Rozdział 8 Mały Szermierz – część 3

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Jasper Kyd – Florence Tarantella

Orion pokazał Elein na migi, żeby była cicho i zakradł się do małej za plecy.

– Baczność żołnierzu! – warknął. Dziewczynka aż podskoczyła, wypuszczając z ręki atrapę. Odwróciła się z przestraszona miną, ale kiedy ujrzała Oriona jej twarz pojaśniała.

– Orek!! Orek! – piszczała, podskakując z ekscytacją, po czym rzuciła się w objęcia mężczyzny, który uniósł ją niczym piórko i zakręcił wokół siebie.

– W co się bawiłaś? – zapytał.

– W szermierza! Ale nie mów Romkowi i dziadkowi, bo się strasznie o to złoszczą.

Orionowi zrzedła mina, ale nie zdziwił się.

– Dlaczego się złoszczą? – zaciekawiła się Elein.

– Mają staroświeckie poglądy. – Orion wzruszył ramionami. – Uważają, że walka to męska sprawa.

– Twój dziadek nie służył przypadkiem w wojsku Arii Chrobrej? – zdziwiła się dziewczyna.

– Służył, ale Aria w odróżnieniu od Artura Trzeciego nie brała bezpośrednio udziału w bitwach.

– A więc to tak… Co za niedorzeczność! – prychnęła dziewczyna i podeszła bliżej do małej, która zerkała na nią nieśmiało. Elein przyjrzała się jej uważnie. Miała śliczną twarzyczkę oraz kręcone włosy czarnego koloru.

Elizabeth czuła się onieśmielona siłą i hardością bijącą od Elein, dlatego mocniej wtuliła się w brata.

– Zapomniałem was przedstawić – przypomniał Orion. – Ellie, to jest Elein. Potężna wojowniczka, która jest potomkiem słynnego Wilhelma Wielkiego.

– Łaaaaa! – Cała nieśmiałość dziewczynki nagle gdzieś pierzchła, oddając wodzę czystej ciekawości. – To ten, co bił wilkołaki w bajce o Wilkach, prawda? – zapytała Oriona, który zaśmiał się i przytaknął. – Mój dziadek też kiedyś bił wilkołaka! Miał o takie ogromne zębiska! – dodała, prezentując malutkie ząbki.

– Ale teraz zmyślasz. – Orion pokiwał głową. – Dziadek ma zwyczajne zęby. Sam dzisiaj widziałem.

– Wilkołak! – pisnęła mała z oburzeniem, po czym wykręciła się jeszcze bardziej w stronę Elein. – Jesteś wojowniczką? Czy to to samo, co być rycerzem?

– Miło cię poznać, Ellie. – Elein z trudem panowała nad rozbawieniem. – Na które pytanie mam odpowiedzieć najpierw?

Już po chwili spacerowali wąską ścieżką między drzewami w ogródku. Ellie tuptała między Orionem i Elein, trzymając ich za ręce. Radośnie opowiadała o zamku, o Romualdzie i dziadku Dreście, o pięknych drzewach i ptakach w ogrodzie. Liczba tematów wydawał się nie mieć końca, ale Orion nie miał nic przeciwko temu. Stęsknił się za młodszą siostrą i chciał nacieszyć się jej towarzystwem tak długo, jak tylko mógł.

Relacja między Orionem, a Elizabeth była skomplikowana. Ellie miała zaledwie pół roku, kiedy jej ojciec, Edgar herbu Niedźwiedź, został stracony. Priscila bardzo ciężko przeżyła śmierć męża. Pogrążyła się w szarym letargu, ignorując wszystkich, a nawet swoją nowo narodzoną córeczkę. Obowiązki rodzica w ogromnej mierze przejął wtedy Orion. Piętnastoletni chłopak ciężko harował w domu Wrony, by później cały swój wolny czas poświęcać małej Elizabeth. Oczywiście pomagali mu w tym zarówno Romuald, jak i Drest, ale jego brat był bardzo chorowity i sam często potrzebował pomocy, a Drest mimo pozorów, które starał się sprawiać, źle sobie radził ze śmiercią Edgara i nie zawsze był w stanie dobrze opiekować się małą.

