Rozdział 7 Mój dom, moja twierdza – część 8

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Danheim – Nóatún

– W każdym mieście? – zapytał z naciskiem Orion. – Wszyscy nie żyją?

– Nie w każdym – odpowiedział jego brat. – Potomkowie Edny wciąż mają się dobrze.

– Z siedmiu wilczych rodów, trzy już zostały eksterminowane – powiedziała z przejęciem Elein. – A mój miał być następny…

– Z ośmiu wilczych rodów – poprawił ją Romuald, a wszyscy spojrzeli na niego z zaskoczeniem. – Dodatkowo, nie znam sytuacji w innych miastach. Przeprowadziłem wnikliwe śledztwo historyczne, które ponownie potwierdziło hipotezę Oriona. Mało który z ośmiu Wilków dożył starości. Wilhelm Wielki zmarł zaledwie sześć lat po zakończeniu magicznego powstania Moriany. Reszta nie pociągnęła dużo dłużej. Kroniki nie podają dokładnych dat, ale wiadomym było, że w piętnastym roku kalendarza Arturiańskiego większość z wielkiej siódemki już nie żyła. Przetrwała tylko Genevieve. Zapiski nie wspominają również nic na temat śmierci Mereditha Wspaniałego.

– Jeśli legendy na temat Mereditha nie są bardzo przesadzone, to ciężko jest mi wyobrazić kogoś zdolnego do odebrania mu życia – odparł Olaf, pocierając intensywnie brodę.

– Czekaj, czekaj – wtrącił zdumiony Orion. – Ósmy Wilczy ród?

– Dokładnie – przytaknął jego brat. – Zgodnie z informacjami, które udało mi się uzyskać, do Wilków należał też Dirk Krwawy.

– Dirk był Wilkiem? – mocno zdziwiła się Elein. – Jesteś pewien?

– Jak smok przed dziewicą. Nie był zbytnio z tego znany, gdyż najpewniej zdezerterował w trakcie powstania Moriany.

Romuald zrobił efektowną pauzę, po czym spojrzał wymownie na Oriona:

– W tym momencie możemy wreszcie wrócić do twojego pytania, mój niecierpliwy bracie. Dlaczego zaprosiłem na spotkanie Lancelota? Ponieważ zgodnie z moim śledztwem jest potomkiem Dirka Krwawego.

– O nie… – Orion kiwał gorączkowo głową. – Może się pomyliłeś? Musiałeś się pomylić!

– Narysowałem drzewo genealogiczne rodu Dirka – zasmucił się Romuald. – Sprawdzałem je sześć razy. Dodatkowo, poprosiłem o weryfikację Roba.

– Potwierdzenie – wtrącił się mistrz. – Lancelot herbu Wrony jest synem Skarlet rodu Sanguis, która jest potomkinią Dirka Krwawego.

– Moja matka jest potomkiem Wilka? – Zaskoczony Lanc rozejrzał się po obecnych. – Co jest? Czemu takie grobowe miny?

– Olaf nie powiedział? – zapytała Elein.

– Coś tam mówił, ale byliśmy już po kilku głębszych… – przyznał tamten zakłopotany.

– Gratuluję! – wycedził przez zęby Orion. – Właśnie zostałeś pełnoprawnym członkiem drużyny.

– Skąd taka odmiana? – zaniepokoił się blondyn.

– Sir Lancelot, jest pan również celem klątwy – pokiwała głową zasmucona dziewczyna. – Na początku naszego śledztwa w Genevieve, Orion wysunął pewne przypuszczenie. Założył, że prawdziwym celem Czarnego Rycerza nie był, ani on, ani Pankracy…

– Pankracy? A któż to? – przerwał Lancelot, marszcząc brwi.

– Szlachcic, który był oryginalnym celem klątwy. To właśnie na jego przyjęciu Orion przejął klątwę, ścinając Czarnego Rycerza po raz pierwszy.

– Czekaj, jaki Pankracy? Przecież mówiłeś, że złapałeś klątwę na przyjęciu u króla Artura? O cholera… – Lancelot zasłonił usta ręką i spojrzał przerażony na wściekłą twarz przyjaciela. Elein siedziała osłupiała, ale nagle w jej oczach pojawiły się iskry zrozumienia. Spojrzała na Oriona przerażona:

– Pankracy to był… – wydusiła w szoku.

– Brawo! – warknął Orion. – Właśnie zafundowałeś mi darcie pasów i łamanie kołem. Dzięki przyjacielu!

