Rozdział 7 Mój dom, moja twierdza – część 9

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Krzysztof Wierzynkiewicz- Vergen By Night

Olaf siedział z wybałuszonymi oczami i przyglądał się po kolei swoim towarzyszom, ale ich poważne miny nie wróżyły nic dobrego.

– Trochę przybarwiliście opowieść prawda? – zapytał z nadzieją Lanc.

Elein westchnęła i spojrzała ze zrozumieniem na Oriona. Wytłumaczenie komuś, kto nie ujrzał na oczy terroru klątwy, czym jest Czarny Rycerz, było zadaniem wyjątkowo niewdzięcznym.

– Nie – zaprzeczył Orion. – Czyżby zrobiło ci się mokro w kalesonach?

– Trochę tak – zgodził się blondyn.

– Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym, żebyś miał możliwość się wycofać – powiedział z żalem Orion.

Romuald odchrząknął, zwracając na siebie uwagę zebranych:

– Powinniśmy przedyskutować nasze kolejne kroki. Moim zdaniem mamy dwie możliwości. Albo dalej na ślepo szukać wskazówek w kolejnych Wilczych miastach, albo spróbować coś wycisnąć z Pankracego.

– Po co dalej używać tego dziwnego imienia? Przecież już wiemy… – zaczął Olaf.

– Po to, żeby móc spokojnie o tym rozmawiać w każdych warunkach, bez strachu bycia podsłuchanym – przerwał Romuald, spoglądając na niego surowo.

– Nie mam dużo czasu – pokręcił głową Orion. – Następny atak może być dla mnie ostatni, dlatego musimy wydusić więcej z Pankracego.

– Jakiś pomysł, jak możemy to osiągnąć? – zapytała Elein.

– Jestem władcą na Ziemiach Marchijskich… Może to wystarczy do uzyskania audiencji – wzruszył ramionami Orion. – A jeśli to nie wypali mamy ze sobą Lancelota – dodał, mrugając porozumiewawczo do Elein, która bezskutecznie próbowała go uciszyć gestem.

– A cóż to da? – zdziwił się blondyn.

– Więcej niż myślisz – tłumaczył Orion. – Gdybyś był ze mną w Wilhelm…

– Na pewno nie zaszkodzi! – szybko wtrąciła dziewczyna, posyłając Orionowi zabójcze spojrzenie.

– Wisi na tobie klątwa – nie zgodził się Romuald. – Dlaczego Pankracy miałby ryzykować spotkanie z tobą?

– Bo jego szpiedzy doniosą mu o moim ostatnim starciu z Czarnym. Jeśli się nie mylę, mamy około pół roku czasu do następnego i Pankracy zapewne o tym wie.

– Skąd pewność, że Pankracy obserwuje twoje działania?

– Mieliśmy kilka sytuacji w Genevieve, które dość mocno na to wskazują. – Orion rzucił znaczące spojrzenie Elein i Olafowi.

– Ten starzec, który uprzedził panienkę! – uniósł się brodacz.

– I brak straży królewskiej na wieży, przez którą wydostaliśmy się z miasta – podchwyciła Elein.

– Dobrze – zgodził się Romuald. – Spróbować nie zaszkodzi. Napisz w najbliższym czasie list do Pankracego z prośbą o audiencję i najlepiej zawrzyj w nim informację o waszym zwycięstwie nad Czarnym Rycerzem. Nie należy w zupełności zawierzać doniesieniom szpiegów.

– Jaki jest plan w przypadku odmowy? – zapytała Elein, krzyżując ręce na piersi.

– Spróbujemy szczęścia w jednym z trzech Wilczych miast – odparł Orion.

– A do pozostałych wyślę swoich detektywów – poparł jego brat.

– Wyborny pomysł. – Olaf klasnął w dłonie. – Które miasto wybierzemy?

– Możemy zrobić głosowanie. – Orion wzruszył ramionami. – Nie mamy żadnych poszlak, więc wybór, tak czy inaczej, będzie losowy.

– Sugeruję zrobić to później, kiedy już ustalimy ostateczny skład drużyny – odparła panna Wilhelm, rzucając nieprzyjazne spojrzenie Olafowi.

– Czy potrzebujecie kogoś jeszcze? – zdziwił się Romuald.

– Raczej kogoś mniej – oznajmiła dziewczyna. – Jestem przeciwna dołączaniu Olafa do drużyny.

Brodaty mężczyzna nagle stracił cały rezon i mocno się skurczył. Na jego twarzy zagościły liczne zmarszczki i pojawił się przygnębiony wyraz. W jednej chwili postarzał się o kilkanaście lat.

– Panienko, błagam… Daj mi ostatnią szansę – rzekł pokornie. – Obiecuję, że tym razem nie zawiodę.

– Dzięki twoim staraniom zginął Artur herbu Czapla oraz jeden dobry najemnik! – zagrzmiała gniewnie Elein, wyrzucając wreszcie wszystko, co jej się zebrało na sercu.

– Najemnik? – zdziwił się Olaf. – Igor nie żyje?

