Rozdział 9, Łyżka miodu w beczce dziegciu – część 4

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Enaid – Merlin’s Secret

Orion wreszcie miał okazję się rozejrzeć. Już powoli zapadał zmrok, ale podwórko było oświetlone pochodniami i ogniskami, na których służba przyrządzała mięso. Stoły zostały ustawione w kształt prostokąta bez jednej krawędzi. Znalazły się na nich pokaźne gąsiory czerwonego wina, beczki z piwem, pieczone kurczaki, talerze pełne plastrów smażonej cielęciny oraz wędzonej szynki, garnki z kaszą, ogromne misy pełne owoców i wiele więcej.

Orion obrócił głowę i wytrzeszczył oczy z wrażenia. Ogród wyglądał zupełnie inaczej, niż sobie zapamiętał. Znalazło się w nim wiele nowych gatunków kwiatów, a żywopłot został gustownie przystrzyżony. Największe wrażenie robiły liczne lampiony rozwieszone wśród drzew. Całość wyglądała niczym żywcem wyjęta z bajek z dzieciństwa.

Na koniec, wzrok Oriona wbrew jego woli znalazł Elein, a to, co zobaczył, zaparło dech w piersiach. Dziewczyna wyglądała fenomenalnie. Zielona suknia, mimo prostoty wykonania, subtelnie podkreślała jej kobiece kształty. Bujna grzywa włosów, zazwyczaj ciasno splecionych opaską, tym razem swobodnie opadała na jej ramiona.

Elein zauważyła jego spojrzenie i z uśmiechem pomachała mu ręką. Ruszyła w jego stronę, ale drogę szybko zagrodził jej Lancelot. Blondyn wystroił się w potwornie drogi, renijski frak i dopasowane kolorem białe spodnie. Podjął z dziewczyną rozmowę, uśmiechając się nonszalancko.

Orion nie był w stanie wyłapać poszczególnych słów, co potwornie go irytowało. Zamaszyście upił z kielicha, który okazał się pusty. Ze złością odstawił naczynie, po czym rozejrzał się po stołach, szukając trunku, który byłby w stanie zmyć z jego ust smak goryczy. Jego wzrok zatrzymał się na beczce, którą już raz miał przed oczami w lochach zamku. Żwawo podniósł się i podszedł do sąsiedniego stołu, a następnie nalał sobie piwa do drewnianego kufla.

– Podzielisz się? – zapytał melodyjny głos za jego plecami. Orion obejrzał się. Jego wzrok zjechał w dół i na krótki moment zatrzymał się na masywnym dekolcie. W duchu stwierdził, że suknia Elwiry była zdecydowanie za bardzo odważna.

– Miło cię widzieć – przywitał się, podając kobiecie swój kufel i nalewając sobie do następnego. – Dlaczego właśnie piwo?

– Lubię piwo. – Elwira upiła łyk. – A niech mnie cholera! To “Czarny Bazyliszek” tej wydry Leo! Skąd to masz?

– Spadek. Leo nie żyje i postanowił mi coś zostawić.

– Sprawdzałeś, czy nie zatrute? – przestraszyła się była karczmarka.

– Sprawdzałem.

Krótka wymiana zdań ponownie przywołała w obydwu rozmówcach wspomnienia przejść w Genevieve, dlatego przez chwilę stali w posępnej ciszy.

– Dzięki za zaproszenie na prywatkę – powiedziała Elwira.

– Słyszałem, że miałaś trudności z nawiązaniem nowych znajomości. – Orion uśmiechnął się przyjaźnie. – Przyjęcie powinno w tym pomóc.

– Źle słyszałeś – mruknęła kobieta. – Jedyną trudnością, którą miałam i ciągle mam, jest pogodzenie się z faktem, że straciłam dorobek całego życia.

– Jest w tym i moja wina. – Orion schylił głowę. – Dlatego chciałem ci przypomnieć, że nie musisz pracować dla mojego rodu. Możesz tu gościć, ile tylko chcesz.

– Dziękuje, ale wolę uczciwie zapracować na swoje utrzymanie, zwłaszcza że płacicie wcale nie najgorzej.

– Jeśli tylko będziesz czegoś potrzebowała, zawsze służę pomocą.

