Rozdział 8 Mały Szermierz – część 4

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

*Shels – The Killing Tent

Elein patrzyła na małą sentymentalnie, przypominając sobie czasy swojego dzieciństwa. Sama zaczęła uczyć się szermierki w bardzo podobnym do Ellie wieku. Jej matka zmarła, kiedy miała zaledwie dwa lata, dlatego obowiązki obojga rodziców przejął ojciec. Wychowywał ją po męsku, co często narażało go na krytykę krewnych i znajomych. Zupełnie się tym nie przejmował. Na każdy zarzut w swoją stronę miał w zwyczaju odpowiadać, że północ nie rozgranicza płci.

– Dobrze mała – pochwaliła dziewczynkę. – Teraz spróbujemy popracować nad dłońmi.

Orion usłyszał z tyłu kroki. Niechętnie odwrócił się. W jego stronę parł niczym burza Romuald z wyjątkowo zaciętą miną. Westchnął, po czym wstał i ruszył bratu na spotkanie. Elein szybko wzięła małą na ręce.

– A zatem jaki jest twój braciszek? – zapytała, odchodząc kawałek dalej.

– A który?

Orion bardzo chciał usłyszeć odpowiedź, ale w tej chwili musiał w całości skupić się na swoim młodszym bracie, który usiłował go wyminąć. Orion położył mu rękę na barku, uśmiechając się niewinnie:

– Szukałeś mnie?

– Porozmawiamy później. Mam tu do pogadania z pewną młodą damą.

– Porozmawiamy teraz – westchnął Orion.

– Nie mów, że popierasz to szaleństwo? Do jasnej cholery, ona ma dopiero sześć lat i może nie zauważyłeś, ale jest małą dziewczynką!

– Mieliśmy nawet mniej, kiedy Drest po raz pierwszy wygonił nas z drewnianymi mieczami na ćwiczebny plac.

– Nie wierzę, że ta dyskusja ma miejsce. – Romuald spojrzał twardo na swojego brata. – Z nas wszystkich to właśnie ty najbardziej niańczyłeś się z Elizabeth. Powinieneś być po mojej stronie!

– Rok temu pewnie miałbyś rację – odparł Orion z zakłopotaniem.

– Nie mów mi tylko, że chodzi o Elein Wilhelm i jej styl życia?

Orion przeklął w duchu bystrość umysłu Romualda. Wzruszył ramionami:

– Przejrzałeś mnie na wylot.

– Chyba zwariowałeś! Jak możesz porównywać potomka Wilhelma Wielkiego ze zwykłym, szarym człowiekiem!

– Ten zwykły, szary człowiek jest wnuczką Dresta herbu Niedźwiedź – odparł spokojnie Orion. – Jednego z nielicznych, którzy w pojedynkę zabili wilkołaka.

– Do Regnara! Wilhelm zabijał setki wilkołaków, a może nawet tysiące!

– Tak twierdzą stare bajki – prychnął Orion.

– Które ostatnio coraz częściej okazują się być przykrą prawdą!

– Elein Wilhelm nie jest jedynym powodem. Drest pociągnie jeszcze najwyżej cztery wiosny. O sobie nie mogę powiedzieć nawet tego. Pozwól, że nie będę komentował twojego stanu zdrowia. Kto będzie bronił małą Ellie, kiedy nagle okaże się, że jest na tym świecie sama jak palec?

Romuald stracił nagle cały zapał. Zerknął z zawahaniem na małą dziewczynkę, która bawiła się z Elein w łapki.

– Jest jeszcze Priscilla… – zaczął nieśmiało.

– Kobieta, która od lat zapomniała, co to znaczy być matką dla swojego dziecka. – Orion zdziwił się, słysząc swój bezlitosny głos.

– Nie mów tak o niej! Nie jest niczemu winna!

– Romuald, wszyscy mocno przeżyliśmy stratę ojca.

– Nie śmiej nazywać tego człowieka moim ojcem! – Romuald wyprężył się jak struna. – Edgar był zadufanym w sobie bufonem! Robił w życiu to, co mu się żywnie podobało i nie znał znaczenia słowa odpowiedzialność! To przez niego matka jest teraz w takim stanie!

– Ona sama nie chcę dać sobie pomóc! – zirytował się Orion. Odetchnął głęboko kilka razy, z trudem opanowując bezsilną złość: – Romek, zostawmy temat naszych rodziców. Wiesz przecież, że się nie dogadamy.

Romuald patrzył się na brata z zaciętą miną. Wolno skinął głową.

– Wróćmy do momentu, kiedy nasza dyskusja miała sens – ciągnął Orion. – A zatem: co, twoim zdaniem, stanie się z Elizabeth, jeśli nas wszystkich nagle zabraknie?

– Brzmisz, jakbyś już się poddał… – odparł gorzko jego brat.

– Nie szukam śmierci i zaklinam na wszystkich Bohaterów, że będę walczyć do ostatniego tchu! Ale musimy mieć plan na najgorszą sytuację.

Romuald pokiwał tylko głową. Tym razem to on nie miał odpowiedzi. W międzyczasie Elein ścigała po całym placu piszczącą z ekscytacji Ellie. Romuald obserwował zabawę małej dziewczynki, a na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu:

– Nawet nie wiesz, jak dawno nie widziałem jej aż takiej zadowolonej… Takiej żywej i pełnej energii…

Orion zerknął na małą dziewczynkę. W jego wspomnieniach zawsze wyglądała dokładnie tak jak teraz.

– Wygrałeś!