– Owszem! Nie żyje! – rozzłościła się jeszcze bardziej. – A to nie koniec twoich zasług! Musieliśmy uciekać z podkulonymi ogonami przez kanały Genevieve, a Orion wpadł w pułapkę Druidów i prawie skończył w lochu lorda Dereka! Wszystko to dla kobiety, której też zniszczyłeś życie! A właśnie co tam u Elwiry?! – zakończyła jadowicie.

– Nie odzywa się do mnie – odparł tępo zszokowany mężczyzna, który wciąż przyswajał wiadomość o śmierci Igora. – Codziennie usiłuje z nią porozmawiać, ale ona nie odzywa się do mnie…

Olaf urwał i schował twarz w dłoniach, kuląc się na krześle. Orion i Lancelot spojrzeli na dziewczynę karcąco.

– Przesadziłaś – szepnął jej na ucho blondyn. Panna Wilhelm nabrała wody w usta. Pluła sobie w brodę, ale raz wypowiedzianych słów nie dało się już cofnąć. Od momentu, kiedy ujrzała Olafa, czuła, że stara uraza ożywa i nabiera coraz większych rozmiarów. Dusiła ją w sobie długo, aż w końcu nie wytrzymała. Nie potrafiła znieść tego, że Olaf przez cały czas zachowywał się jak gdyby nigdy nic. Dopiero teraz zrozumiała, że była to wyłącznie gra pozorów. Mężczyzna czuł się ze sobą źle. Wszystkie jego decyzję okazały się niesłuszne.

Dziewczyna zacisnęła zęby. Było jej szkoda Olafa, ale ciągle uważała, że nie zasługuje na kolejną szansę. Gdyby mogła, zmieniłaby wyłącznie formę wypowiedzi.

– Elein, trochę cię poniosło – uśmiechnął się Orion, kładąc rękę na barku Olafa. – Z tej sytuacji wyszło też kilka plusów. Zyskaliśmy dwóch świetnych najemników oraz dostaliśmy nieoczekiwane wsparcie Druidów w walce z Czarnym Rycerzem. No i dowiedziałem się, że Pankracy bacznie przygląda się moim poczynaniom. To prawda, mieliśmy dodatkowe trudności i słusznie zauważyłaś, że zginęło parę osób, ale nie jestem w stanie zrzucić winę za śmierć Igora na barki Olafa. Rozkaz pozostania w karczmie pochodził ode mnie, dlatego jego śmierć jest tylko na moich rękach.

– Stek bzdur! – oburzyła się Elein. Zupełnie nie zgadzała się z ostatnim stwierdzeniem mężczyzny.

– Zginął, wykonując mój rozkaz! – Rycerz wzmocnił chwyt na barku brodatego mężczyzny. – Stanąłem w twojej obronie, Olaf, ale uprzedzam cię, jeśli raz jeszcze spróbujesz smalić cholewki do jakiejś panny, spuszczę ci lanie życia! Zrozumiałeś?

– Zrozumiałem…

– Czy kochasz Elwirę? – dodał Orion nieoczekiwanie.

– Kocham! – krzyknął bez zawahania Olaf, bijąc się w pierś.

– To postaraj się jej nie rozczarować. Udowodnij jej, że było warto – Orion uśmiechnął się i klepnął go w bark. Olaf, który dzięki tym słowom poczuł nagły przypływ otuchy, dziarsko wskoczył na nogi i rozejrzał się po zebranych:

– Najmocniej przepraszam was wszystkich – przemówił z pokorą. – Zdaje sobie sprawę z moich błędów i chce zadośćuczynić! Dziękuje za danie mi kolejnej szansy!

– Nie ma sprawy chłopie! – odparł z poważną miną Lanc.

– Tobie też czymś podpadł? – zdziwił się Orion.

– Nie. Ale takie dobre przeprosiny, że grzech nie przyjąć.

– Pragnę tylko dodać, że nie podoba mi się ten pomysł – poinformowała sucho panna Wilhelm.

– Wróćmy może do planu awaryjnego – zmienił temat Romuald, masując pulsujące skronie. Przez te wszystkie sprzeczki rozbolała się go głowa.

Grupa zgodziła się na głosowanie. Każdy anonimowo napisał na małej karteczce papieru swój wybór. Romuald wziął kartki i odczytał wyniki:

– Jeden głos na Meredith, dwa na Rex, jeden na Edna. Zatem waszym wyborem będzie Rex. Resztę sprawdzą moi detektywi.

– Szkoda – skrzywił się Lanc. – Zawsze chciałem zobaczyć Wspaniałe Miasto Meredith.

– Ja strzelałem – dodał Olaf.

Orion spojrzał zaskoczony na Elein, która odpowiedziała uśmiechem.

– Mistrzu Robie, czy dostarczone informację są wystarczające do wykonania odpowiedniej jakości pancerzy? – zapytał Romuald, obracając się do szczupłego mężczyzny.

– Potwierdzenie. Stop powinien być lekki i wytrzymały a łączenia nie mogą ograniczać ruchów. Należy przeprowadzić dodatkowe obliczenia – podsumował z zatrwożoną miną.

