Rozdział 7 Mój dom, moja twierdza – część 6

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Ernesto Schnack – You Are My Natural Selection

Orion chciał usiąść u boku stołu, ale temu stanowczo sprzeciwił się jego brat. Wskazał mu miejsce na szczycie, a sam usiadł po jego prawicy. Z lewej strony od Oriona usiadł Lancelot, a obok niego Elein. Przy Romualdzie usiadł Olaf, a następnie bliźniacy. Chwilę później służba wniosła pieczoną wołowinę, świeży chleb, a nawet trochę owoców specjalnie sprowadzonych z okolic południowego miasta Kuamphei.

Podróżnicy jedli szybko i dużo, nadrabiając braki zaznane w podróży. Przez pewien moment za stołem panowała cisza. Kiedy wszyscy wreszcie się nasycili na tyle, żeby skupić się na czymś innym, niż jedzenie, Romuald odchrząknął:

– Prosiłbym was wszystkich o nie wspominanie przy służbie i naszej rodzinie o czarnym problemie.

– Wy i wasze sekrety… – burknął Lancelot, łypiąc ponuro na Romualda.

– Do twojej wiadomości, wielokrotnie upominałem Oriona, żeby z tobą uczciwie porozmawiał – odparł tamten.

– Poważnie? – zdziwił się blondyn. – To dlaczego mi sam nie powiedziałeś?

– Bo ta decyzja nie należała do niego, a w odróżnieniu od Olafa rozumie znaczenie słowa poufne – odciął Orion, patrząc na brodacza spode łba.

– Nie przypominam sobie, żebym coś ci obiecał – roześmiał się Olaf. – No już nie bocz się. Zobaczysz, będą z tego same plusy.

– Racja, mam plus jeden siniak do kolekcji. Jak ja to wytłumaczę małej Ellie?

– Nie maż się, coś wymyślisz. Powiedz, że straciłeś równowagę pod ciężarem swoich kłamstw i spadłeś ze schodów – zakpił Lanc.

– Sir Lancelot, to nie było miłe – wtrąciła niespodziewanie lekko speszonym głosem panna Wilhelm. Nie była do końca pewna, dlaczego to zrobiła.

– Elein, tak? – zainteresował się nagle Lancelot. – Ładnie potrafisz przywalić. Ćwiczyłaś kiedyś walkę w zwarciu?

– Tak. Mój ojciec był mistrzem walki bez broni…

Orion wybałuszył gały, słysząc uroczy ton dziewczyny. Nie znał jej od tej strony.

– Naprawdę? To może zechcesz mnie w tym podszkolić? – ucieszył się Lanc, po czym wskazał palcem na Oriona. – Ten tutaj jest chędożonym mistrzem walki w zwarciu i chciałbym móc wreszcie się odegrać.

– Bardzo chętnie! – Elein zatrzepotała rzęsami.

Orion nie mógł dłużej tego znieść. Wstał zza stołu.

Uwaga wszystkich nagle skupiła się na nim.

– Pójdę poszukać małą Ellie – powiedział szybko, próbując ukryć swoje zgorzknienie.

– W takim razie pokaże gościom pokoje – rzekł Romuald, również wstając. – Spotkajmy się za godzinę w moim gabinecie. Wtedy na spokojnie pogadamy o czarnym problemie. Wyślę po was służbę.

Orion skinął tylko głową i ruszył szybko z powrotem w mroczny korytarz. Elein patrzyła się mu w ślad z niepokojem.

– A tego co ugryzło – wymamrotał pod nosem Lanc.

Damian podniósł się i spojrzał twardo na Romualda:

– Ja tylko wtrącę, że ani ja, ani mój brat nie będziemy wam na spotkaniu potrzebni. Ustaliliśmy z Orionem, że zostajemy tutaj i pracujemy dalej dla ciebie. Jak to tam leciało? Ryzykowne zadanie, a potem stabilne zatrudnienie, co nie? – zakończył, zerkając na Daniela, który skwapliwie przytaknął.

– W takim razie postaram się jak najszybciej znaleźć dla was odpowiednią robotę – zgodził się Romuald.

– Pójdę za Orionem. – Lancelot wstał zza stołu i szybko udał się śladem swojego przyjaciela.