Rycerz obrócił się do swojego brata. Szukał na jego twarzy potwierdzenia wypowiedzianych przed chwilą słów. Był już niemal pewny, że się przesłyszał, kiedy Romuald przemówił ponownie:

– Ale to nie oznacza, ze ci pomogę. Sam wytłumaczysz to Drestowi.

Młody namiestnik obrócił się na pięcie i udał się z powrotem do zamku.

Orion skrzywił się. Perspektywa samotnej rozmowy na tematy światopoglądowe ze starym Drestem nie była zbytnio zachęcająca. Skrycie liczył, że po przekonaniu brata, ten sam zaoferuje mu pomoc ze starym wojskowym. Nie był to pierwszy raz, kiedy się przeliczył.

Resztę dnia Orion spędził w towarzystwie małej Ellie i Elein. Był to jeden z tych szczęśliwych dni, które w przyszłości na samo wspomnienie sprowadzały nostalgię.

Wieczorem, razem z panną Wilhelm odprowadzili małą dziewczynkę do jej pokoju. Na początku upierała się, że nie chcę jeszcze do łóżka, później próbowała wynegocjować spanie w pokoju Oriona. Ostatecznie zasnęła spokojnie, słuchając opowieści brata o jego niesamowitych przygodach.

Orion i Elein cicho wyszli z pokoju Elizabeth i ruszyli długim korytarzem. Dziewczyna dyskretnie zerkała na rycerza z zainteresowaniem. Na początku nie przeszkadzało mu to, ale milczący spacer szybko zaczął się dłużyć.

– Czy mam coś na twarzy? – zapytał, czując, że już dłużej nie wytrzyma tej ciszy.

– Nie! Skąd! – Elein niezdarnie machnęła ręką, usiłując ukryć własne zakłopotanie. – Po prostu… Poznałam cię dzisiaj od innej strony.

– Fakt. Sporo tracę przy bliższym kontakcie – zażartował.

– Ale tylko, kiedy zaczynasz się odzywać – syknęła naburmuszona.

Dalej szli w ciszy krętym korytarzem. Po drodze minęli bliźniaków majsterkujących przy urwanym świeczniku. Damian szybko schował zepsuty przedmiot za plecami i uśmiechnął się szeroko do Oriona i Elein. Rycerz obrócił się i wrócił do mężczyzn.

– Ten świecznik już tak miał… – oznajmił nerwowo Damian.

– Jaki świecznik? – zdziwił się Orion.

– W sumie to żaden. – Daniel trącił brata w bok. – O co chodzi, szefie?

– Mam dla was specjalne zadanie.

– Znowu? – zmarkotnieli najemnicy. – Miało być stabilne zatrudnienie…

– No dajcie chociaż skończyć.

– Skoro musisz… – odparli bliźniacy smutnym chórem.

Orion postanowił zignorować ten brak entuzjazmu:

– Kiedy już wyjedziemy, chcę, żeby jeden z was trenował moją młodszą siostrę w szermierce.

Elein zerknęła na Oriona ze zdumieniem.

– Czemu właśnie my? – zdziwił się Damian. – Masz tu całkiem dobrych rębaczy. Sam widziałem.

– Ponieważ są oddani całą duszą mojemu dziadkowi – westchnął Orion. – Przesiąknęli na wylot jego ideałami, dlatego obawiam się, że mogą nie być najlepszymi nauczycielami dla mojej siostry.

– W sumie to spoko robota – wtrącił Daniel. – Ale uprzedzam, że marni z nas… no tego… mentorzy! Zwłaszcza, że chodzi o dziewczynkę.

– Bijecie się całkiem nieźle. Na początek to wystarczy. Co się tyczy metodyki, mam nadzieję, że wspomoże was jej aktualny nauczyciel, panna Elein Wilhelm. – Orion wskazał obiema rękami na zdezorientowaną dziewczynę.

– Cholera… – Elein zawahała się. – Nie ma wyboru. Widziałam już dzisiaj próbkę staroświeckości rodu Niedźwiedzia, dlatego to musi być ktoś inny. No dobrze! Zgadzam się, ale macie się wyrażać! Jeśli wrócę, a moja adeptka będzie zajeżdżać waszym żargonem… – wycedziła Elein, unosząc groźnie pięść.

– Będziemy pierdolonymi mistrzami chędożonej elokwencji – zapewnił obecnych z uśmiechem Damian.

Elein westchnęła i machnęła na niego ręką.

Towarzystwo krótko pożegnało się i każdy ruszył w swoją stronę. Orion i Elein dotarli do swoich pokoi. Rycerz nacisnął klamkę i wszedł do środka, zostawiając otwarte na oścież drzwi. Podszedł do drewnianego regału i zaczął intensywnie przeszukiwać dokumenty i zapiski.

– Nie idziesz jeszcze spać?

Zamarł i obrócił się. Głowa Elein wystawała zza framugi drzwi.

– Mam kilka rzeczy do obgadania z bratem. No i muszę napisać pismo do króla.

– Orionie… Dzisiaj było bardzo przyjemnie. Powinniśmy częściej robić takie rzeczy… – Głowa Elein zniknęła nagle z pola widzenia. Zdążył jednak dostrzec rumieńce zakłopotania.

– Dobranoc! – usłyszał. Drzwi do pokoju obok głośno trzasnęły.

– Dobranoc – powtórzył cicho zdezorientowany Orion. W jego głowie już na stałe zagościł mętlik, którego przyczyną była wysoka, zielonooka wojowniczka o imieniu Elein Wilhelm. Głośno westchnął i wrócił do przeglądania dokumentów.

KONIEC ÓSMEGO ROZDZIAŁU

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o