Skryba
Skryba

Witam Cię wędrowcze. Śmiało, dosiądź się i skosztuj piwa. Dzisiaj na mój koszt. Pytasz mnie kim jestem? Skryba na usługach najjaśniejszego króla Brytonii.. Ah.. widzę pogardę w twoich oczach. Pewnie myślisz sobie "Kolejny cholerny skryba. Znowu będzie mnie zamęczał legendami o zakonie Wilków, albo kronikami o dokonaniach dynastii Arturiańskiej. A czasy trudne! Cóż mi po historii, skoro nie ma czego do gara włożyć?". Zostań jednak ze mną jeszcze tę jedną krótką chwilę, jaką zajmie ci dopicie schłodzonego "Czarnego Bazyliszka". Zostań i wysłuchaj mnie jeszcze przez ten skąpy moment. Żmudne przepisywanie starych kronik okazało się być zajęciem nużącym i wyjątkowo niewdzięcznym. Nie przyniosło mi ani poczucia spełnienia, ani chwały, której niegdyś tak bardzo pożądałem. Przyniosło mi natomiast niepokój, a być może nawet i potępienie Bohaterów.. Widzisz, kroniki Brytonii są przedstawiane, niczym towar na targu w Meredith. Zachwalany i wychuchany, ale tylko z tej świeżej strony. Inaczej nikt by tego nie kupił. Widzę, że wreszcie mam twoje zainteresowanie. W takim razie zamów sobie jeszcze kolejkę, a może lepiej trzy. Spokojnie, na mój koszt. Moja opowieść będzie długa i szczera. Postaram się przekazać całą prawdę o ostatnich wydarzeniach w Brytonii, a ty będziesz moim słuchaczem i sędzią.. Spójrz tylko na mnie.. drżą mi ręce. Oznacza to, że obawiam się twojego osądu.. Niech Edna Miłosierna ma w opiece moje zakłamane pióro.. Ah tak, wybacz. Widzę, że jesteś zniecierpliwiony. Zacznijmy zatem wreszcie..

Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 23

Mężczyźni szybko skrócili dystans. Z każdym krokiem, który pośpiesznie przemierzali w stronę dziewczyny, coraz lepiej się dało dostrzec wysłużone uzbrojenie sterczące niedbale zza pasa. Z twarzy każdego z rzezimieszków biło dominujące okrucieństwo, którego żaden z nich nawet nie próbował ukryć. Czuli się pewnie, gdyż istotnie znajdowali się w swoim żywiole.

Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 22

Mały odprowadził ją do wyjątkowo paskudnej rudery. Dom miał okna i drzwi, które wydawały się trzymać zawiasów wyłącznie siłą przyzwyczajenia. Dziewczyna ostrożnie zapukała. Drewno zatrzeszczało, ale ku jej wielkiemu zaskoczeniu, jednak wytrzymało. Drzwi ostrożnie uchyliły się ze skrzypem. W wąskiej szczelinie między drzwiami a framugą ukazała się podejrzliwa, stara twarz.

Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 21

Sunęła uliczkami najbiedniejszej dzielnicy w Genevieve. Znajdowała się ona za południowo-zachodnim murem, który wydawał się rozdzielać dwa różne światy. Po tej lepszej stronie kwitła Szlachetna Dzielnica, miejsce pełne przepychu zamieszkała wyłącznie przez bogatych arystokratów tonących w splendorze. Po tej drugiej gnił obszar kumulujący największą biedotę, potocznie nazywany Chaszczami.

Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 19

Dzisiaj był pierwszy dzień turnieju i uwaga całego Genevieve była skupiona na arenie znajdującej się na przedmieściach za zachodnią bramą  miasta. Mężczyźni zajmowali bardzo wygodną pozycję do obrony. Mieli na widoku wejście do karczmy, a za plecami ścianę. Gawędzili cicho, popijając ciepły ziołowy napar, kiedy do karczmy wkroczył rycerz w czarnym pancerzu i z czarnym hełmem na głowie.

Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 18

Peter był świeżo upieczonym kapitanem straży najemnej. Pracował dla rodu Czapli lekko ponad rok, jednak dość szybko zdążył udowodnić swoją wartość. To wszystko czyniło go idealnym kandydatem do powierzonej misji. Artur rzadko kiedy zwracał szczególną uwagę na najemników swojego ojca, a jeśli już, to jedynie na osoby umieszczone najwyżej w hierarchii. Awans Petera był bardzo świeży, a dodatkowo odbył się w okresie, kiedy dziedzic rodu Czapli intensywnie pracował nad organizacją turnieju, dlatego też zupełnie mu umknął.

Rozdział 2 Witamy w Genevieve – część 16

Temperament Artura przepędzał mu sen z powiek. Z jednej strony chciał traktować swojego syna jak dorosłego człowieka i dawać mu bardzo dużą decyzyjność i moc sprawczą. Z drugiej zaś, w takie dni jak dzisiaj, miał ochotę potraktować go, niczym ostatniego gówniarza i zwyczajnie sprać po rzyci. Niestety taki czyn zupełnie nie miał sensu. Jeśli Artur sobie coś postanowił, w żaden sposób nie dało się już mu tego wybić z głowy.