Musiał solidnie przyśpieszyć kroku, żeby nadgonić młodego rycerza. Doścignął go dopiero na następnym piętrze, gdzie zastał go na rozmowie ze służącą.

– Mój panie, sugerowałabym spróbować jutro rano, mała Ellie już śpi.

– Tak zrobię, a Priscilla?

– Pani Priscilla zapewne szydełkuje w swoim pokoju.

– Dziękuje Marlene, możesz odejść.

– Oriooon! – zawołał Lancelot, a jego przyjaciel obrócił się zaskoczony.

– O co chodzi?

– Ty mi powiedz? Najpierw gównianie się witasz ze mną i Romualdem, potem nagle wymykasz się z kolacji i już nawet nie będę wspominał o twoich bajkach przygotowanych specjalnie dla mnie.

– No dobra – westchnął mężczyzna. – Pogadajmy. Ale nie tutaj, chodź do jakiegoś pokoju.

– Niedaleko jest mój. – Lanc wskazał na pokój na końcu korytarza, po czym szybko wyjął świeczkę ze świecznika na ścianie.

Mężczyźni weszli do pomieszczenia i starannie zamknęli drzwi. Lancelot postawił na stoliku świeczkę, po czym usiadł na łóżku. Orion rozgościł się na krześle. Gorączkowo usiłował znaleźć dobry temat na rozpoczęcie trudnej rozmowy.

– Jak tam się miewa Edmund? – zapytał, przerywając niezręczną ciszę.

– Awansował. Jak to sam ładnie określił, zajmuje się sprawami gospodarczymi rodu Wrony. W konsekwencji często bywa poza posiadłością i niestety, przez to widujemy się dość rzadko.

– To świetnie…

– Niemniej jednak za każdym razem, jak spotykaliśmy się przy kielichu, pytał o ciebie – przerwał mu Lancelot, patrząc na niego z niezadowoleniem. Orion speszył się. W myślach ponownie przestudiował, tym razem jeszcze wnikliwiej, pulę bezpiecznych tematów do poruszenia.

– Słyszałem, że znowu wygrałeś – oznajmił ze szczerym uśmiechem. – Gratuluje!

– Dzięki. W finale spotkałem się ze słynnym Rowinem z Ferrumis, ale w porównaniu z tobą wypadł dość marnie. Na poprzednim turnieju tak mnie prałeś, że już myślałem, że nie dotrzymasz umowy.

– Był taki moment. Żałuję, że nie dałem się ponieść. Nawet nie wiesz ile bym zaoszczędził czasu – powiedział, wspominając flegmatycznego lokaja Elein.

– Nie bądź taki. Przecież wiesz, co by mi zrobił ojciec.

– Wiem, ale drugi raz już nie dam się kupić. – Orion uderzył się dumnie w pierś.

– A gdybym zaproponował mój pancerz? – zapytał chytro Lancelot.

– Chciałbyś się rozstać ze swoim Khenijskim pancerzem? – zdziwił się nie na żarty mężczyzna. – Przecież Hohenheim ci nogi z dupy powyrywa za taki interes!

– To prawda – skinął głową blondyn. – Ale, ale! Przed chwilą zarzekałeś się, że nie dasz się kupić.

– Ożesz ty! A zresztą tak czy inaczej byłby za mały…

– No dobra. Ładnie unikasz tematu, ale ja nadal cholernie chcę się dowiedzieć sam już najlepiej wiesz o czym – spoważniał nagle Lanc. Orion ciężko westchnął, po czym wstał i obrócił się do okna. Na zewnątrz było już ciemno, dlatego widział doskonale swoje posiniaczone odbicie. Wyglądał sporo lepiej niż wczoraj.

– Ostrzegałeś mnie – odezwał się po długiej pauzie, odwracając się do przyjaciela. – Ostrzegałeś, a ja ciebie nie posłuchałem. Na królewskim przyjęciu spełniłem swoje marzenie, a jednocześnie zaprzepaściłem swoją przyszłość. – Rycerz gorzko zaśmiał się. – To, co się działo na bankiecie… To, jak uzyskałem swój tytuł i narzeczoną… W zasadzie nie powinienem o tym wspominać. Nie zrozum mnie źle – dodał szybko, widząc rozżalony wyraz twarzy przyjaciela. – Zostało mi to surowo zabronione. Mogę tylko powiedzieć, że właśnie tam złapałem tę cholerną klątwę. Resztę pozostawię twoim domysłom.