Jak tylko Ellie nauczyła się chodzić, Orion zaczął zabierać ją ze sobą do posiadłości Wrony. Tam zwykle opiekowała się nią któraś z niań, a Orion korzystał z każdej chwili przerwy, żeby zapełnić małej tyle ciepła, ile był w stanie z siebie wykrzesać. W konsekwencji Elizabeth była bardzo przywiązana do swojego starszego brata, którego podświadomie traktowała jak ojca.

Dziewczynka bardzo ciężko przeżywała rozstanie wymuszone klątwą Czarnego Rycerza. Mężczyźni herbu Niedźwiedź starali się zastąpić młodego Oriona. Romuald codziennie poświęcał kilka godzin na edukację Ellie. Drest z kolei zawsze przychodził wieczorem i całymi godzinami opowiadał wnuczce różne historie. Często były to bajki oraz legendy, rzadziej interesujące ciekawostki z historii Brytonii bądź jego własne wojenne przeżycia. Mężczyźni nie mogli jednak wypełnić pustki, którą stworzyła nieobecność Oriona. Dziewczynka przez pierwsze pół roku często płakała, a później zrobiła się bardzo cicha i niepokojąco spokojna.

Czasami jej humor poprawiały wizyty Lancelota. Młody blondyn bezwiednie przypominał dziewczynce o czasach spędzonych z jej braciszkiem w domu Wrony. Były to bardzo cenne wspomnienia dla małej Ellie i zwykle wprowadzały ją w dobry nastrój. Czasami jednak potrafiły boleśnie przypomnieć o tym, że Oriona już nie ma i nie wiadomo, kiedy właściwie wróci.

Kilka miesięcy temu, dziewczynka znalazła nowe zainteresowanie. Odgrzebała w lochach stary drewniany miecz treningowy Oriona i od tej pory codziennie ćwiczyła szermierkę. Na początku robiła to na ogromnym placu ćwiczeń tuż przy koszarach, ale bardzo szybko zauważył to Drest i zrobił jej bardzo długi wykład na temat tego, co dziewczynka w jej wieku powinna robić, a czego nie. Ellie nie chciała się z tym pogodzić i poskarżyła się bratu, ale czekało ją przykre rozczarowanie. Romuald w zupełności poparł dziadka i dołożył ze swojej strony kolejny nudny wykład. Od tej pory Ellie starała się nie rzucać mężczyznom w oczy i ćwiczyła na mniejszym placu znajdującym się na wewnętrznym podwórku zamku. Kilka razy została na tym przyłapana, ale z dnia na dzień robiła się coraz sprytniejsza. Nie potrafiła wytłumaczyć zaniepokojonym krewnym, że było to jedyne zajęcie, które dawało jej radość i przypominało czasy spędzone razem z ukochanym braciszkiem.

W tej chwili mała Elizabeth czuła się bardzo szczęśliwa. Mocno trzymała Oriona za rękę i opowiadała mu o wszystkim, co uważała za niezwykle ważne. Obawiała się, że jeśli go puści znowu zniknie i tym razem już nigdy nie wróci.

– Fajnie, że jesteś, Orek! – zaszczebiotała, wskakując mu na ręce. – Już zostaniesz prawda?

– Przez jakiś czas… – Orion starał się nie patrzeć na siostrę. – Słuchaj, chciałabyś się nauczyć szermierki?

– Szermierki? Ja? Pewnie!! – Ellie zeskoczyła na ziemię, ale szybko zamarła i zerknęła na Oriona z niepokojem: – A co na to Romek i dziadek?

– O to się nie martw. Na pewno ich przekonam.

– Ale fajnie! Kto mnie będzie uczył?

– Chwilowo mogę to być ja. – Elein kucnęła przed Elizabeth. – Chcesz?

– Pewnie! Będę wojowniczką tak jak ty! A potem będę bić wilkołaki tak jak dziadek i Wilhelm! Ale cudownie! Kiedy zaczynamy?

– Możemy nawet teraz.

– Teraz, teraz, teraz! – piszczała mała, przeskakując z nogi na nogę. – Orek, będę szermierzem!

Towarzystwo ruszyło z powrotem na plac ćwiczeń. Orion usiadł na ławeczce przy placu, a Elein z marszu zajęła się nauczaniem.

Panna Wilhelm, ponownie zaskoczyła rycerza herbu Niedźwiedź, ponieważ okazała się być świetnym mentorem. Zdawała się znać przyczynę każdej najmniejszej nieprawidłowości w ruchach małej Ellie. Już po chwili dziewczynka poruszała się znacznie pewniej i sprawniej.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o