Rozdział 9, Łyżka miodu w beczce dziegciu – część 1

“Dużo problemów, wymaga dużo alkoholu, więc lejże to piwo szybciej!”
– Anonim w karczmie “Lisek Chytrusek”




Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

FlyByNo– The Families

Król Artur siedział zaniepokojony w swoim prywatnym gabinecie. Przedwczesny powrót Duncana z jakże istotnej misji nie mógł wróżyć niczego dobrego. “Oby tylko ciągle żył”, rozmyślał, przygryzając dolną wargę. Czekał w napięciu. Szpieg nieznacznie spóźniał się, co zupełnie do niego nie pasowało.

Delikatne pukanie przyniosło długo oczekiwaną ulgę. Drzwi otworzyły się. Do środka zajrzał barczysty mężczyzna o głębokich, podkrążonych oczach, który od lat odpowiadał za jego ochronę osobistą. Był to sir Connor, najlepszy wojownik zeszłej dekady, który wycofał się z pojedynków turniejowych ze względu na powagę objętego stanowiska.

– Wasza Wysokość, przed wejściem czeka pani Hiacynta.

– Niech wejdzie.

Do gabinetu wkroczyła sędziwa kobitka ubrana w gustowną suknię i modny kapelusz. Dygnęła z gracją niemal niepasującą do kogoś w jej wieku. Król wskazał jej miejsce naprzeciwko siebie oraz dał znak Connorowi, który skłonił się i zamknął drzwi.

– Co poszło nie tak? – zapytał bez ogródek.

– Wasza Wysokość, niestety w danej chwili mogę zaoferować wyłącznie przypuszczenia, ponieważ nie dysponuje należytymi dowodami. – Głos gościa był niski i pełen głębi.

– Śmiało! – ponaglił szpiega król.

– Istnieje możliwość, że lord Derek herbu Czapla wystawił w kręgach ściśle kryminalnych list gończy za Orionem herbu Niedźwiedź.

– Zgodnie z twoim poprzednim raportem Orion i jego drużyna wymknęli się z Genevieve, zaś Lord Derek zgodził się współpracować. Chcę znać dalszy rozwój wydarzeń! – zażądał surowo król.

Duncan skłonił się i szczegółowo zrelacjonował swoją podróż oraz odkrycia w karczmie “Czarny Myszołów”. Ustny raport zakończył na opisie zniszczonego obozu rozbójników.

– Druidzi?! Pod samym Genevieve?! – Artur z trudem panował nad gniewem. – Cóż tym razem trafiła kosa na kamień. Szkoda, że takim kosztem…

– Wasza Wysokość, nie znalazłem ciał. Jedynie miecz Elein Wilhelm.

– Ale znalazłeś kurhany. – Król pokiwał głową, a na jego twarzy pojawiły się zmarszczki. W myślach był już w stanie odtworzyć całą sytuację. Orion został pojmany, jego towarzysze próbowali mu pomóc, ale wtedy pojawił się Czarny Rycerz. Jeśli nie zdarzył się żaden cud, młody mężczyzna nie miał najmniejszych szans, a Artur nie wierzył w cuda. Założył najczarniejszy z możliwych scenariuszy. Orion zginął, a klątwa z powrotem wróciła na jego barki. Od dawna liczył się z taką możliwością i miał już gotowy plan.

Mimo wszystko król był pozytywnie zaskoczony dokonaniami młodego rycerza herbu Niedźwiedź. Specjalnie dał mu zamek, licząc na to, że właśnie tam będzie się bronił przed Czarnym Rycerzem. Orion, ku jego zdziwieniu obrał ścieżkę znacznie trudniejszą, gdyż postanowił odkryć sekret upiora. Chociaż ciągle był narażony na ataki klątwy, kupił mu aż rok spokoju, co oznaczało, że musiał wygrać z Czarnym Rycerzem co najmniej raz. Poprzedni nieszczęśnik, który przejął od niego klątwę, nie wytrzymał nawet pięciu miesięcy, chociaż również dostał do swojej dyspozycji zamek na Ziemiach Marchijskich.

– W najbliższym czasie należy przeprowadzić gruntowne śledztwo w sprawie lorda Dereka – podjął twardo król. – Jeśli udowodnimy jego powiązania z kryminalnym półświatkiem, czeka go szubienica. Nie będę tolerował niesubordynacji pod żadną postacią!

– Czy Wasza Wysokość życzy sobie, żebym to ja przeprowadził śledztwo?

– Nie. Będę miał dla ciebie ważniejsze zadanie. Wywiad dostarczył niepokojących wieści.

– Niepokojących? – zainteresował się szpieg.

– Pobór wojskowy na ogromną skalę na terenach państw Sojuszu, a w Desercji podejrzane manewry wojsk na granicach hrabstwa Sol. Deserczycy są stanowczo zbyt blisko miasta Kuamphei…

– Wasza Wysokość myśli, że planują odbić miasto?

