Rozdział 8 Mały Szermierz – część 2

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Jasper Kyd – Florence Tarantella

Orion wyszedł z północnego skrzydła i ruszył w kierunku zamku. Jego uwagę skupiły dwie szamoczące się postacie na ogromnym placu ćwiczebnym. Elein leżała pod Lancelotem, ale jego ręka była uwięziona między nogami dziewczyny. Blondyn szybko odklepał, po czym podniósł się i otrzepał z kurzu.

Orion postanowił przyśpieszyć. Chciał jak najszybciej dotrzeć do zamku i znaleźć małą Ellie bądź dowolne zajęcie, które wybije z jego głowy falę zazdrości. Zupełnie siebie nie rozumiał. Życzył Elein jak najlepiej i doskonale wiedział, że Lancelot będzie w stanie jej zapewnić szczęśliwy żywot. Ze swojej strony mógł zaoferować królewską narzeczoną i doborowe towarzystwo Czarnego Rycerza.

– Orioonieee! Poczekaaaj!

Obrócił się i zobaczył pannę Wilhelm truchtającą w jego stronę. Była ubrana w proste, męskie ubrania, które jednak nie były w stanie ukryć kobiecych kształtów, jak to zazwyczaj czyniła jej zbroja. Orion zatrzymał się i cierpliwie poczekał. Dziewczyna zbliżyła się i pozdrowiła go uściskiem dłoni.

– Chciałam zapytać o mój miecz – rzekła z ociąganiem.

– Z samego rana rozmawiałem z drużyną wysłaną przez Romualda. Jeszcze dzisiaj powinni ruszyć w podróż – oznajmił rycerz. – Całość powinna zająć do trzech tygodni. Jeśli chcesz im coś przekazać od siebie, to się pośpiesz. Drużynę poprowadzi Vano. Znajdziesz go…

– Nie, nie. – Elein uniosła przepraszająco ręce. – Wystarczy mi wiedza, że sprawa ruszyła. Dziękuję, Orionie. Dokąd się wybierasz?

– Poszukać Ellie. Chcesz ze mną? – zapytał wbrew zdrowemu rozsądkowi.

– Pewnie – ucieszyła się dziewczyna. – Ile ma lat?

– Pięć… czy sześć? – Mężczyzna zawahał się. – Sześć. Przez te cholerne podróże straciłem rachubę czasu.

– Zawsze chciałam mieć małą siostrzyczkę. Trochę ci zazdroszczę.

– Lubisz dzieci? – zdziwił się Orion.

– Oczywiście – odparła stanowczo. – Zaskoczyło cię to?

– Nie… – rzekł bez przekonania. – No dobra. Trochę.

– Co w tym dziwnego? – oburzyła się Elein. – Ku twojej wiadomości: wiele kobiet uwielbia małe dzieci, a ja nie jestem wyjątkiem.

Orion przemilczał. Bał się, że znowu palnie coś nie na miejscu. Brak odpowiedzi nie przypadł Elein do gustu. Przyjrzała mu się surowo:

– Mam wrażenie, że masz mnie za tępego osiłka.

– Dlaczego tępego?

– Świetnie… Przynajmniej w twoich oczach nie jestem głupia. – Dziewczyna zmarkotniała. – Wcale nie mam tak dużo mięśni…

Orion był zupełnie zbity z tropu. Jego język ponownie go pogrążył, ale z drugiej strony nie spodziewał się, że Elein zacznie się tłumaczyć.

– Czekaj, czekaj, czekaj – wtrącił pośpiesznie. – Przecież nie powiedziałem, że masz. Myślałem, że z tym osiłkiem, to chodziło o twoją siłę.

– Chwała wszystkim bohaterom. – Elein westchnęła z ulgą. – Jednak zauważyłeś, że jestem kobietą.

– Nie dało się nie zauważyć…

– Co to miało oznaczać? – zapytała podejrzliwie.

Orion przeklinał w duchu swój nieposłuszny jęzor. Nagle zrobiło mu się bardzo gorąco. Chciał wierzyć, że nie miał rumieńców na twarzy. Gorączkowo szukał tematu do zmiany konwersacji:

– Patrz! Chyba widzę Ellie!

– Gdzie?

