Rozdział 9, Łyżka miodu w beczce dziegciu – część 5

Pieśń grana w karczmie w trakcie opowieści skryby

Percival Schuttenbach – The Musty Scent Of Fresh Pâté

Romuald wciąż śmiejąc się, nalał sobie i bratu.

– Widzę, że trzeźwy dzisiaj nie skończę – powiedział z szerokim uśmiechem.

– I dobrze, lekko wcięty jesteś znacznie fajniejszy – zakpił Orion, popijając z kufla. – Robisz mi mniej życiowych wykładów i zachowujesz się, jak na młodszego brata przystało.

– To nie moja wina, że jesteś dobry tylko w machaniu mieczem. – Romuald rozwiódł ręce. – Gdybyś za młodego mniej się bił, a więcej czytał, być może sytuacja miałaby się inaczej, ale wątpię.

– Pij, pij, mądralo. Musimy wyrównać poziom tej dyskusji, bo inaczej sobie nie pogadamy.

Romuald posłusznie się napił, a jego spojrzenie zaczęło się rozmazywać.

– Widziałem, że dopadł cię Drest – rzekł, sięgając po kawałek pieczonej kuropatwy. – Jak ci się udało przekonać starego uparciucha?

– Nie udało. Umiejętnie zmieniłem temat. Drest jest już stary i łatwo zakręcić rozmowę tak, żeby zgubił wątek.

– Oż ty cholero! To jest poniżej pasa! – żachnął się Romuald i w oburzeniu osuszył kufel do dna. – Jesteś rycerzem, czyli wzorcem. No wiesz tradycja, honor, ojczyzna i… i uczciwość chyba…

– Na wojnie wszystkie chwyty dozwolone – uciszył brata Orion i napił się piwa. – Zresztą ty mi tu nie chrzań o uczciwości. Drest mi się skarżył, że próbowałeś mu raz w nocy założyć na nogę ten metalowy wynalazek mistrza Roba.

– To się nazywa stabilizator! I kilka razy mi się nawet to udało. Mówię ci, chodził cały dzień i zachwalał, jak to mu noga dobrze służy, aż się zorientował. Od tej pory jest tak cholernie czujny, że nie ma szans podejść.

Romuald szybko uzupełnił dwa kufle. Rycerz zerknął z obawą na już chwiejącego się brata. Romuald zawsze miał słabą głowę i kilka piw w zupełności wystarczało, żeby skutecznie go upić.

– Orek… powiedz mi tak, ale tak szczerze mi ty powiedz… Czy nie masz mi za złe?

– Romek, co mam niby mieć za złe? To, że świetnie zajmujesz się naszym majątkiem? Czy być może to, że jesteś moim najlepszym informatorem w wiadomo jakiej sprawie?

– Właśnie do tego pije! – zagrzmiał mężczyzna i osuszył kufel. – Bijesz się z tym czarnym cholerstwem całkiem sam… A przecież ja mam ręce i nogi. Przecież mogę pomóc bardziej bezpośrednio… Wiesz przecież, że też całkiem nieźle ciacham mieczem. Sam mnie chwaliłeś!

– Bo to prawda. Masz technikę, której mógłby pozazdrościć sam Lancelot, ale my przecież nie tylko się bijemy. W podróży często bywa tak, że trzeba nocować pod gołym niebem, albo w jakichś bardzo wątpliwych karczmach z byle jakim żarciem. Przecież sam wiesz, jak by się to dla ciebie skończyło.

– No niby wiem, ale… Ale naprawdę nie masz mi za złe? – bełkotał coraz mniej składnie Romuald.

– Romek, przecież jesteś moim ulubionym młodszym bratem. Jak mogę mieć ci za złe?

– Naprawdę tak uważasz? – rozczulił się tamten. – Naprawdę?

– Naprawdę, w końcu nie mam innego. – Rycerz szybko przepił swoje słowa piwem.

– Orek… ja, naprawdę… – Romuald dygotał ze wzruszenia. – Naprawdę… muszę się przejść. Za dużo napoi… Mój bieedny pęcherz – dodał nagle, wstając. Pośpiesznie ruszył chwiejnym krokiem do nieoświetlonej części ogrodu.

– Szeeefieee! Choodź!

Orion obrócił głowę i zobaczył machających do niego bliźniaków. Chwycił ze stołu jabłko i żwawo udał się do nich.