– Ciężko powiedzieć. Imperator Nergui nigdy nie pogodził się z utratą hrabstwa Sol. Należało się spodziewać, że kiedyś spróbuję je odzyskać.

– Dokąd mam się udać? – zapytał Duncan z błyskiem w oku. Był ogromnie zaintrygowany słowami króla i już nie mógł się doczekać nowego zadania. Infiltrowanie szeregów przeciwnika, było jego ulubioną robotą. W duchu stwierdził, że pilnowanie dzieciaka herbu Niedźwiedź było niesamowicie nudne. “I właśnie dlatego popełniłeś błąd. Nie przyłożyłeś się do zadania wystarczająco!”, skarcił się w myślach Duncan.

– Jeszcze nie zdecydowałem – odparł król, wstając z miejsca. Szpieg natychmiast poszedł za jego przykładem.

– To wszystko. Odmaszerować! – rozkazał Artur.

Duncan skłonił się i ruszył żwawo do drzwi. Tuż przed wyjściem jego rześki chód płynnie przeszedł w zmęczone przebieranie nogami. Powoli wytoczył się z pomieszczenia. Zamknął za sobą drzwi. Poprawił suknię. Na pożegnanie obdarzył sir Connora matczynym uśmiechem, po czym ruszył korytarzem.

Król Artur spędził w swoim gabinecie kolejną godzinę. W tym czasie uważnie zapoznał się z listami od wielmożnych oraz przyjrzał się kilku jeszcze nieopieczętowanym dekretom. Wreszcie chwycił swój miecz i wyszedł z gabinetu. Skinął swojemu ochroniarzowi, a ten natychmiast udał się za nim niczym cień. Po drodze mijali kolejnych pilnujących skrzydła elitarnych gwardzistów, którzy bez słowa dołączali do eskorty.

Artur zatrzymał się przed swoją sypialnią. Strażnicy otoczyli króla pierścieniem, a sir Connor dokładnie sprawdził pomieszczenie. Nie znajdując żadnych śladów zagrożenia, wrócił do króla.

– Wasza Wysokość, sypialnia jest gotowa do spoczynku.

Artur wszedł do środka, zostawiając swoich ludzi na zewnątrz. Postawił miecz obok łóżka, przebrał się i zwalił na miękką pierzynę bez większej wiary w możliwość zaśnięcia.

W tym samym czasie sir Pattrick siedział na ławce w nocnym ogrodzie królewskiego pałacu. Oddychał pełną piersią, napawając się świeżym powietrzem, w którym niosły się zapachy ziół i kwiatów. Spojrzał w czyste nocne niebo usiane gwiazdami. Piękny widok działał na niego kojąco.

Generał usłyszał ciche kroki, donoszące się od strony labiryntu żywopłotów. Zerknął w kierunku dźwięku i już po chwili ujrzał kontury postaci, ostrożnie poruszającej się od cienia do cienia. Przybysz zbliżył się i usiadł obok.

– Jaka jest odpowiedź? – zapytał Patrick, nie nawiązując kontaktu wzrokowego.

– Zgodził się.

– Musiałeś oferować, więcej niż oczekiwaliśmy?

– Nie.

– Wspaniale. – ucieszył się sir Patrick. – Dobra robota, Logan. Możesz odejść.

Tajemniczy mężczyzna skłonił się i po chwili zniknął w nocnym ogrodzie.

Królewski generał rozsiadł się wygodnie. Ponownie zatrzymał swój wzrok nieboskłonie. Był w wyśmienitym nastroju.

Kilka godzin później, zmęczony król przybył do sali przyjęć i zasiadł na swoim tronie. Rozejrzał się po pomieszczeniu, licząc zebranych. W środku znajdowali się już wszyscy, co oznaczało, że przybył jako ostatni. Machnął bezsilnie ręką, dając znać gwardziście, że jest gotów.

Artur był głęboko pogrążony w swoich myślach, co nie uszło uwadze jego bratu. Sir Patrick kilkakrotnie próbował go zagadywać, ale konwersacja była tak bardzo jednostronna, że szybko zrezygnował.

Dzień był wyjątkowo męczący dla monarchy. Co chwilę na audiencję przychodzili zwaśnieni wielmożni bądź rycerze, nie dając ani chwili na złapanie tchu. Po kilku godzinach pełnych przykrości Artur postanowił zaniedbać obowiązku i zakończyć przyjmowania interesantów. Poinformował o swojej decyzji resztę, a sam podniósł się z tronu z zamiarem udania się na krótką drzemkę. W tej samej chwili do sali tronowej wszedł gwardzista i zasalutował obecnym.

– Wasza Wysokość, przybył posłaniec…

– Król, już skończył dzisiaj udzielać audiencji – urwał opryskliwe sir Patrick.

