Rozdział 1 Klątwa – część 2

Uczta u króla jak zwykle zachwycała obfitością. Stoły wyginały się pod ciężarem potraw i trunków z najróżniejszych zakątków Brytonii. Sala bankietowa była w stanie pomieścić prawie pięćset osób, jednakże dzisiaj, mimo wszystkich przygotowań, ilość ludzi na królewskim przyjęciu przekraczała ledwie dwusetkę. Grajkowie siłowali się grać żywą muzykę, ale często się mylili, a po pomieszczeniu niosły się niepokojące dźwięki sfałszowanych nut. Królewski błazen siedział w milczeniu i pił wino kielich za kielichem. Nie był w swoim zajęciu jedyny. Większość gości czyniła podobnie, a wyjątkiem nie był nawet sam król.

Prolog

Ciemnymi uliczkami miasta, jak na złamanie karku pędził niewysoki żebrak. Jego przydługie, brudne włosy opadały mu na twarz zasłaniając okropne pooparzeniowe blizny. Ubrany był w stare i dziurawe łachmany, których jedyną zaletą było ich względne ciepło. Żebrak szybko skręcił w zaułek, a podmuch wiatru odsłonił z włosów jego młodą, pozbawioną zarostu twarz, zastygłą w wyrazie przerażenia. Młodzieniec pędził na pamięć. Znał te uliczki jak swoją własną kieszeń, w końcu spędził na nich ostatni rok swojego życia. Nastolatek biegł z całych sił gorączkowo rozważając swoje możliwości. Może schować się u Jansona? Albo poszukać strażników królewskich?