– Gdzie zgubiliście kapitana Troya? – zapytał, siadając przy najemnikach i wyrzucając za siebie ogryzek.

– Poszedł sprawdzić ile jeszcze ma monet – parsknął Daniel, pijąc wino i zagryzając trunek kawałkiem sera. – Chłopina jest wyjątkowo słabiutki w hazardzie.

– Siłowanie się na rękę nazywasz hazardem? – zdziwił się Orion, biorąc kawałek świeżego pieczywa.

– Pewnie, tylko trzeba to rozegrać w deseczkę. – Młodszy bliźniak wyszczerzył zęby. – Poczuj intrygę, najpierw zaczyna mój brat za jakieś gówniane stawki. Przegrywa kilka razy, ale klucz jest wybadać moment, kiedy przeciwnik myśli, że nadal jest mocny, a już jest nadszczerbiony, kumasz?

– Kumam. – Orion napił się wina. – Co dalej?

– Dalej to już chędożone mistrzostwo. Wkraczam ja i rzucam stawką nie z tej ziemi, ale taką, że jeszcze jest do przełknięcia. Dureń zgadza się, bo myśli sobie, że skoro rozjebał Damiana, to z jego kopią też pójdzie łatwo i właśnie tu leży chuj pogrzebany! – Najemnik trzasnął dłonią o stół.

– Pogrzebany? – powtórzył z nieznanych sobie powodów Orion.

– Dokładnie! Może nie wyglądam, ale mam w łapach więcej krzepy niż mój brach – oznajmił Daniel, prezentując bicepsy, a Damian potwierdził skinieniem. – Ale do samego końca udaje, że jest mi ciężko i wygrywam oczywiście o włos.

– Muszę sobie zapamiętać, żeby nie próbować z wami hazardu – zaśmiał się rycerz. Nagle jego wzrok padł na Elein i Lancelota, którzy powoli oddalali się w kierunku ogrodu. Zrzedła mu mina, co nie umknęło uwadze bliźniaków. Jednym haustem wysuszył kielich wina i nalał sobie kolejny.

– Co się krzywisz, szefie? – zapytał Damian bez ogródek.

– Dziewczyny zawsze wolą Lancelota… A ja? Czego mi brakuje?

– Bogactwa – rzekł Damian.

– Sławy – dodał Daniel.

– Urody – wymieniał dalej Damian.

– Charyzmy – wtrącił Daniel.

– No dobra, już dobra… zrozumiałem – urwał opryskliwie młody rycerz i posępnie napił się wina.

– Widzę, że chlejecie winko! Chętnie się przyłączę.

Obok Damiana usiadł brodaty jegomość.

– Olaf! – Orion wzniósł kielich z winem. – Jak poszło w ogródku?

– Szkoda gadać… – burknął brodacz. Szybko nalał sobie do kielicha i natychmiast go osuszył, po czym ponownie napełnił.

– Lepiej napijmy się! Gdzie jest Lanc? Obiecał mi, że dzisiaj ładnie się zrobimy!

– Minąłeś się z nim – odparł sucho Orion. – Udał się z Elein do ogrodów.

– Och – mruknął Olaf, rzucając mu ukradkowe spojrzenie. – Czy to w porządku?

– Czemu mnie o to pytasz? Zapytaj lepiej Lanca i Elein! – warknął, po czym wstał i poszedł się przejść.

– No i, kurwa, zepsułeś nasz perfekcyjny plan – westchnął Damian, gapiąc się na Olafa z wyrzutem.

– Jaki plan?

– Plan schlania szefa, panie psucicielu planów – wyburczał Daniel.

– Ale po co? – nie nadążał Olaf.

– Żeby był nachlany – odparł zdumiony Damian, spoglądając na mężczyznę tak, jakby zapytał o coś bardzo oczywistego.

W tym czasie Orion sunął ponuro w kierunku ogrodu. Zatrzymał się tuż przy drzewach, wreszcie uświadamiając sobie, co usiłuje zrobić. Podsłuchiwanie prywatnej rozmowy Elein i Lancelota było czynem bardzo haniebnym. Mężczyzna skarcił się w myślach, zawrócił i ruszył w kierunku najmniej zaludnionego stołu. Usiadł na miejscu Romualda i ugryzł smutnie kawałek szynki. Niespodziewanie poczuł, że jest bardzo głodny. Rzucił się na potrawy przed nim, z każdym kęsem odzyskując utracony humor.

