Prolog

Prolog

Ciemnymi uliczkami miasta jak na złamanie karku pędził niewysoki żebrak. Jego przydługie, brudne włosy opadały mu na twarz, zasłaniając okropne pooparzeniowe blizny. Ubrany był w stare i dziurawe łachmany, których jedyną zaletą było ich względne ciepło. Gdy nędznik szybko skręcił w zaułek, podmuch wiatru odsłonił jego młodą, pozbawioną zarostu twarz, zastygłą w wyrazie przerażenia.