– Czy mistrz jest w stanie wykonać miecz? – zapytał z nadzieją Orion.

– Zaprzeczenie. Zbyt małe umiejętności kowalskie. Mierna jakość wykonanej broni. Ostrze zbyt ciężkie i twarde. Dostateczne do starcia z człowiekiem, niedostateczne do starcia z Czarnym Rycerzem. Estymacja czasu potrzebnego do poprawienia umiejętności kowalskich wynosi pół roku.

Obecni mieli zmieszane miny. Mało kto w pełni zrozumiał wypowiedź mężczyzny.

– Romuald, potrzebuje grupę najemników do odzyskania pewnego przedmiotu – powiedział w końcu Orion. – Niezwłocznie.

Elein spojrzała na niego z wdzięcznością. Nie potrafiła wyrazić słowami emocji, które w danej chwili odczuwała. Wiedziała, że nigdy tego nie zapomni.

– Tak się składa, że mam wolną drużynę. Przyjdą do ciebie z samego rana, a ty ustalisz z nimi szczegóły.

Na tym zakończyli spotkanie. Było już bardzo późno, dlatego Romuald poprosił służbę o odprowadzenie zebranych do swoich pokojów.

– Chciałem jeszcze skorzystać, z waszej obecności i zorganizować kameralne przyjęcie – rzucił na pożegnanie. – Obiecuję dobrą muzykę oraz dużo smacznego jedzenia i alkoholu. Mam nadzieję, że będzie również doborowe towarzystwo.

– A co na to twój lekarz? – zapytał Orion.

– Na szczęście, Wynn i jego młodzi dręczyciele udali się wczoraj do Wintonian – odparł Romuald konspiracyjnym szeptem. – Nie zdążą wrócić.

– To nie są żadni dręczyciele, tylko młodzi czeladnicy, którzy próbują ci pomóc.

– A to jest tylko twoja opinia, mój bracie.

– No dobrze, a jak chcesz załatwić naszego staruszka?

– Nie twoja w tym głowa. – Romuald machnął niecierpliwie ręką.

– Wchodzę w to! – ucieszył się Lancelot, po czym trącił Oriona łokciem. – Jest to świetna okazja na zrobienie obiecanej przez ciebie beczułki.

– Słusznie! – zgodził się tamten, uśmiechając się do brata i przyjaciela. – Chętnie się z wami napije i posłucham waszych opowieści.

– Dziękuje za zaproszenie. – Elein ukłoniła się bardzo formalnie Romualdowi. – Chętnie skorzystam.

– A ja odmówię – odparł Olaf. – Wybaczcie mój brak entuzjazmu, ale nie jestem w nastroju na zabawę.

– Szkoda. Mam nadzieje, że jeszcze to przemyślisz – zasmucił się Romuald. – Orionie, może chcesz zaprosić na przyjęcie kogoś jeszcze?

– Bliźniaków – powiedział Orion, po czym zmierzył Olafa chytrym wzrokiem – oraz Elwirę.

Brodacz zachował milczenie, ale jego twarz mówiła więcej niż tysiąc słów.

– Byłbym zapomniał, niech mistrz Rob również czuje się zaproszony – dodał Orion.

– Czemu nie – przytaknął jego brat. – Świetny pomysł.

– Zawahanie – odparł szczupły mężczyzna o rdzawej czuprynie. – Muszę dokładnie przeanalizować roboczy grafik. – Jego oczy zamgliły się lekko. – Grafik przeanalizowany. Szansa na pojawienia się na przyjęciu wynosi siedemdziesiąt procent.

– To jest dość duża szansa – wydusił z siebie Romuald, przerywając wreszcie niezręczną ciszę wywołaną wypowiedzią Roba.

Grupa udała się na spoczynek. Po krótkim wspólnym spacerze rozdzielili się. Olaf i Lancelot ruszyli prawym korytarzem, a Elein wraz z Orionem – lewym. Na miejscu okazało się, że mają sąsiadujące ze sobą pokoje. Był to celowy zabieg ze strony Romualda. Zauważył, że panna Wilhelm starała się nie być trudnym gościem. Obawiał się, że w razie niedogodności przemilczy sprawę, dlatego liczył na wrodzoną gościnność swojego brata.

Orion i Elein zatrzymali się przed drzwiami do pokojów.

– Dobranoc – powiedział i nacisnął klamkę.

– Dlaczego właśnie Pankracy?

Orion obrócił się i spojrzał prosto w szmaragdowe oczy dziewczyny:

– Bo uważam, że to wyjątkowo nadęte imię.

– Czemu?

– Nie słyszałaś nigdy legendy o Pankracym?

– Nie.

– Jeśli chcesz, mogę ci opowiedzieć – zaproponował.

– Chętnie – ucieszyła się dziewczyna. – Wejdźmy do mnie i porozmawiajmy. Tak czy inaczej, chciałam zapytać o kilka rzeczy.

– Na przykład?

– Czemu wymknąłeś się z kolacji?

Orion zerknął nerwowo na Elein. W mig pojął, że czeka go długa noc pełna niewygodnych tematów.

KONIEC SIÓDMEGO ROZDZIAŁU

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o