Rozdział 7 Mój dom, moja twierdza – część 7

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Akira Yamaoka – Early Birthday Present

W pomieszczeniu ponuro płonęły nieliczne świece. Tuż przy oknie na dużym bujanym fotelu siedziała zgarbiona kobieta. Jej symetryczne rysy twarzy, niegdyś piękne, a teraz pokryte głębokimi zmarszczkami, zastygły w obolałym wyrazie. Przygnębiona mimika była nieodzownym składnikiem życia Priscilli przez sześć ostatnich lat.

– Witaj, matko, wróciłem! – powiedział rycerz sztucznie uradowanym głosem. Priscilla uniosła wolno głowę i odgarnęła czarne loki z twarzy. Nieobecne spojrzenie powędrowało do Oriona, a oblicze rozjaśniło się, jak za starych dobrych czasów:

– Edgar? To ty?

– Nie. To ja. Orion – zaprzeczył tamten. Radość Priscilli zaczęła gasnąć, aż wreszcie jej twarz wróciła do naturalnego dla niej wyrazu.

– Tylko Orion…

– Nie było mnie w domu już rok – odparł rycerz, usiłując nie pokazać, jak boleśnie uderzyły go słowa matki.

– Minął już rok? – zdziwiła się kobieta. – Jak idzie nauka w posiadłości Wrony? Czy lord Hohenheim dobrze cię traktuje?

– Idzie bardzo dobrze… – wykrztusił, opuszczając wzrok na podłogę. – Lord Hohenheim to bardzo honorowy człowiek i nigdy nie spotkało mnie z jego strony nic złego.

Zawsze odpowiadał na to pytanie dokładnie w ten sam sposób. Kiedyś kilkakrotnie próbował zakomunikować matce, że już zakończył swoją edukację, ale bezskutecznie. Z wysiłkiem przemówił ponownie:

– Jak tam się miewa mała Ellie?

– Kto? – zdziwiła się kobieta.

– Twoja córka…

– Elizabeth… Pewnie bawi się gdzieś na zewnątrz.

Orion spojrzał w okno na nocny ogród i zacisnął zęby w bezsilnej złości.

– Będę się zbierał – powiedział, obracając się i ruszając w kierunku wyjścia. Kiedy otworzył drzwi, Priscilla podniosła leniwie głowę i spojrzała na jego plecy.

– Edgar? – zawołała radośnie, wstając z fotela i na chwilę odzyskując dawną witalność i urodę.

– Nie, mamo – pokiwał głową mężczyzna. – To tylko twój syn, Orion.

– Tylko Orion… – powtórzyła kobieta. Z powrotem usiadła na krześle. Po chwili wróciła do szydełkowania.

Młody władca na Ziemiach Marchijskich starannie zamknął za sobą drzwi pokoju Priscilli, po czym podszedł do ściany i ciężko oparł się o nią głową. Nienawidził swojego wyglądu. Był tak bardzo podobny do swojego ojca, że nawet Dresta czasami przyprawiał o chandrę. Nie mógł znieść widoku rozczarowania w oczach swojej matki, kiedy znowu i znowu przypominał jej, że nie jest Edgarem herbu Niedźwiedź.

– Jaśnie panie…

Wyprostował się i spojrzał na zaniepokojoną twarz młodej służącej. Zupełnie nie zauważył, kiedy do niego podeszła.

– Miałam przypomnieć o spotkaniu z paniczem Romualdem. Czy życzy sobie jaśnie pan, żebym zaprowadziła na miejsce?

Orion skinął głową i ruszył za kobietą. Spotkanie z Drestem będzie musiało poczekać do jutra i dobrze, bo dzisiaj już nie miał na to sił.

Orion przybył do gabinetu Romualda jako ostatni z zaproszonych. Pozdrowił zebranych gestem i zajął ostatnie wolne krzesło. Z jego lewej strony siedział Olaf, a z prawej Lancelot. Drugie miejsce obok blondyna zajmowała Elein, która raz na jakiś czas zerkała niepewnie na Oriona. Niepokoiła się już od momentu nagłego opuszczenia przez rycerza kolacji, a teraz wyglądał znacznie gorzej niż wtedy.

Romuald siedział na biurku i wodził spojrzeniem po zebranych. Tuż przy nim stał szczupły mężczyzna, którego z pewnością nie można było określić słowem pospolity. Dorosła twarz pozbawiona wszelkiego zarostu. Krótkie, gęste włosy koloru rdzy. Takie połączenie było praktycznie niespotykane w całej Brytonii. Elein w zamyśleniu przyglądała się nieznajomemu. Nagle uderzyła się dłonią w kolano.

