd rzeczy. Damian długo przyglądał się długiej linie z zawahaniem. Wreszcie nawinął ją raz jeszcze i przełożył przez swój bark. Jego brat wyjął z juków ciemny płaszcz i podał go Elein. Błyszczący w świetle pancerz zdecydowanie za bardzo rzucał się w oczy. Dziewczyna przyjęła bez słowa ubranie i szybko zarzuciła je na wierzch swojej zbroi.

Wreszcie wszyscy stwierdzili, że mają absolutnie wszystko co jest w danym momencie potrzebne. Daniel sprawnie przygotował konie do podróży i po chwili już pędził wąskimi uliczkami Genevieve.

– Kim jest stary Lu? – zapytała zaintrygowana wojowniczka.

– Człowiek, który jest winien mi przysługę – odrzekł najemnik. – Jest hodowcą koni. Mieszka za miastem, co w aktualnej sytuacji ratuje nasze spocone rzycie.

– Daleko? – upewniła się dziewczyna.

– Najwyżej dwie mile od wschodniej wieży – odparł mężczyzna.

– No to mamy drogę ucieczki. Wybornie! – ucieszył się Orion, zacierając radośnie ręce. Damian chwilę patrzył na niego wyczekująco. Wreszcie otworzył usta.

– Co robimy teraz? – zapytał nagląco.

– Wracamy przed karczmę, i wybieramy dobry punkt obserwacyjny. Poczekamy do momentu, aż wszyscy będą wracać z turnieju – odparł Orion. Nikt nie protestował.

Grupa ruszyła do gospody “Lisek Chytrusek”. Chwilę rozglądali się za dobrym miejscem. Wybrali jedną z ciemniejszych uliczek, która w razie problemów pozwoliłaby na sprawny odwrót. Postanowili skorzystać z momentu oczekiwania i wymienić się zdobytymi informacjami. Zaczęła Elein, która szczegółowo opowiedziała o swoich odkryciach jak również o krwawym końcu śledztwa.

– Wydostanie się nie było łatwe. Chyba z godzinę błądziłam w pokrętnych uliczkach Chaszcz, ale miałam szczęście – skończyła opowieść dziewczyna.

– Na pewno nic ci się nie stało? – zamartwiał się Orion.

– No przecież żyję – odparła niecierpliwie.

– Gówniana sprawa – podsumował najemnik. – Skasowałaś ludzi Lewego, a dodatkowo chyba trafiłaś na ekipę Kasztana.

– Jakiego znowu Kasztana? – zdenerwowała się Elein.

– Kuzyn Lewego – wyjaśnił Damian. – Opis pasuje jak ulał. Ten z kucykiem to zapewne był Harnas. Nigdy nie lubiłem skurwysyna – dokończył z satysfakcją.

– No dobra, a który z nich to był Kasztan? – zapytał Orion, podnosząc z ziemi żołędzia i studiując go wnikliwie.

– O ile się nie mylę, to skasowany przez dziewuszkę herszt – odparł, patrząc z szacunkiem na Elein – i dobrze, nikt za nim tęsknić nie będzie. No może Lewy…

– A kim do wszystkich wilkołaków jest ten cały Lewy? – piekliła się dziewczyna.

– Człowiek, który przewodzi aktywności kryminalnej w całym Genevieve – rzekł najemnik. – Mówisz adresm, myślisz Lewy. Mówisz handel ludźmi, myślisz Lewy. Chcesz sprzątnąć bogatego sąsiada, bo puknął twoją żonę? Zbierasz monety do sakwy i idziesz do Lewego. Krótko mówiąc, straszny skurwiel, który ma ogromne wpływy.

– No to pięknie, tylko tego mi brakowało do pełni szczęścia – westchnęła panna Wilhelm, po czym zaklęła tak szpetnie, że nawet Damianowi zrzedła nieco mina.

– Przegapiłam jakoś moment, kiedy ty zacząłeś z nami pracować – powiedziała po chwili, łypiąc podejrzliwie na najemnika.

– Nie z wami, dla was. A konkretnie dla szefcia Oriona – poprawił dziewczynę mężczyzna. – A pracujemy z bratem i Igorem od kilku godzin.

– Tak po prostu? – drążyła podejrzliwie.

– Nie no, za hajs – odpowiedział najemnik, mierząc Elein zdziwionym wzrokiem.

Odpowiedź Damiana skołowała dziewczynę, dlatego patrzyła na niego przez chwilę zbaraniała.

– No ale przecież ród Czapli też dawał wam hajs – odparła tępo, popadając w najemniczy żargon.

– To prawda – zgodził się najemnik i wyjrzał zza rogu w kierunku karczmy.

Dziewczyna zamrugała szybko oczami, próbując przetworzyć, w którym momencie umknęła jej kluczowa informacja.

– Zginął Artur, a lord Derek im tego nie daruje – ulitował się nad nią Orion.

– Czy jest w okolicy ktoś, komu Olaf nie spieprzył życia? – zapytała retorycznie.

– Tak czy inaczej chciałem z bracholem zmienić pracę – odparł z godnym podziwu spokojem Damian.

– Korzystając z okazji – powiedział nagle rycerz, patrząc na najemnika. – Co się działo w karczmie Elwiry? Strasznie długo was nie było.

– No wiesz, rzucaliśmy ściemę Peterowi i reszcie, że musimy zabrać Elwirę do Dereka – odparł mężczyzna, gestykulując żywo. – Powiedzieliśmy, że skierowała nas na ciebie i twojego koleżkę i niestety trzeba było was sprzątnąć.

– Aż tak długo musieliście ich przekonywać? – zdziwił się mąż herbu Niedźwiedzia.

– Nie no, uwierzyli od razu – wzruszył ramionami najemnik.

– To co tam robiliście? – nie dał się zbić z tropu Orion.

– Graliśmy w kości – odparł mężczyzna, a widząc nietęgą minę swojego przełożonego uniósł przepraszająco ręce. – Musieliśmy odegrać konie. Poprzednio Peter oskubał mnie do zera.

Orion machnął zrezygnowany ręką. Założył sobie, że najwidoczniej takie są zwyczaje najemników, dlatego nie zaprzątał sobie dłużej tym głowy, tylko przystąpił do relacjonowania Elein wydarzeń w karczmie.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o