– Ależ ty odpowiedzialny – jęknęła kobieta. – Doprawdy, nie obarczam cię winą za całe zajście. Jedyny winny całej sytuacji… – Elwira spojrzała czujnie za plecy Oriona. – Właśnie tu idzie, a ja nie mam ochoty z nim rozmawiać.

Kobieta obróciła się i szybko ruszyła do ogrodu. Młody rycerz odprowadził ją wzrokiem. Mimo zapewnień karczmarki ciągle czuł się winny. Sprawy w Genevieve mogły potoczyć się znacznie lepiej, gdyby tylko… Gdyby tylko co?

– Nie wiem – wycedził pod nosem, skupiając się z powrotem na drewnianym kuflu. W momencie, kiedy zbliżał napój do ust, pojawił się przed nim Olaf. Mężczyzna bez słów wyjął kufel z jego ręki i upił żarłoczny łyk.

– Nie ma sprawy. Pij moje piwo… – zirytował się rycerz.

– Wspaniały trunek! Orzeźwia i świetnie smakuje. – Olaf ponownie upił z kufla. – Idealna goryczka… Słuchaj, wiesz, którędy udała się Elwira? Widziałem ją dosłownie chwilę temu…

– Poszła do ogrodów. – Orion wskazał kierunek ręką. Olaf spróbował oddać kufel, ale rycerz powstrzymał go gestem: – Jest twój. Przyda się na drogę i na odwagę.

– Dzięki. Kiedy wrócę, musimy zrobić się co najmniej tak dobrze, jak w karczmie “Lisek Chytrusek” – rzucił na pożegnanie i pośpieszył w stronę drzew i gąszczów.

Orion obrócił się, wziął czysty kufel i ponownie go napełnił. W międzyczasie czujnie wypatrywał kolejnych nieprzewidzianych sytuacji, które mogłyby mu utrudnić spróbowanie piwa Leo. Szybko namierzył kuśtykającego Dresta, który zdecydowanie zmierzał w jego stronę. Młodzieniec westchnął i przezornie napełnił trunkiem drugie naczynie. Następnie udał się do dziadka.

– Cieszę się, że jednak postanowiłeś przyjść. – Orion uśmiechnął się i podał Drestowi kufel. – Zdrówko!

– Ty mi tu nie zdrówkaj! Słyszałem o twoich wymysłach. Dziewczynka? Szermierzem?! Nie do pomyślenia!

– Dziadku, nie bądź taki. – Orion machnął lekceważąco ręką, ale z jego skroni leniwie spłynęła kropla potu, której na szczęście staruszek nie zauważył. – Za twoich czasów był przecież moment, kiedy kobieta na tronie była czymś nie do pomyślenia.

– Ty mi oczu nie zamydlaj! – warczał Drest. – Aria Chrobra, a Elizabeth herbu Niedźwiedź to są zupełnie różne przypadki. Aria nie walczyła bezpośrednio z wrogiem.

– Bo nie umiała, ale wojowała każdym sposobem, którym mogła. Jestem przekonany, że gdyby potrafiła walczyć mieczem, walczyłaby też mieczem.

– To… – żachnął się dziadek, ale nagle się zamyślił. – Brzmi jak ona… Ale nadal! Ellie ma dopiero sześć wiosen!

– Mieliśmy z Romkiem mniej, kiedy po raz pierwszy dałeś nam w ręce drewniane miecze.

– Tak? – zdziwił się Drest i napił się z kufla. – O! Cóż za świetne piwo! Przypomina czasy młodości… Pamiętam jak kiedyś… – Staruszek umilkł i spojrzał na wnuka podejrzliwie. – O czym przed chwilą dyskutowaliśmy?

– O piwie – odparł chytrze Orion. – Mówiłeś, że jest dobre, ale piłeś lepsze. Ja zaś twierdziłem, że jest to niemożliwe.

– Młody gówniarz! – warknął dziadek, unosząc pięść. – Jeszcze mleko pod nosem nie wyschło, a będzie bajki rozpowiadał. To piwo może i jest dobre, ale nie podlega dyskusji, że piłem lepsze. Spójrz na mnie! Ile mam lat? – Jego mina nagle spoważniała. – Ile ja właściwie mam lat?

– Za dużo – zaśmiał się Orion.

Drest wykrzywił usta i głośno ryknął śmiechem.

– Nie da się zaprzeczyć! – zagrzmiał i osuszył kufel jednym haustem. Następnie krzepko trzasnął młodzieńca w bark: – Baw się dobrze młody! Ja idę się zdrzemnąć.

