Tom 1 Przeklęty rycerz

Rozdział 4 Wyścig z czasem – część 1

Sunęła uliczkami najbiedniejszej dzielnicy w Genevieve. Znajdowała się ona za południowo-zachodnim murem, który wydawał się rozdzielać dwa różne światy. Po tej lepszej stronie kwitła Szlachetna Dzielnica, miejsce pełne przepychu zamieszkała wyłącznie przez bogatych arystokratów tonących w splendorze. Po tej drugiej gnił obszar kumulujący największą biedotę, potocznie nazywany Chaszczami.

Rozdział 3 Krwawa waśń – część 9

Dzisiaj był pierwszy dzień turnieju i uwaga całego Genevieve była skupiona na arenie znajdującej się na przedmieściach za zachodnią bramą  miasta. Mężczyźni zajmowali bardzo wygodną pozycję do obrony. Mieli na widoku wejście do karczmy, a za plecami ścianę. Gawędzili cicho, popijając ciepły ziołowy napar, kiedy do karczmy wkroczył rycerz w czarnym pancerzu i z czarnym hełmem na głowie.

Rozdział 3 Krwawa waśń – część 8

Peter był świeżo upieczonym kapitanem straży najemnej. Pracował dla rodu Czapli lekko ponad rok, jednak dość szybko zdążył udowodnić swoją wartość. To wszystko czyniło go idealnym kandydatem do powierzonej misji. Artur rzadko kiedy zwracał szczególną uwagę na najemników swojego ojca, a jeśli już, to jedynie na osoby umieszczone najwyżej w hierarchii. Awans Petera był bardzo świeży, a dodatkowo odbył się w okresie, kiedy dziedzic rodu Czapli intensywnie pracował nad organizacją turnieju, dlatego też zupełnie mu umknął.

Rozdział 3 Krwawa waśń – część 6

Temperament Artura przepędzał mu sen z powiek. Z jednej strony chciał traktować swojego syna jak dorosłego człowieka i dawać mu bardzo dużą decyzyjność i moc sprawczą. Z drugiej zaś, w takie dni jak dzisiaj, miał ochotę potraktować go, niczym ostatniego gówniarza i zwyczajnie sprać po rzyci. Niestety taki czyn zupełnie nie miał sensu. Jeśli Artur sobie coś postanowił, w żaden sposób nie dało się już mu tego wybić z głowy.

Rozdział 3 Krwawa waśń – część 3

Był to najmniej spokojny obszar ze wszystkich innych znajdujących się za murami miasta. Mieszkali tam głównie robotnicy, czeladnicy i rzemieślnicy. Zdaniem strażników miejskich dzielnica była w stu procentach bezpieczna, aczkolwiek jak sami przyznawali, te statystyki nie obejmowały bójek w karczmach. Sam komendant Valerian często mawiał, że porządny mieszczanin po ciężkim dniu w pracy, musi lać do mordy i po mordach.