– Przywidziało mi się. – Rycerz wytarł ukradkiem pot z czoła. Na szczęście w tej chwili zdążył wymyślić coś lepszego: – Jak ci się podobało trenowanie z Lancelotem?

– Sir Lancelot… Miałam tak na niego nie mówić – skarciła się dziewczyna. – Lanc, jest bardzo pojętnym uczniem. Miał kilka złych nawyków przy uderzaniu pięściami, ale w parterze radzi sobie doskonale.

– W to nie wątpię… – wycedził Orion.

– Powiedział, że trenujecie razem od małego. – Elein przyjrzała się mu uważnie. – Twierdził, że jesteś jedynym godnym przeciwnikiem, z którym kiedykolwiek walczył.

Rycerz nie odpowiedział. Nie rozumiał swoich uczuć. Jak mógł być wściekły na swojego przyjaciela, kiedy ten mówił o nim w samych superlatywach?

– Dlaczego wziąłeś udział tylko w jednym turnieju?

– Czemu ty nie brałaś udziału w żadnym?

– Cóż… – Elein zamyśliła się. – Mój ojciec był przeciwny.

– I tak po prostu się z tym zgodziłaś? – zdziwił się rycerz.

– Byłam posłuszną córką. – Elein pokiwała głową. – Zbyt posłuszną. Mam wrażenie, że od tego czasu minęły już wieki. Mocno się zmieniłam. – Ostatnie słowa powiedziała niemal zaskoczona. – Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.

– Powiedzmy, że nigdy nie przywiązywałem wagi do turniejów.

– Ale zeszłego roku brałeś udział.

– To prawda. Zostałem o to poproszony przez człowieka, przed którym mam ogromny dług wdzięczności. Ten sam człowiek użył swoich wpływów i pieniędzy, żeby umożliwić mi start w turnieju.

– Kto to był? – zaciekawiła się dziewczyna.

– Lord Hohenheim herbu Wrona. Ojciec Lancelota.

– Dlaczego chciał, żebyś wziął udział? – zdziwiła się Elein.

– Trudne pytanie… – Orion zatrzymał się przed masywnymi drzwiami. – Jeśli powiem prawdę, wyjdę na samochwałę.

– Spróbuj.

– Dość często wygrywałem pojedynki treningowe z Lancelotem… – westchnął mężczyzna, naginając prawdę. W rzeczywistości Lancelot nie wygrał ani razu.

– Lord Hohenheim pragnął, żeby jego syn miał godnego przeciwnika – dodał.

Dziewczyna zachowała milczenie, ale jej szmaragdowe oczy były pełne wątpliwości.

– Mówiłem, że nie uwierzysz – rzekł i otworzył drzwi.

Orion wszedł do środka. Elein bez słowa ruszyła za nim. W jej głowie panował chaos. Nie potrafiła z marszu uwierzyć w tak zuchwałe stwierdzenie, ale z drugiej strony… Zwątpiła w opowieść o Czarnym Rycerzu, a później na własne oczy przekonała się, jak bardzo się myliła. Być może i tym razem młody rycerz mówił prawdę? Pamiętała doskonale jego naturalny styl walki mieczem i była pewna, że takie umiejętności oznaczały mistrzostwo. Orion bez wątpienia należał do grona najlepszych szermierzy Brytonii, ale…

W jej wyobrażeniach to jednak Lancelot zawsze stał wyżej. Przystojny blondyn zdominował w ostatnich latach królewską arenę. Był najbardziej rozpoznawalnym rycerzem na całym świecie. Na pewno poradziłby sobie z Czarnym Rycerzem tak, jak to zrobił Orion. Na pewno?

Oczywiście wiedziała, że pojedynek znacząco się różni od walki ze zjawą, ale mimo wszystko zasiało to ziarno wątpliwości. Oliwy do ognia zwątpienia dolał sam Lancelot, który poświadczył o umiejętnościach swojego przyjaciela.

Dziewczyna szła w zamyśleniu przez całą pozostałą drogę, nie odzywając się ani słowem. Orion prowadził przez zamek okrężnym korytarzem prosto do wyjścia na wewnętrzne podwórko zamku. Znajdował się tam ładny ogródek i mały plac ćwiczeń, na którym mała dziewczynka nieumiejętnie machała drewnianym mieczem.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o