Orion odetchnął z ulgą. Przez tę dyskusję w jego ustach zrobiło się bardzo sucho. Łapczywie skosztował piwa i aż przymknął oczy, delektując się głębokim smakiem. Kiedy ponownie otworzył powieki, mimowolnie znalazł Lanca i Elein. Dziewczyna uśmiechała się, prezentując śnieżnobiałe uzębienie. Orion zacisnął usta. Zdecydowanie potrzebował więcej alkoholu.

Ruszył z powrotem do beczułki, nalał sobie, wypił jednym zamachem i usiadł za stołem. Spróbował kilka różnych przystawek, ale najbardziej przypadły mu do gustu kanapeczki z serem, orzechami i rodzynkami. Było to o tyle dziwne połączenie, że poświęcił chwilę, studiując kolejne warstwy kanapki.

Kiedy Orion wreszcie się nasycił, rozejrzał się i poszukał wzrokiem brata, tym razem starannie unikając miejsca, w którym znajdowali się Elein i Lanc. Romuald żywiołowo dyskutował z potężnym mężczyzną, którego Orion doskonale znał. Rycerz napełnił dwa kufle piwem i udał się do swojego brata. Na miejscu głośno odchrząknął i postawił napoje przed każdym z mężczyzn.

– Orion! – przywitał go Romuald. – To dla mnie? Dzięki!

– Umiesz zrobić wejście! – ucieszył się krzepki mąż, wstając zza stołu i ściskając rycerzowi dłoń.

– Słyszałem o twoim awansie, Troy – odparł tamten z uśmiechem. – A raczej komendancie Troy. Jak się z tym czujesz?

Troy otworzył już usta, żeby odpowiedzieć, ale urwał w pół słowa, słysząc odległe wołanie.

– Trooooy! Chodź się siłować na rękę! – krzyczał Damian. – Chyba chciałeś się odegrać?! Nie mów, że strach cię obleciał?!

– Proszę mi wybaczyć. Muszę pokazać nowym rekrutom, co i jak. – Komendant wstał z miejsca. – Inaczej zaśpiewasz, kiedy urwę ci rękę! – warknął i ruszył szybko do szczerzących zęby bliźniaków.

– No to zostaliśmy sami – oznajmił Orion, przejmując z powrotem kufel Troya. – Swoją drogą, pochwalam wybór komendanta. Troy od lat jest najlepszym strażnikiem. Dziadek piekielnie dobrze go wyszkolił.

– No i właśnie dlatego bardzo dobitnie mi go zasugerował.

– Oho… – zdziwił się rycerz, unosząc wysoko brwi. – To chyba pierwszy raz, kiedy staruszek zrobił coś takiego.

Orion przyjrzał się uważnie komendantowi siłującemu się na rękę z Damianem.

– Teraz żałuje, że nie miałem okazji z nim dłużej porozmawiać – powiedział cicho.

– Uczta będzie chwilę trwała. Zresztą od rozmawiania masz mnie. Ostatnio nie mieliśmy okazji na porządną pogawędkę.

– Bo masz dużo roboty. Nie przepracowujesz się?

– Coś ty. Odkąd zlikwidowałeś nasze problemy finansowe, życie stało się znacznie prostsze. Istnym zbawieniem jest też mistrz Rob. Już sprzedałem kilka jego pomniejszych wynalazków za niebotyczną kwotę.

– Ktoś jest zainteresowany w tym kraju wynalazkami? – zdziwił się nie na żarty Orion.

– Głównie khenijscy kupcy.

– No tak… Mała Khenia ma potencjał. Jeśli Brytonia nie zmieni swoich poglądów na naukę, kiedyś może być krucho.

– Zapominasz, że Brytonia jest najbardziej rozwiniętym militarnie państwem, a na wojsko Arturowi Trzeciemu nie szkoda żadnych pieniędzy. Ale dość o polityce. Zdrówko. – Romuald uniósł kufel, w który jego brat bez wahania stuknął.

Jak tylko skończyli pić, Orion wstał i odszedł bez słowa. Romuald obserwował go z nietęgą miną, ale widząc, co robi, serdecznie się roześmiał. Rycerz wrócił z beczułką, którą postawił na stole tuż przy swoim bracie.

– No i czego rżysz. Lepiej polewaj, póki zimne.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o