– Dobry wieczór – poinformował mechaniczny głos.

Rycerz obrócił się i wbił oczy w rudą czuprynę poważnego mężczyzny.

– Witam, mistrzu Robie. Zapraszam do stołu – powiedział przyjaźnie, przywołując mężczyznę gestem.

Rob pokiwał w odpowiedzi głową.

– Zaprzeczenie. Informuję o mojej nieobecności. Przez pancerze nie mam czasu do… Macie alkohol – stwierdził zaintrygowany, rozglądając się z zainteresowaniem po trunkach na stole.

– Owszem. Mamy wino, piwo, a nawet zdradzieckie nalewki owocowe. Czy mistrz ma ochotę się ze mną napić?

– Potwierdzenie. – Rob usiadł przy Orionie. – Jest to pierwszy raz, kiedy testuje płyn zawierający alkohol etylowy. Jestem ciekaw reakcji mojego organizmu.

Orion patrzył na wynalazcę, nie rozumiejąc nawet połowy rzeczy, które właśnie usłyszał, mimo to skinął z mądrą miną.

– Jaki alkohol mistrz pragnie spróbować?

– Jaki powinienem? – zapytał nagle zestresowany. – Jaki jest oficjalny protokół spożywania napojów alkoholowych?

– Zwykle z mocą powinno się iść w górę, jeśli dobrze zrozumiałem pytanie. Sugeruję zacząć od piwa. Jest najsłabsze.

– Sugestia przyjęta pozytywnie – zgodził się Rob, przyjmując od mężczyzny naczynie. Postawił je przed sobą i zaczął badawczo przyglądać się zawartości. Powąchał napój i odsunął się zdziwiony. Wreszcie ujął kufel w ręku i zrobił malutki łyczek.

– Interesujące. Lekko szczypie w podniebienie. Czuć gorycz. Przyjemne.

– Mistrz nie musi być aż taki oszczędny – zaśmiał się rycerz, poklepując beczkę ręką. – Jest jeszcze sporo.

Rob skinął i tym razem solidnie napił się z kufla.

– Właściwy smak. Doskonała głębia! – komplementował coraz głośniej.

– Czy mogę zadać mistrzowi pytanie?

– Paradoks. Proszę tego nie robić. Przetłumaczono sens zdania na najbliższy możliwy. Proszę zadać pytanie.

– Dlaczego mistrz tak dziwnie się wysławia?

– Niezrozumienie? W jaki sposób dziwnie? – zdumiał się Rob, dopijając piwo i nalewając sobie kolejne.

– Mistrz często używa zwrotów w stylu “zaprzeczenie” i “potwierdzenie”, kiedy wystarczyłoby po prostu powiedzieć “nie” lub “tak”.

– Korekta wzięta pod uwagę. Jestem wciąż nowy w języku Brytońskim.

– Ach racja, zupełnie o tym zapomniałem. – Orion uderzył się w czoło. – Tak dobrze mistrz rozmawia, że zupełnie wyleciało mi to z głowy. Skąd mistrz pochodzi?

– Z daleka.

– Zza oceanu?

– Miejsce mojego pochodzenie istotnie znajduje się poza oceanem.

– Przedwiecznym czy Burzliwym?

– Tak – zgodził się Rob i ponownie wypił piwo. Orion szybko zamrugał i przez chwilę kontemplował odpowiedź mężczyzny.

– Chciałbym przejść do trunków o wyższej zawartości alkoholu – stwierdził mistrz z błyskiem w oku.

– Czy widzi mistrz bliźniaków i brodacza między nimi? Proszę do nich podejść. Zajmą się panem należycie. Ja muszę chwilę przemyśleć naszą dyskusję…

Rob posłusznie wstał i poszedł we wskazanym kierunku. Orion usłyszał jeszcze, jak ten zwrócił się do trójki mężczyzn.

– Chcę zdegustować trunki o wysokiej zawartości alkoholu etylowego.

– Co, kurwa? – zdziwił się Daniel.

– Chcesz chlać! – ucieszył się Damian. – To kładź dupsko na ławę i dawaj czarę.

Orion parsknął, widząc niezrozumienie na twarzy mistrza Roba, który ciężko analizował wypowiedzi bliźniaków. Spojrzał w kierunku ogrodu i zobaczył wracających Lancelota i Elein. Dwójka szybko się rozdzieliła, dziewczyna ruszyła z powrotem na swoje miejsce i z marszu chwyciła mocną nalewkę, zaś blondyn podszedł z zażenowaną miną prosto do Oriona.