– Mów dalej – wycedził Lancelot.

– Jak tylko się dowiedziałem szczegółów tejże klątwy, które pewnie też poznałeś dzięki długiemu jęzorowi Olafa – rzekł rycerz, przyglądając się przyjacielowi, który przytaknął – stwierdziłem, że nie mogę narażać nikogo ze swoich bliskich i postanowiłem jak najszybciej wyjechać.

– Mogłeś mi powiedzieć! – warknął Lancelot.

– Mam dług wobec twojego ojca. Poza tym nie chciałem cię w to wciągać.

– Romualdowi powiedziałeś!

– To jest inna sprawa.

– Gówno prawda, po prostu jemu zaufałeś, a mi nie! – oburzył się Lanc, wskakując na nogi.

– Romuald nie może ze mną pojechać! Doskonale o tym wiesz!

Blondyn wciągnął mocno powietrze i ponownie usiadł:

– Jemu powiedziałeś. Jemu pozwoliłeś pomóc… – powiedział ze smutkiem.

– Ponieważ jego pomoc jest zupełnie inna! Pomaga mi bez większego ryzyka dla siebie. Ty byś tak nie potrafił.

– Święta racja i jestem z tego dumny! Tak powinni postępować przyjaciele!

– Lanc, posłuchaj…

– Orionie, jesteś pełen gówna! Tyle razem przeszliśmy, tyle sobie pomagaliśmy… Powiedz mi, ale szczerze, co byś zrobił, gdybym wylądował w twoich butach? – zapytał twardo, mierząc przyjaciela ciężkim spojrzeniem. Orion zacisnął zęby i odwrócił wzrok.

– Tak myślałem! Jesteś cholernym hipokrytą!

– A co ty byś zrobił, gdybyś wylądował w moich butach?! – zdenerwował się władca zamku. – Wciągnąłbyś wszystkich kogo znasz i kochasz w takie łajno?!

Tym razem przemilczał Lancelot. Nagle, mocno pokiwał głową:

– Zostawmy w cholerę to gdybanie! Teraz już wszystko wiem i niech mnie Regnar zeżre, jeśli tym razem z tobą nie pojadę.

– No dobrze.

– Za szybko się zgodziłeś – łypnął podejrzliwie blondyn. – Chyba nie myślisz, że uda ci się przede mną zwiać?

– Oczywiście, że nie.

Zapadła cisza, podczas której Lancelot bacznie taksował Oriona wzrokiem.

– Kto cię tak urządził – powiedział wreszcie.

– Klątwa.

– Mówiłeś, że zbłąkana tarcza.

– Jedno nie wyklucza drugiego. Czy chcesz wyjaśnić coś jeszcze? Chciałem odwiedzić matkę i może Dresta.

– Na razie nic więcej – rzekł Lancelot, wstając z łóżka. – Dobrze cię znowu widzieć.

– I ciebie stary druhu – uśmiechnął się Orion, po czym krzepko uścisnął przyjacielowi rękę. – Przydałoby się zrobić jakąś beczułke piwa na dwóch.

– Świetnie się składa! – ucieszył się Lancelot. – Dzisiaj rano dotarła tu beczka z piwem zaadresowana do ciebie. Chyba się podzielisz?

– Beczka piwa? Dla mnie? – zdziwił się Orion. – Od kogo?

– Od niejakiego Leo. Byłego właściciela karczmy “Kopnij w Pień”.

– Dziwna sprawa – zaniepokoił się młody rycerz. – Jedyny Leo, którego znałem to właściciel karczmy “Gruby Smok” i nie był typem bezinteresownym. Może karczma zmieniła nazwę? No nic. Jutro sprawdzę przesyłkę. Może był dołączony jakiś list.

Orion wyszedł z pokoju. Nie wiedział do końca, dokąd miał iść, więc chwilę błąkał się po zamku okrężnym korytarzem. W końcu znalazł służącą, którą poprosił o wskazanie pokoju swojej matki. Kobieta zaprowadziła go na miejsce, a on podziękował jej skinieniem. Tuż przed drzwiami zawahał się. Długo stał z ręką na klamce, ale w końcu zacisnął zęby i wszedł do środka.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o