Rozdział 4 Wyścig z czasem – część 9

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Songe – Gwyn, Lord of Cinder

Czas mijał szybko. Na niebie to ukazywał się, to znikał oszczędny sierp księżyca, walcząc zaciekle z gęstymi chmurami, płynącymi niespokojnie po nieboskłonie. Na ulicach ponuro zapadał zmierzch. Oznaczało to, że niedługo skończy się turniej rycerski, a ludzie zaleją ciasne ulice Genevieve, niczym deszczowa woda rynsztoki. Orion i Elein dyskutowali w międzyczasie na temat powiązania Aarona i Czarnego Rycerza. Rozmowa tak bardzo ich pochłonęła, że dopiero kilka wymownych chrząknięć Damiana przywróciło ich do rzeczywistości. Wyjrzeli zza rogu w samą porę. Dwóch uzbrojonych najemników czekało przed karczmą oświetlając okolicę pochodniami. Drzwi gospody otworzyły się na oścież. Ze środka wyłoniło się czterech, krzepkich mężczyzn. Ostrożnie szli w parach podtrzymując na barkach z szacunkiem zwłoki młodego arystokraty. Tuż za nimi kroczył wysoki, starszy mężczyzna ubrany w ciemny aksamitny płaszcz. Miał on długie, siwe włosy, a na jego twarzy rysowała się straszliwa rozpacz. Mocno się garbił, przez co wydawał się być sporo niższy niż w rzeczywistości był. Jego oczy ostrożnie czesały po ostrzu pięknego, zdobionego miecza, który pieczołowicie trzymał w swoich dłoniach. Za nim, przez drzwi gospody przeszli kolejni najemnicy. Wszyscy bez wyjątku mieli blade twarze i puste spojrzenie, które z uporem utrzymywali na odległym punkcie, gdzieś daleko przed sobą. Nieśpiesznie ciągnęli za nogi zmasakrowane zwłoki, które drgały na każdej nierówności kamiennego brukowca. Trup był nagi w górę od pasa, a jego wyłamane ręce wyginały się nienaturalnie przy każdym niespokojnym szarpnięciu przez najemników. Jego twarz była wielką mięsistą masą, przypominającą miskę pełną skrawek na ladzie rzeźnika. Gardło zmarłego ozdabiała ogromna rana kłuta, która na szczęście już nie krwawiła.

Damian jęknął i wsunął się głębiej do zaułka, po czym ciężko opadł na ziemię.

– Spóźniliśmy się.. – wyszeptał zrozpaczony. – Kurwa mać, spóźniliśmy się.. Igor..

Orion zacisnął pięści aż do białości i patrzył wściekle na garbatego szlachcica. Jego ręka bezwiednie sięgnęła do broni, a ciało samo ruszyło na przód. W ostatniej chwili powstrzymała go Elein. Dziewczyna sprawnie chwyciła go z tyłu pod rękami zamykając dłonie na jego szyi i forsownie wciągając go z powrotem do zaułka. Pomimo swojej kolosalnej krzepy, miała ogromne trudności z opanowaniem miotającego się w niemej furii rycerza herbu Niedźwiedzia. Na szczęście jej wysiłki szybko wspomógł Damian i wspólnymi siłami ostatecznie unieruchomili rozszalałego mężczyznę.

– Już dobrze. – powtarzał cicho najemnik. – Już dobrze..

Po długiej chwili solidnej, niemej walki Oriona opuściło uczucie ślepej złości. Jego ciało zwiotczało, co natychmiast dało znać jego towarzyszom, że mogą osłabić swoją czujność. Damian spojrzał znacząco na Elein, po czym ostrożnie puścił swojego zwierzchnika i szybko wyjrzał za róg. Panna Wilhelm poluzowała swój niedźwiedzi chwyt, pozwalając mężczyźnie się uwolnić. Następnie szybko wstała, a widząc, że rycerz herbu Niedźwiedzia nie kwapi się z pójściem w jej ślady, podała mu rękę. Mężczyzna nieśpiesznie chwycił jej dłoń i również się podniósł. Elein milcząco poprawiła jego skórzane naramienniki, po czym położyła twardo ręce na jego barkach. Chciała mieć absolutną pewność, że nie wywinie tego samego numeru po raz drugi. Jej rozważania przerwały przerażone krzyki ludzi. Kaskada przejętych głosów oddalała się coraz bardziej niosąc ze sobą strach i niepokój w kolejne uliczki Genevieve.

– Psia mać.. – wykrztusił Orion załamując ręce. Palący gniew powoli ustępował, a jego miejsce zajmowało nieznośne uczucie żalu. Nie mógł sobie wybaczyć, że nawet przez chwilę wątpił w Igora. Przecież to był jego człowiek! Przecież wykonywał jego rozkazy! Przecież gdyby nie został w tej parszywej karczmie nadal by żył!

– Już po ptokach. – powiedział Damian smutnie. – Nic tu po nas. Wynośmy się stąd..

– Nie możemy.. – zaprzeczył mąż herbu Niedźwiedzia spoglądając na niego z dzikim wyrazem twarzy. – Garbaty jeszcze żyje!

– Orion.. – upomniała go cierpko dziewczyna.

– To nie ma sensu szefie. – pokiwał głową Damian. – Musimy przeżyć.

– Ale to był mój człowiek..gdyby..

– Wykonywał zadanie, któremu mógł odmówić. – przerwał mu mężczyzna. – Nie jesteśmy dziećmi, tylko najemnikami. Zawsze mamy wybór.

– Chodźmy. – powiedziała łagodniej Elein ciągnąc rycerza za sobą. Tym razem się nie opierał. Ruszyli ciasnymi uliczkami. Towarzystwo prowadził Damian, narzucając iście smocze tempo. Żwawo skręcali w kolejne zaułki starając się trzymać cienia wysokich, starych kamienic. Wkrótce dotarli do schodów którymi pośpiesznie zeszli. Zatrzymali się na chwilę przed dużą, metalową kratą, ale Damian szybko pomajstrował przy jej zamku i prawie natychmiast niecierpliwie otworzył przejście do kanałów. Bez wahania poprowadził drużynę do środka.

W twarz uciekinierów uderzyła ciepła woń fekalii. Paskudny smród przywrócił Oriona do rzeczywistości. Zasłonił twarz rękawem i stąpał ostrożnie po śliskim podłożu. Ostatnim, czego dzisiaj pragnął, była kąpiel w śmierdzącym kanale ściekowym. Dookoła panował półmrok. Jedynym źródłem światła były podłużne kratki w suficie, którędy ściekała deszczówka. Niestety z każdym mijanym oddechem światło coraz bardziej traciło swój blask, nieustannie ograniczając widoczność.

Ostrożne oszczędne kroki drastycznie spowolniły drużynę, która przemieszczała się teraz niemal po omacku. Nagle stopa Elein ześlizgnęła się w bok i tylko szybka reakcja Oriona, uratowała dziewczynę przed kąpielą w ściekach. Panna Wilhelm wytarła chłodny pot z czoła przełykając nerwowo ślinę. Dopiero wtedy odważyła się puścić rękę mężczyzny, któremu krótko skinęła z wdzięcznością.

W momencie, gdy Orion ostatecznie nabrał przekonania, że jest już jednością ze wszechobecnym smrodem, w jego nozdrza uderzył zapach świeżego powietrza. Tuż przed nimi wyrosła ściana z przymocowaną zardzewiałą drabiną prowadzącą pionowo w górę. Niestety ponury mrok, nie pozwolił mu dostrzec co znajduje się na jej szczycie.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o