– Ho, ho! Patrzcie kto tu dostał kosza – ucieszył się, widząc jego markotny wyraz twarzy. – Toż to sam sir Lancelot, marzenie każdego turnieju oraz zwycięzca dziewic i kobiecych serc.

– Co? – zbaraniał blondyn, przyglądając się wstawionej minie kolegi. – Od kiedy zacząłeś się cieszyć cudzym nieszczęściem?

– Dostałem od ciebie wcześniej po mordzie i coś mi się za to należy – roześmiał się mężczyzna. Postanowił nie wspominać o tym, że sam również dostał od dziewczyny kosza na samym początku ich wspólnej znajomości. Nagle jego przyjaciel uważnie mu się przyjrzał.

– Podoba ci się! – warknął, oskarżycielsko wskazując na niego palcem.

– To… Skąd ty… Co?

– Masz to napisane na swojej głupiej mordzie. Podoba ci się Elein WIlhelm! Te wszystkie twoje wcześniejsze humorki… Teraz to ma sens! Orion, znamy się tak długo. Nie mogłeś od razu powiedzieć? – zapytał z wyrzutem.

– Noo… – Rycerz poderwał się do góry. – Dobra masz rację! Ale błagam, nie krzycz tak!

– Teraz to ty krzyczysz!

– Chyba masz znowu rację… Słuchaj, przepraszam cię – westchnął Orion, kładąc rękę na barku przyjaciela. – Byłem nie w porządku wobec ciebie.

– Daj spokój…

– Ale nie, poważnie. Strasznie spartoliłem. Nie powinienem był ukrywać mojego problemu z Czarnym Rycerzem. Nie od ciebie.

– Święta racja, ale już o tym rozmawialiśmy. Powiedz mi lepiej, co ty wyprawiasz z tą Elein?

– Sprawa nie jest taka prosta – zirytował się mężczyzna. – Mam narzeczoną wyznaczoną przez samego króla Artura, dlatego nie mogę z niej zrezygnować, a Elein… No cóż, zawsze mówiła o tobie w superlatywach. Z jednej strony chciałem dla niej dobrze. Jesteś porządny chłopak! Z tobą mogłaby być szczęśliwa, ale…

– Ale? – podjął Lancelot, ponaglając go gestem.

– Ale jestem chędożonym egoistą!

– Przynajmniej wreszcie jesteś ze sobą szczery – stwierdził Lanc, mierząc przyjaciela zmęczonym wzrokiem. – No idź do niej.

– No co ty? Tak teraz? – Orion chwycił kufel z piwem drżącymi rękami i pośpiesznie wypił całą zawartość.

– Tak teraz, dopóki jeszcze jesteś przytomny. – Lanc zerknął ukradkiem w stronę Elein. – I dopóki ona jest jeszcze przytomna. Na wszystkich Bohaterów…

– O czym ty pieprzysz? – oburzył się Orion.

– O tym, że jedyne, co robiłem na treningach z panną Elein Wilhelm to relacjonowanie ciekawostek z twojego życia. Wyjątkowo dużo musiałem też poświęcić tematowi twojej narzeczonej. No idź wreszcie!

Orion gapił się niemo na przyjaciela. Nagle objął go w niedźwiedzim uścisku i pośpieszył do Elein. Lancelot potarł tył głowy, rozglądając się po stole. Usiadł na miejscu Oriona, sięgnął po kawałek smażonego kurczaka i nalał sobie piwa. Jadł powoli. Ciągle próbował dojść do siebie. Wiedział, że po takiej drastycznej odmowie minie dużo czasu, zanim jego pewność siebie wyczołga się z bardzo ciemnego kąta. Nagle usłyszał głośny pijacki śpiew. Obrócił głowę i zobaczył bliźniaków, Olafa, Roba i Romualda, którzy objęli się za barki i głośno wrzeszczeli wyjątkowo nieprzyzwoitą piosenkę w takt wesołej muzyki. Blondyn uśmiechnął się i wypił piwo jednym zamachem. Już wiedział, co chciał dzisiaj robić. Wstał i udał się w kierunku towarzystwa.

Dodaj komentarz

avatar
2000
  Subskrybuj  
Powiadom o