– Wreszcie przypomniałam sobie pańskie imię! Andrew! Co pan robi tak daleko od Wilhelm?

Romuald spojrzał zaskoczony na nieznajomego:

– Znasz ją?

– Zaprzeczenie. Widzę osobnika po raz pierwszy.

– Jest pan alchemikiem w Wilhelm – nie odpuszczała Elein. – Zamawiałam nawet u pana mikstury na… w sumie to nieistotne. Ważne jest, że pana pamiętam.

– Zdziwienie. Czy istnieje możliwość, że spotkałaś innego?

– Innego? – zdziwiła się dziewczyna.

– Potwierdzenie. Innego z mojego ludu.

– Ciekawe – rzekł Romuald, pocierając dłonią swój zarost. – Czy twoi pobratymcy są bardzo do ciebie podobni?

– Potwierdzenie.

– Może przedstawisz nam swojego przyjaciela, żeby rozwiać wątpliwości? – wtrącił się Orion.

– Słusznie – zgodził się Romuald. – Przed wami mistrz Rob. Absolutny geniusz, którego ciężko jednoznacznie przypisać do jednej dziedziny. Dzięki niemu od niedawna mamy założony system wodny. W skrócie, żadne oblężenie nie wyczerpie naszego zapasu wody, a to tylko jedna z niewielu rzeczy, które mistrz Rob zdążył już zrobić.

– Ładnie – gwizdnął Olaf. – Takie cuda są tylko w największych miastach. Nad czym teraz pracuje nasz mistrz?

– Turbina wiatrowa – odparł sucho Rob.

– A cóż to za diabelstwo? – zdziwił się Olaf.

– Zostawmy pytania o wynalazki mistrza Roba na kiedy indziej – niecierpliwił się Romuald. – Zainteresowanym polecam odwiedzić mistrza w pracowni, która znajduje się w lochach tego zamku. Chciałbym teraz przejść do głównego tematu naszego zebrania, a mianowicie do Czarnego Rycerza.

– Do czego będzie nam potrzebny mistrz Rob? – zapytała podejrzliwie Elein. Ciągle nie wierzyła, że mężczyzna był jej nieznany. Doskonale zapamiętała Andrewa z Wilhelm. Wyglądał kropka w kropkę jak tajemniczy mężczyzna, a nawet wysławiał się w bardzo podobny sposób.

– Do analizy – wyjaśnił spokojnie Romuald. – Mistrz Rob zrobi dla was pancerze i dodatkowe uzbrojenie, ale żeby zrobić to dobrze, musi dowiedzieć się więcej o Czarnym Rycerzu. Wróćmy zatem do głównego tematu…

– Nie rozumiem, co na spotkaniu dotyczącym Czarnego Rycerza robi Lancelot – przerwał z kamienną twarzą jego brat.

– Orionie! – warknął Lanc. – Myślałem, że już to sobie wyjaśniliśmy!

– Wstępnie obgadaliśmy – poprawił go Orion.

– Wygląda na to, że muszę uzupełnić twoją kolekcję siniaków o kolejną śliwę pod okiem – powiedział złowieszczo blondyn, podrywając się do góry.

– Spróbuj szczęścia – odparł Orion, wskakując na nogi i podnosząc pięściarską gardę.

– Spokój! – Romuald groźnie łypał na dwóch, zaskoczonych tym wybuchem, mężczyzn. – Temat dotyczy również Lancelota i za chwilę to udowodnię! – zwrócił się do brata. – Ale żeby móc to zrobić, musisz dać mi dojść do słowa! Panowie, raczcie usiąść i mi nie przerywać!

Mężczyźni potulnie wrócili na swoje miejsca, zerkając na siebie spode łba. Woleli nie wchodzić rozdrażnionemu Romualdowi w drogę, ale to nie znaczyło, że temat się wyczerpał.

Sam Romuald spoglądał chwilę po zebranych, zanim odważył się ponownie przemówić:

– Zacznę od nowych informacji, które udało mi się uzbierać. Orionie, twój trop był słuszny. Kilka miesięcy temu wynająłem detektywów do zbadania sprawy Wilczych rodów. Udali się oni do Cyril, Edna i Blase, czyli kolejnych miast założonych przez Wilków. Rezultaty śledztwa były podobne do tego, co odkryliście w Genevieve.

Wszyscy obecni natychmiast spoważnieli.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o