– Zbaw z tonu, bracie – skarcił go Artur. – Nie zdążyliśmy go przecież o tym poinformować. Skąd posłaniec?

Gwardzista rozejrzał się nerwowo po zebranych. Nie chciał ponownie podpaść, któremuś z wielmożnych.

– Z ziem Marchijskich. Posłanie pochodzi od Oriona herbu Niedźwiedź…

– Czy ty umiesz odpowiadać na pytania? – warknął generał. – Król pytał skąd, nie od kogo.

– Zawrzyj gębę, Patrick – wycedził gorączkowo Artur. – Zaproś posłańca tutaj, żywo! – rozkazał gwardziście, który zgiął się w ukłonie, po czym wybiegł na zewnątrz. Po chwili wrócił z niewysokim mężem w wełnianych spodniach i płaszczu podróżniczym.

Posłaniec zdjął czapkę, skłonił się, a następnie opadł na lewe kolano.

– Zbliż się, szybko! – ponaglił król, przerywając w połowie jego popis etykiety dworskiej. Wyrwał zapieczętowany list z jego rąk, a następnie niecierpliwie zerwał zieloną pieczęć.

Artur pogrążył się w lekturze. Patrick niecierpliwie zajrzał mu przez ramię, ale dał radę przeczytać tylko kilka zdań, ponieważ jego brat zaczął się przechadzać po pomieszczeniu.

Artur zatrzymał się i wybuchł serdecznym śmiechem:

– A niech mnie! Wciąż żyje! Cóż za wspaniała nowina!

– Orion herbu Niedźwiedź? – zapytał tępo Patrick.

– We własnej osobie! – cieszył się monarcha. – A ja spisałem go na straty! Ha! Ród Niedźwiedzia, jeden twardszy od drugiego!

– Niemożliwe…

– Czyż nie? A do tego, przy okazji uporał się z problem Druidów! Niesamowite!
Patrick wziął pismo od Artura i szybko się z nim zapoznał.

– Clamer! – powiedział król do swojego skarbnika. – Daj temu mężczyźnie tyle złota, ile będzie w stanie udźwignąć.

– Wasza Wysokość! – Rozradowany posłaniec padł na kolana. – Z całego serca dziękuje!

– Podziękuj Orionowi herbu Niedźwiedź! – odparł Artur z uśmiechem, który szybko zblakł. – Szkoda tylko, że będę musiał odmówić jego prośbie.

– Prośbie? – powtórzył głucho Patrick.

– O audiencję.
– Ach tej… Dlaczego chcesz odmówić?

– Głupie pytanie. – Król zbliżył się do swojego brata. – Nie potrzebuje kolejnej rzezi – dodał szeptem.

– Przecież jej nie dostaniesz – odparł cicho generał, rozglądając się czujnie po obecnych. – Nie minął nawet miesiąc od śmierci Czarnego Rycerza. Wiesz przecież, że to za mało czasu na kolejny atak.

Artur przyjrzał się podejrzliwie Patrickowi:

– Dlaczego bronisz interesów Oriona? Poprzednio odniosłem wrażenie, że nie przepadałeś za swoim zięciem.

– Słusznie myślałeś – potwierdził generał. – Ale jego osiągnięcia mówią same za siebie. Tylko krowa nie zmienia poglądów w obliczu faktów.

– I już nie przeszkadza ci jego niskie pochodzenie?

– Coraz mniej.

– Coraz mniej? – powtórzył z kpiną król.

– Jest jedyny w swoim rodzaju. Dokonać tak wiele, w tak młodym wieku? Któż poza Lancelotem może się z nim równać?

– Jego pochodzenie pozostawia wiele do życzenia, ale osiągnięcia w zupełności to rekompensują – zgodził się niechętnie Artur.

– Orion potrzebuje w swoim śledztwie wskazówek – podjął Patrick. – Jeśli wskażesz mu teraz odpowiedni kierunek, być może znajdzie sposób na Czarnego Rycerza.

Zamyślony król usiadł na tron. Słowa jego brata dawały do myślenia. Orion udowodnił, że potrafi dokonywać rzeczy niemożliwych. Podjęcie ryzyka mogło się bardzo opłacić. Dłużej się nie wahał.

– Udzielam Orionowi herbu Niedźwiedź audiencji! – zagrzmiał, rzucając znaczące spojrzenie skrybie, który skinął głową i zaczął notować jego słowa. – Czas audiencji nastąpi równo za miesiąc od dnia dzisiejszego!

– Dopiero za miesiąc? – zdumiał się Patrick.

– Muszę się przygotować na ewentualne komplikacje – odparł Artur. “Będę musiał poinformować Duncana, że ciągle ma coś do zrobienia”, pomyślał z uśmiechem.

****

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o