Romuald wymownie przyłożył dłoń do czoła i westchnął.

– Nie wiedziałem – próbował tłumaczyć się Lanc, ale Orion uciszył go gestem.

Panna Wilhelm odchrząknęła:

– Orionie, zapewniam cię, że ani ode mnie, ani od Olafa… – Elein zawahała się, mierząc nieprzychylnym spojrzeniem brodatego mężczyznę. – Ode mnie na pewno to nie wypłynie.

– Panienko! – oburzył się brodacz. – Orionie, mój druhu! Twój sekret jest bezpieczny razem ze mną.

Orion powiódł wzrokiem po swoich kompanach, następnie westchnął i schował twarz w dłoniach.

Romuald zacisnął palce na barku mistrza Roba:

– Pragnę cię poprosić o zachowanie tego, co usłyszałeś przed chwilą, tylko dla siebie.

– Jestem w stanie wymazać to z pamięci, jeśli namiestnik sobie tego życzy – oznajmił tamten.

– Nawet bardzo.

Twarz Roba straciła wszelkie emocje. Patrzył się tępo przed siebie tak, jakby umysł na chwilę opuścił jego ciało. Nagle szybko zamrugał:

– Zrobione.

– Mistrz Rob bywa czasami ekscentryczny – tłumaczył Romuald zdziwionej grupie. – Zapewniam cię, że sekret jest z nim bezpieczny – dodał już do swojego brata.

Orion nie odpowiedział, tylko dalej siedział z twarzą schowaną w dłoniach.

Lancelot zwrócił się do Elein:

– Przerwałem ci. Czy mogłabyś dokończyć opowieść?

– Oczywiście panie Lancelot – skinęła głową dziewczyna, rzucając Orionowi ukradkowe spojrzenie.

– Mam małą prośbę – wtrącił blondyn. – Proszę, zwracaj się do mnie na ty, a jeśli po imieniu, to mów mi Lanc.

– Oczywiście, panie Lancelot. – Dziewczyna chwyciła się dłonią za usta. – Znaczy się… Oczywiście – poprawiła się szybko i złapała kilka głębszych oddechów. Wkrótce zaczęła powoli opowiadać obecnym o możliwym powiązaniu Wilków i Czarnego Rycerza. Wspomniała o śmierci swojego ojca, o dziwnych śladach w posiadłości Genevieve oraz o niepewnych informacjach uzyskanych w Chaszczach od starego mężczyzny o imieniu Janson.

– Dlatego odkrycie pana Romualda… – ciągnęła dziewczyna.

– Wystarczy Romuald – wtrącił tamten z ciepłym uśmiechem.

Panna Wilhelm zgodziła się krótkim skinieniem. Ponownie zerknęła z niepokojem na siedzącego w bezruchu młodego władce zamku.

– Odkrycia Romualda – podjęła po chwili – w dużym stopniu potwierdza hipotezę Oriona. Zagłada Trzech Wilczych rodów i atak na czwarty? To nie może być przypadek!

– Rozumiem – zgodził się dziarsko Lanc, zacierając ręce. – Czyli chcąc nie chcąc jestem mocno wplątany w całą intrygę. W takim razie chciałbym poznać więcej informacji o Czarnym Rycerzu. Orionie, może zechciałbyś mi zarysować ten czarny charakter? – zakończył nonszalancko, uśmiechając się do Elein, która natychmiast się tym speszyła.

– Może i zechciałbym – odparł po chwili Orion, wybudzając się z letargu. Rozprostował barki, wstał i wyszedł przed grupę. Zaczął monotonnie relacjonować swoje wszystkie starcia z Czarnym Rycerzem. W trakcie opowieści jego głos coraz bardziej nabierał siły i emocji, natomiast Lancelotowi mina rzedła coraz bardziej.

– Dzięki Elein i bliźniakom skończyłem tylko z posiniaczoną gębą – podsumował na koniec.

– No i nie zapominajmy o Druidach, którzy odwalili tak dużo roboty – uśmiechnęła się złośliwie dziewczyna. – Czarnemu należy się nagroda! Dzięki niemu szlaki handlowe Starej Brytonii przez jakiś czas znowu będą bezpieczne.

Orion uśmiechnął się. Wizja Króla Artura wręczającego Czarnemu Rycerzowi sakiewkę złota wydawała się być wyjątkowo absurdalna.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o